Wspólny wózek pod helikopterem
Tak, tak, nie wolno tak. Wiem. Nie wolno oglądać się na innych, na sąsiada, trzeba radzić sobie samemu. Ale prawda jest taka, że cierpieć jest łatwiej, gdy robi się to zbiorowo.

Jestem po lekturze długaśnej analizy ekonomicznej dotyczącej dodruku pieniądza, który ma sprawić, że jakoś przetrwamy koronaawarię. Przynajmniej my, na Zachodzie i przyszywanym Zachodzie, bo z innych analiz wynika, że jak się rozkręci w Afryce, to nie będzie tam co zbierać. Ale u nas wciąż kombinują, co zrobić, i jednym z pomysłów jest tak zwany „helikopter pieniędzy”, który już zresztą się trochę dzieje, a może zadziać się na całego.

Po prostu kasa będzie drukowana i będzie trafiać niemal wprost do ludzi, tak jak Joker rozrzucał ją w „Batmanie”. Nie wiem, czy pamiętacie, jak to się skończyło. Ludzie się rzucili po jokerowe banknoty, a on ich wtedy trującym gazem, bo – jak dowiadujemy się z niedawnego filmu – miał trudne dzieciństwo.

W naszym przypadku gazu nikt na nas nie chce puszczać, ale co wyjdzie, nie wiadomo. Gość, który wymyślił to porównanie do helikoptera, znany ekonomista Milton Friedman, nie twierdził wcale, że to jakiś dokonały koncept. Wręcz przeciwnie, opisał fikcyjne państwo, w którym panuje dobrobyt i ład w finansach, a tu nagle z nieba, z helikoptera zrzucają hajs, kabonę albo – jak kto woli – siano. Co się wkrótce dzieje? Ano dzieje się – według Friedmana – tak, że po chwili towary drożeją, pieniądz traci na wartości i wszyscy mają więcej banknotów i zer na nich, ale tak naprawdę mają mniej pieniędzy.

I to wszystko by było fajne, gdyby nie to, że nie mamy ładu i dobrobytu, tylko paskudztwo, które wykańcza starszych współplemieńców fizycznie, a młodszych ekonomicznie i trzeba się jakoś ratować. I tu właśnie – w tekście, który czytałem – pada koronny argument za helikopterem, który choć na trochę pomoże, a potem się zobaczy. Tak będą musieli zrobić wszyscy! Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Wszyscy wydrukują, rozdadzą, wszystkie waluty stracą na wartości. Tak samo jak wirus nie oszczędza sprzątaczki, celebrytki i premiera, tak drukowanie i problemy gospodarcze dotkną większości krajów świata. No, może prawie wszystkich, bo jak tylko w USA uruchomiono programy pomocowe, to w pierwszej kolejności zgarnęli je klienci VIP czterech największych banków. A to dlatego, że najbogatszym przysługują „konsjerże”, asystenci, którzy za nich piszą wnioski, nawet o to nie proszeni. A reszta w tym czasie czekała ze swoimi marnymi aplikacjami w kolejce.

Jak wirus nie oszczędza sprzątaczki, celebrytki i premiera, tak problemy po raz pierwszy dotkną wszystkich. No, prawie wszystkich.

No ale poza klientami VIP amerykańskich banków i paroma innymi osobami, w miarę wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Zawsze mnie uczono, że tak nie wolno i zawsze starałem się tego nie robić. Jak masz kłopoty, to sobie sam z nimi radź, ale innym ich nie życz – powtarzali rodzice i przyrzekam, że zawsze tak postępowałem i myślałem. Ale teraz dzwonię do rodziny w Szwajcarii, dalekiej Azji, przyjaciół w USA, znajomych na Ukrainie. Wszędzie to samo. Jaka wspólnota doświadczeń? Pozwolili wam już wychodzić? A internet jak chodzi? A dzieci jak z lekcjami na Skypie? Ile ryżu i mąki kupiliście na wszelki wypadek? Benzyna za grosze, ale nie można nigdzie pojechać?

I wiecie co? Nie wiem, czy dla ekonomii to dobrze, że katastrofa jest globalna, łatwiej bogatym wyciągać biednych niż wszystkim klepać biedę, ale tak na co dzień łatwiej męczyć się z całą ludzkością niż samemu. Nie wydaje wam się?

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP