Wycieczka do PRL
​Czy wiecie, kim był Stan Tymiński? Szczerze? Założę się, że część z was wie o nim niewiele. Stan Tymiński to facet, który uprzytomnił mi upływ czasu i to, że nie jestem już jakiś bardzo młody.

Kiedy miałem kilkanaście lat, ten facet był na ustach wszystkich, bo będąc nikomu nieznanym przybyszem z Kanady, był bliski zostania prezydentem Polski. Ze względu na okulary w drucianej oprawce miałem nawet w szkole przez chwilę przezwisko Tymiński, którego autorów okrutnie zresztą zwalczałem, bo nie był to powód do dumy. Kilka lat temu odkryłem, że moi studenci Tymińskiego niemal w ogóle nie kojarzą. Banda ignorantów, którzy nie słyszeli o tym, czego nie ma na Facebooku – pomyślałem w pierwszej chwili. Ale potem uświadomiłem sobie, że na początku lat 90., kiedy egzotyczny dziwak był politycznym megacelebrytą, ich jeszcze nie było na świecie. Dla nich to była prehistoria. A co dopiero powiedzieć o PRL?

Zmarła właśnie Kora powiedziała, że końcówka komunizmu w Polsce to był mrok. No więc ja tyle z niego pamiętam. Końcówkę. Czarno-biały film z pustymi półkami sklepowymi, chamskimi milicjantami, kolejkami do wszystkiego, nawet do taksówek i pogadankami, przepraszam za słowo, sukinsyna z wielkimi uszami w telewizji. Z biedą. Jak to wszystko wytłumaczyć komuś młodemu? Właśnie na to wpadłem.

Ten felieton piszę na przejściu granicznym pomiędzy polskim Hrabennem a ukraińską Rawą Ruską. Przeczytałem w internecie, że czeka się 4 godziny w samochodzie, więc spodziewałem się wielkiej kolejki. Kilkanaście samochodów, które po prostu stoją, polsko-ukraińsko mówiący celnik, który chamskawo tłumaczy, że nie ma łazienki. Siedem różnych instancji w okienkach i poza nimi, by wjechać, a i tak z rejestracją i paszportem ze znaczkiem PL jest się uprzywilejowanym. Biedni ludzie, choć już nie Polacy, chcący za wszelką cenę zarobić, czasem choćby na kilku kartonach fajek schowanych pod podłogą. Tak właśnie wyglądał PRL. Jak chcecie się dowiedzieć jak, jedźcie więc na wschodnią granicę. Trochę dowiecie się też ją przekraczając. Szczególnie w kierunku Białorusi. Grodno ładnie odnowione, ale milicjanci nie do podrobienia, jak z PRL. Zresztą nie trzeba i wyjeżdżać.

Jak chcecie się dowiedzieć, jak wyglądał PRL, jedźcie na wschodnią granicę.

Dużo więcej na temat PRL-u niż z jakiegokolwiek muzeum dowiecie się, zaglądając na niektóre stacje kolejowe. Część z nich różni się tym, że jednak za komuny pociągi na nie wjeżdżały, teraz stoją opuszczone, bo za poprzednich władz uznano, iż taka Łomża na pociąg nie zasługuje. Dojazd szosami też dość marny, więc miasto kawałek od Warszawy, a już Polska B pełną gębą. PRL poznacie też w niektórych, coraz szczęśliwie rzadszych urzędach, gdzie wciąż bywają damy wystawiające karteczkę „przerwa śniadaniowa” i jedzące za okienkiem kanapkę, pogardliwie patrząc na sznur petenta. No i jeszcze w jednym małym sklepiku w Międzyzdrojach, gdzie sprzedawczyni ochrzania klientki oglądające kostiumy, krzycząc, że po pierwsze, nie wolno dotykać, po drugie, to sklep tylko dla klientów „zdecydowanych”. Łatwo spotkać się z PRL-em w sądach, gdzie orzekający patrzą na świadków jak na psy, bo przecież ci ostatni nie należą do najbardziej uprzywilejowanej i nieomylnej kasty w historii ludzkości. A także w niektórych szpitalach, gdzie lekarz nie udzieli rodzinie informacji, bo przecież nie od tego jest.

Minęło prawie 30 lat, ale PRL, który wydaje się wielu z was czymś tak odległym jak bitwa pod Grunwaldem albo żywe pterodaktyle, znajdziecie wokoło siebie. Szczególnie w innych. Wystarczy poszukać.

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP