Zbigniewa Bońka przyciągnąłem myślami
Czesław Michniewicz to jeden z nielicznych wygranych w polskiej piłce nożnej w 2018 roku. Prowadzona przez niego reprezentacja U-21 awansowała do finałów tegorocznych mistrzostw Europy, osładzając porażkę dorosłej reprezentacji na mundialu w Rosji oraz katastrofalną postawę polskich klubów w europejskich pucharach. Drużyna Michniewicza zaimponowała determinacją i wiarą w sukces, wywalczając awans na boisku faworyzowanej Portugalii. ‒ W przeszłości nie myślałem o tym, żeby pracować akurat z kadrą U-21 – mówi Michniewicz. ‒ Zawsze bardziej ciągnęło mnie do pracy w klubie. Teraz wiem, ile może dać satysfakcji, i jak może rozwijać ta praca.

„Koncept”: ‒ Praca trenera jest pełna paradoksów. W marcu 2017 roku stracił pan posadę w klubie Bruk-Bet Termalica Nieciecza, a w lipcu został trenerem reprezentacji U-21. Czy utrata pracy w Niecieczy nie była szczęśliwym zdarzeniem, bo w innym przypadku najprawdopodobniej nie byłby pan kandydatem do pracy z młodzieżówką.

Czesław Michniewicz: ‒ Utrata pracy w naszym zawodzie nigdy nie jest dobra, bo później nie wiadomo, jak długo trzeba czekać na kolejną propozycję. Nie było to dobre dla mnie ani dla rodziny i trudno było się cieszyć z faktu zwolnienia mnie z Niecieczy. Ale czasami tak bywa, że gdy jedne drzwi się zamykają, to otwierają się drugie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że cieszę się z tego, gdzie jestem. Być może zwolnienie z Termaliki sprawiło, że byłem wolnym trenerem na rynku i dostałem pracę z kadrą U-21.

‒ Wróćmy do eliminacji Euro. Były piłkarz obecnie występujący w roli eksperta telewizyjnego, Artur Wichniarek, doceniając pana sukces, podkreślił szczególnie fakt, że potrafił pan natchnąć drużynę do walki po dwóch słabych meczach z Finlandią i Wyspami Owczymi, w których straciliśmy punkty.

‒ Artur trafił w sedno i miło, że to zauważył. To sztuka umieć zarządzać zespołem w sytuacjach kryzysowych, a takie były po tych meczach, które tylko zremisowaliśmy, a czekały nas wkrótce kolejne ważne spotkania. Potrafiliśmy podnieść się z kolan, bo wygraliśmy z Finlandią i Danią. To jest najważniejsza umiejętność, żeby wyciągnąć wnioski i zastosować odpowiednią motywację.

‒ Ale do zmotywowania nie wystarczył już chyba pański znany trick ze zgniecionym banknotem, który po rozprostowaniu ma tę samą wielkość. Co ma oznaczać, że i drużyna po jednym gorszym przegranym meczu jest wciąż warta tyle samo.

‒ Oczywiście, że to za mało do motywacji na takim poziomie. Szukaliśmy innych impulsów, ale przede wszystkim optymalnego przygotowania do decydujących meczów. Duża w tym zasługa całego sztabu, ale pomogli nam też ludzie, nasi rodacy, mieszkający na przykład w Portugalii i w Anglii, gdzie gra wielu portugalskich piłkarzy. Obserwowali ich podczas meczów, a ich spostrzeżenia przekazaliśmy zawodnikom w skondensowanej formie, filmu czy informacji przed barażami z Portugalią. Wiadomo, że i tak wszystko weryfikuje boisko, ale jeśli masz tę wiedzę, jak przeciwnik zachowuje się na boisku, to jest troszeczkę łatwiej.

Podobnie jest i będzie przed finałami we Włoszech. Między innymi trener kadry kobiet Miłosz Stępiński pomaga nam w rozszyfrowaniu jednego z rywali.

W mojej drużynie nie ma lepszych piłkarzy od Roberta Lewandowskiego i Kamila Grosickiego. Ale moi zawodnicy na pewno zaistnieją w przyszłości ‒ na wszystko potrzeba czasu

‒ Z motywacją i chęcią wyjazdu wśród zawodników też chyba nie będzie problemu. Jakub Piotrowski powiedział, że już dla samego bycia w tej grupie chce się jechać na zgrupowanie.

‒ Użyłbym nawet sformułowania, że stanowimy rodzinę. Razem płakaliśmy, gdy traciliśmy punkty i razem cieszyliśmy się ze zwycięstw. Cieszę się, że Kuba ma takie podejście do gry w kadrze. Właśnie wybieram się do niego, żeby porozmawiać, również o jego problemach wynikających z tego, że nie gra, bo nie ma miejsca w składzie Genk.

‒ To chyba ulżyło panu, gdy Dawid Kownacki, jeden z filarów kadry, znalazł nowy klub i będzie miał teraz szansę na regularną grę w Fortunie Duesseldorf?

‒ Tak, bo wiem jak on przeżywał to, że nie grał w Sampdorii, i jak bardzo chciał odejść. Nieszczęśliwe zdarzenie jego kolegi z drużyny sprawiło, że w pierwszym terminie wstrzymano w ostatniej chwili jego wypożyczenie , ale finalnie wszystko skończyło się dobrze.

Byłoby źle, gdyby kapitan i piłkarz, na którego bardzo liczę, nie grał przed mistrzostwami regularnie w klubie. Nie możemy sobie na to pozwolić, gdy widzę, jak reprezentanci Włoch, z którymi będziemy się mierzyć w grupie (oprócz nich również z Belgią i Hiszpanią ‒ red.), grają co tydzień w Serie A i strzelają bramki. Jeśli moi piłkarze nie będą grali regularnie w klubach, to będą od nich odstawać. Dlatego gdy odwiedzam zawodników w klubach, to mobilizuję tych, którzy nie mają miejsca w składzie, żeby rozmawiali z trenerami czy prezesami o możliwości wypożyczenia do innego klubu.

1

‒ Finały Euro U-21 będą dla pana pierwszą imprezą turniejową tak dużej rangi. Traktuje ją pan jako najważniejszy sprawdzian swojej wiedzy trenerskiej?

‒ Dopiero gdy byłem na losowaniu grup we Włoszech, to dotarło do mnie, że poprowadzę zespół w naprawdę ważnej imprezie. Również dlatego, że zobaczyłem tam wielu znanych trenerów, którzy pracują przy reprezentacjach młodzieżowych. To będzie turniej mojego życia, mam nadzieję, że nie ostatni. Chcę wykorzystać doświadczenie Adama Nawałki czy jego asystentów, którzy już byli na dwóch wielkich turniejach. Nie obawiam się niczego przed turniejem, a jeśli już, to ewentualnych kontuzji piłkarzy, bo na to nie mam wpływu. Dlatego monitorujemy szerszą grupę zawodników, żeby mieć przygotowanych ewentualnych zastępców.

‒ Skoro padło nazwisko byłego selekcjonera Adama Nawałki – czy udaną jak na razie pracę z reprezentacją U-21 traktuje pan jako doświadczenie i drogę, która pozwoli panu w przyszłości przejąć pierwszą reprezentację Polski?

‒ Nie chcę być fałszywie skromny, ale uważam, że każdy trener, który pracuje z sukcesami w klubie czy młodszymi reprezentacjami marzy, żeby zostać selekcjonerem tej najważniejszej. Takie marzenia miałem, zanim trafiłem do pracy w PZPN. Natomiast przyznam szczerze, że nigdy nie myślałem o tym, żeby prowadzić kadrę U-21. Gdy pracowałem kiedyś wspólnie z Maciejem Skorżą w Amice Wronki, to on często mówił, że marzy o takiej pracy i o tym, żeby pojechać z taką drużyną na igrzyska olimpijskie.

Dopiero gdy dotknąłem tej reprezentacji, to zobaczyłem, jak ta praca rozwija. Poznałem wielu znanych trenerów, którzy prowadzą kadry młodzieżowe swoich krajów. Ta praca daje dużo satysfakcji i jest bardzo twórcza i rozwijająca.

‒ A czemu nie myślał pan wcześniej o pracy z reprezentacją młodzieżową?

‒ Zawsze bardziej ciągnęło mnie do pracy z seniorami w ekstraklasie. Dopiero gdy dwa lata temu podczas finałów Euro U-21 w Polsce jeździłem z ekipą Polsatu i komentowałem mecze, to uświadomiłem sobie, jacy dobrzy i znani trenerzy pracują z tymi reprezentacjami. Zacząłem wówczas myśleć o tym, że może ja chciałbym pracować w takiej roli?Wkrótce potem zadzwonił do mnie prezes PZPN Zbigniew Boniek, który zaproponował spotkanie w tej sprawie. Widocznie jakoś przyciągnąłem swoimi myślami tę pracę i to, że ją dostałem.

Mam satysfakcję, że wykorzystuję swoją szansę, bo dostałem pracę od Zbigniewa Bońka, człowieka, który zna się na piłce. A nie od kogoś, kto się nie zna i komu tylko podpowiedziano moje nazwisko, bo nie wszyscy biznesmeni w klubach muszą znać się na futbolu.

‒ Nie będzie konfliktu interesów pomiędzy panem a Jerzym Brzęczkiem albo Jackiem Magierą, prowadzącym kadrę U-20, bo terminy meczów drużyn prowadzonych przez was będą się trochę pokrywały?

‒ Wszystko zostało wyjaśnione i priorytetem jest pierwsza reprezentacja. W marcu na jej mecze eliminacyjne do Euro z Austrią i Łotwą może być powołany każdy piłkarz z mojej kadry jak również z U-20. W czerwcu będzie podobna sytuacja. Ustaliliśmy, że Kamil Grabara i Sebastian Szymański, którzy rocznikowo pasują też do kadry U-20, będą grali u mnie, bo przeszli z nami całe eliminacje do turnieju we Włoszech.

Tydzień przed mistrzostwami polecimy do Austrii, gdzie zagramy test mecz z Niemcami w nietypowym wymiarze czasowym 4 x 30 minut

‒ Jakiś czas temu powiedział pan, że nikt z piłkarzy prowadzonej przez pana kadry nie może być na razie wzmocnieniem pierwszej reprezentacji. Czy w dalszym ciągu tak pan uważa?

‒ Nie było to miłe dla chłopców ani dla mnie, ale uczciwe. Na dzisiaj Kamil Grabara nie wygra rywalizacji z Łukaszem Fabiańskim czy Wojtkiem Szczęsnym. Na prawej obronie Robert Gumny nie jest dzisiaj lepszy od Bartka Bereszyńskiego. Tak samo, jak nie ma w mojej drużynie lepszych piłkarzy od Roberta Lewandowskiego i Kamila Grosickiego. Piłkarze z mojej drużyny na pewno zaistnieją w przyszłości, ale na wszystko potrzeba czasu. Swoją wypowiedzią uspokajałem nastroje wokół mojej drużyny i zawodników, żeby nikt z nich nie „odleciał”, że jest już gotowy, żeby zbawić polską piłkę. Prędzej czy później wielu piłkarzy z tej kadry będzie grało w pierwszej reprezentacji i będą grali dobrze.

‒ Czy ma pan gotowy plan przygotowań do mistrzostw Europy, które rozpoczną się we Włoszech 16 czerwca ?

‒ Praktycznie wszystko jest gotowe. Bazą zgrupowania przed mistrzostwami będzie Grodzisk Wielkopolski. który był domem tej drużyny od początku. Spędzimy tam prawie 2 tygodnie, mając znakomite warunki do treningów, dobry hotel i samych życzliwych ludzi wokół siebie. Na tydzień przed mistrzostwami polecimy do Austrii, gdzie zagramy test mecz z Niemcami w nietypowym wymiarze czasowym 4 x 30 minut. Trener Niemców Stefan Kuntz przekonał mnie, że warto zagraćtaki sparing, który może być przeglądem całej kadry, ale jednocześnie może jeszcze odpowiedzieć na jakieś pytania i wprowadzić korekty w składzie przed samymi mistrzostwami.

‒ Niemcy zaproponowali rozegranie tego sparingu?

‒ Tak, Stefan Kuntz był nim mocno zainteresowany. Podobnie jak trener Anglików, który zaproponował rozegranie meczu towarzyskiego na ich terenie. Dojdzie do niego 22 marca w Bristolu.

‒ Filmy motywacyjne dla piłkarzy przed turniejem, co często pan stosował w pracy z drużynami ligowymi, też są już przygotowane?

‒ Dużo rzeczy mamy przygotowanych i pewnie nie wszystkie uda się wykorzystać. Mamy dużo materiałów o rywalach, ale mam zasadę: „Pracuj w ciszy, a efekty niech robią hałas”. Dopiero po fakcie będę mógł powiedzieć ‒ co robiliśmy, jak robiliśmy i dlaczego, a na razie nie chcę tego zdradzać.

‒ Pojawiły się jakieś urządzenia i nowinki techniczne, które będą pomocne w przygotowaniach? Często korzysta pan z różnego rodzaju nowości.

‒ Tak. Zgłosiłem zapotrzebowanie na pewne rzeczy i PZPN na wszystkie się zgodził. Dostaniemy pomoce treningowe, jak również najnowszy komputer Imac z ekranem 28-calowym, który będzie bardzo pomocny w pracy ‒ mówiąc ogólnie ‒ teoretycznej.

‒ Na ile cierpi pana życie prywatne przy takiej intensywności pracy ? Ile dni w roku żona ma pana w domu?

‒ Niewiele. Ponad 100 razy leciałem samolotem w ubiegłym roku kalendarzowym, więc to duża intensywność. Teraz po przyjeździe z Turcji, gdzie obserwowałem kandydatów do reprezentacji trenujących w naszych klubach, kilka dni jestem w domu. Ale zaraz ruszam do Niemiec, później do Włoch i dalej do Anglii. Oczywiście mam współpracowników, którzy na przykład w najbliższych dniach będą bezpośrednio obserwowaćKrystiana Bielika i Kamila Grabarę. Musimy mieć wszystko pod kontrolą, żeby podjąć właściwe decyzje co do wyboru zawodników. Do tego potrzebne jest ich obserwowanie z bliska. Jest na to przychylność PZPN i przygotowany budżet, bo wszelkie podróże i wyjazdy dużo kosztują.

W klubach nigdy nie pracowałem w tak dobrych warunkach, mając tak wielu ludzi do pomocy

‒ Pewnie Zbigniewowi Bońkowi szczególnie zależy na tym, żeby zespół był dobrze przygotowany i wypadł jak najlepiej na imprezie we Włoszech, które są drugą ojczyzną prezesa?

‒ Wszystkim nam zależy na tym, żeby wypaść jak najlepiej. Widziałem, jak prezesowi w trakcie eliminacji bardzo zależało, żeby zakwalifikować się do finałowego turnieju. Były momenty zwątpienia i przygnębienia, gdy nie potrafiliśmy wygrać z Wyspami Owczymi, ale prezes w nas wierzył i wspierał. Nie było tak, że jeśli mieliśmy mniejsze szanse na awans, to PZPN czegoś nam odmawiał. Plan był przygotowany na początku i realizowany do samego końca. Nigdy nie pracowałem w klubie w tak dobrych warunkach, mając tak wielu ludzi do pomocy. Wiedziałem, kto za co odpowiada, począwszy od osoby rezerwującej przeloty czy organizującej nasze zgrupowania. Wszystko było poukładane od samego początku.


Przeczytaj artykuł:

Nowy rok bez postanowień?

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP