​Wszechobecna bańka
„Chciwość jest dobra” mówi Gordon Gekko ustami Michaela Douglasa w kultowym „Wall Street” z 1987 roku. Słysząc to, Warren Buffet zaapelowałby pewnie, żeby „bać się, gdy inni są chciwi, i być chciwym, gdy inni się boją”.

Gorączce inwestowania w przewartościowane aktywa uległ nawet jeden z najtęższych umysłów w dziejach Isaac Newton, co kosztowało go utratę 2 mln dzisiejszych dolarów. Miał wówczas stwierdzić: „Umiem obliczać ruchy ciał niebieskich, ale nie potrafię ocenić siły ludzkiego szaleństwa”.

Bańka jest to zjawisko polegające na gwałtownym wzroście cen danego aktywa albo grupy aktywów znacznie powyżej ich realnej wartości. Wyróżnić można ich dwa typy – te widoczne „gołym okiem” oraz te trudno dostrzegalne w czasie rzeczywistym.

Bańki nie przynoszą chluby bankom centralnym, które – jak np. amaerykański System Rezerwy Federalnej (potocznie FED) – w myśl założeń statutowych powinny strzec przed podobnymi zjawiskami, ponieważ odpowiadają za wzrost gospodarczy i stabilność cen. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat pokazują dobitnie, że FED niczym mityczny demiurg swoimi działaniami kreuje bańki na niemal każdej grupie aktywów do tego stopnia, że można mówić o wszechobecnej bańce.

FED

FED nie jest bankiem państwowym. Instytucji tej nie stworzył rząd USA, tylko wąskie grono przedstawicieli największych banków należących do Rockefellerów, Morganów, Rothschildów, Warburgów. Pomysł zaaprobowali podczas spotkania w 1910 roku w prywatnej bibliotece J. P. Morgana na Jekyll Island. Trzy lata później Kongres przegłosował ustawę, która uczyniła prywatny FED bankiem rządu Stanów Zjednoczonych, pozostawiwszy go jednak poza kontrolą tegoż rządu.

Głównym zadaniem FED jest zapewnienie płynności finansowej w systemie bankowym Stanów Zjednoczonych przez regulowanie podaży pieniądza za pomocą manipulacji stopami procentowymi. Od momentu powołania do życia Systemu Rezerwy Federalnej w 1913 roku siła nabywcza dolara zmalała o 96% (sic). Dolar był jeszcze wtedy całkowicie wymienialny na złoto, czyli każdy udający się do oddziału swojego banku miał prawo zażądać złota o wartości przyniesionych ze sobą banknotów. Do czasu…

Zapobiegawczy Roosevelt, rozrzutny Nixon

Wielki Kryzys z 1929 spowodował run na banki, w efekcie czego padały one niczym muchy, ponieważ funkcjonowały w systemie rezerwy cząstkowej i nie były zdolne zaspokoić żądań klientów. Liczby bankructw liczono w tysiącach. W 1933 roku Franklin Delano Roosevelt postanowił, że należy coś z tym faktem zrobić, i rozpoczął proces odchodzenia od dolara opartego na kruszcu.

Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Dolar technicznie rzecz ujmując wciąż był połączy ze złotem, choć jego posiadanie bez specjalnych licencji było zabronione. W 1971 roku Richard Nixon całkowicie zerwał link do złota.

1

Dług – wróg publiczny

Link do złota powstrzymywał FED przed nieograniczoną kreacją pieniądza i zadłużaniem bez umiaru. Kiedy dżin został uwolniony, na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. Niemal natychmiast ruszyła prasa drukarska. Dług zaczął przyrastać wykładniczo. Realną wartość, czyli złoto zastąpiono wiarą w to, że Stany Zjednoczone nie mogą zbankrutować. Rządowy dług zaciągany jest przez emisję obligacji, które FED mógł teraz skupować bez ograniczeń. Ekonomiści zaczęli przekonywać społeczeństwo, że to dobrze, bo dług umożliwi przyszły wzrost gospodarczy. Owszem, zadłużenie na rozsądnym poziomie, jeśli zostanie efektywnie spożytkowane, może działać prowzrostowo, ale po przekroczeniu pewnej bariery ciężar odsetek staje się zbyt przytłaczający, a to już hamulec rozwoju. Wystarczy wspomnieć, że jeszcze na samym początku lat 80. każdy dolar długu przekładał się na tyle samo wzrostu gospodarczego, a dziś jeden dolar zadłużenia generuje raptem 10-centowy wzrost.

Motyw wędrowny

Rozpoczęła się era seryjnych baniek, w której FED i rząd za pomocą rosnącego długu i karkołomnych regulacji prawnych przenoszą bańkę do coraz wyższej klasy aktywów – od akcji do nieruchomości aż po obligacje, czyli dług sam w sobie. Ekspozycję na rynek akcji posiada niemal połowa Amerykanów, jednak w przypadku większości z nich chodzi o fundusze emerytalne inwestujące w akcje. Realnymi ich posiadaczami jest raptem 21% gospodarstw domowych. Nieruchomości posiada niemal 60% Amerykanów. Tlen dla obecnego systemu stanowi rynek obligacji. Zatem bańka na obligacjach oznacza wszechobecną bańkę. Bańka na nieruchomościach, która pękła w 2008 roku, przyniosła już większe reperkusje niż bańka dot.com. Co przyniesie bańka na długu? Strach pomyśleć.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP