Z czego zrobić szkło?
Kraków, początek lat 50. ubiegłego stulecia. - No i czego nauczyłeś się dziś w szkole? – pyta matka ośmiolatka. „Pani mówiła, że szkło robi się z piasku. Ale my wiemy, że ona musi tak mówić”. Dotychczas anegdota ta była dla mnie dowodem na specyficzną, daleko jak widać idącą, impregnację wielu środowisk na komunistyczną propagandę. Cokolwiek by mówili i tak było wiadomo, że jest odwrotnie.
Kraków, początek lat 50. ubiegłego stulecia. - No i czego nauczyłeś się dziś w szkole? – pyta matka ośmiolatka. „Pani mówiła, że szkło robi się z piasku. Ale my wiemy, że ona musi tak mówić”. Dotychczas anegdota ta była dla mnie dowodem na specyficzną, daleko jak widać idącą, impregnację wielu środowisk na komunistyczną propagandę. Cokolwiek by mówili i tak było wiadomo, że jest odwrotnie. Ale odczytać można ją również inaczej – jako opowieść o zdumieniach, które niesie proces edukacji. Jakież bowiem musiało być zdumienie owego malca, gdy dowiedział się, że pani tym razem nie ściemniała! I tu zadumać się wypada, bo z tej swojej wstecznej, zmurszałej, patriarchalnej, peerelowskiej szkoły przynajmniej miał szansę się tego dowiedzieć. Dziś wiedzę tę serwuje się zapewne w trzeciej gimnazjum, a i to w dobrze nam znanej formie. „Szkło wytwarza się: a) z nadmanganianu potasu; b) wydobywa się w kopalni; c) z piasku; d) szkła nie wytwarza się ze względu na dyrektywę klimatyczną Unii Europejskiej nr 986b/2012. Nielegalne wytwórnie szkła przetrwały w Chinach. Znajdź na mapie Chiny.” Zawsze gdy słyszę o testach przypominam sobie mojego przyjaciela z podstawówki i liceum. Jacek miał absolutnie niewiarygodną zdolność zgadywania pytań testowych. Tak, zgadywania. Kiedyś, dla próby zadaliśmy mu dwadzieścia pytań z testu na prawo jazdy, a raczej nie zadaliśmy, tylko podawaliśmy ich numery, a on miał w ciemno dobrać odpowiedź: a, b, c lub d. Bezczelny typ po dziesięciu pytaniach miał raptem dwa błędy! Jak to dobrze, że nie postanowił, ot tak, dla sportu, zdawać na medycynę, tylko został nauczycielem wuefu. Przy całej sympatii nie chciałbym, by operował mi trzustkę. Choć, kto wie, może znowu by trafił? Jacek miał jednak zanikającą dziś cechę samoograniczania się. No i poczucie obciachu. Kontakt z losowo wybranym nauczycielem akademickim pokazuje jak archaiczna to postawa. Nawet nie pytany opowie nam, że studenci nie wstydzą się niczego, a już najmniej swojej niewiedzy. Prymas Polski w latach 50., 60. i 70.? Gierek – replikuje dumny z siebie adept politologii. Nikogo nie dziwi cała grupa studentów polonistyki, z której nikt, literalnie nikt, nie czytał „Lalki”. „Ale za to oglądaliśmy serial, panie doktorze”. Studentce dziennikarstwa najlepszego podobno uniwersytetu w Polsce postanowiłem rzucić koło ratunkowe i spytałem o „trzech najfajniejszych królów Polski”. Ciekawiło mnie uzasadnienie. Pani wymieniła Chrobrego, Kazimierza Wielkiego i odpadła. Ja również. Powie ktoś: oho, zaczynają się starcze lamenty na dzisiejszą młodzież. Nie tym razem. Choćby dlatego, że starsi nie są lepsi. Mój przyjaciel pojechał na kilka dni do wsi starowierów na Mazurach. W pensjonacie spotkał grupę trzydziesto-, czterdziestoletnich prawników, którzy postanowili rozwikłać zagadkę przeszłości tych ziem. Tu byli kiedyś Niemcy. Nie, Ruscy, w końcu jest cerkiew. Hm, fakt. Aha, bo Prusy, to znaczy pre Rusy, dawna Rosja. Tak, to by się zgadzało, a co z Niemcami? No, przyszli jak była wojna, a potem znów ich Ruscy pogonili. Najgorsze jest to, że tego nie zmyśliłem. Cóż więc powiedzieć o dwudziestolatkach? Że biorą udział w szwindlu na gigantyczną skalę? Oto szkoły wyższe udają, że ich kształcą, a oni udają, że się czegoś uczą. Dość banalna konstatacja. Jeśli więc z jakiegoś powodu mi ich żal, to dlatego, że nigdy nie zaznają owego zaskoczenia, owej iluminacji, będącej udziałem ośmiolatka. Szkoda, ale to my ich tak urządziliśmy. To przynajmniej powiedzmy im, że szkło naprawdę robi się z piasku.   Robert Mazurek

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP