Witold Skrzat: Polska nie tylko (s)kopana
Mamy co najmniej kilkanaście dyscyplin sportowych, na których punkcie możemy oszaleć i w których możemy brylować w świecie. Skoki? To jedynie początek wyliczanki.
Mamy co najmniej kilkanaście dyscyplin sportowych, na których punkcie możemy oszaleć i w których możemy brylować w świecie. Skoki? To jedynie początek wyliczanki.

Pójdźmy zatem odważnie piłkarskim i sezonowym tropem: proponuję piłkę plażową jako kandydata do nowego, letniego sportu narodowego. Argumentów „za” jest sporo, a oto najważniejszy: u nas i tak w piłce plaża. Więc dlaczego tego nie wykorzystać w praktyce?

Już lata temu Bill Shankly, legendarny trener Liverpoolu, przekonywał, że zespół piłkarski jest jak fortepian. Potrzebujesz ośmiu ludzi, żeby go nieśli i trzech, którzy potrafią grać. W Polsce już niemal od trzech dekad wiemy, że nasz, biało-czerwony fortepian dźwiga zazwyczaj cała jedenastka, a od grania są rywale. To niemal 80. miejsce w rankingu FIFA nie jest przypadkiem, jest efektem ciężkiej pracy kilku pokoleń. A że jak każdy naród lubimy, chcemy i potrzebujemy czuć się dumni także w sferze sportowej, czas znaleźć inne dyscypliny, w których nie będziemy 43 miejsca za Armenią i tuż przed Trynidadem i Tobago. W sportowym bigosie jest kilka klasycznych dyscyplin, mogących mocniej chwycić Polaków za serca, wokół których być może da się rozkręcić marketingową histerię podobną do tej wokół poczciwej „kopanej”. I do tego osiągnąć sukces na skalę światową, zgarniać medale, trofea i w efekcie poprawiać Polakom humor. Kwiatki Adama Chór kibiców powie zapewne, że przecież taka dyscyplina już istnieje i nawet jesteśmy jej chlubą. Owszem, skoki narciarskie to jakieś antidotum na piłkarski kwas, jednak jest kilka „ale”. Po pierwsze: sezonowość. Skoki radują polskie dusze ledwie przez 4 miesiące w roku, przez pozostałe 8 miesięcy Stoch, Biegun i Żyła to nazwiska anonimowe. Do tego dochodzi abstrakcyjność sportu, która objawia się nie tylko faktem, że jedynie jakieś 8 krajów na świecie traktuje tę dyscyplinę sportu jako coś więcej niż fajny kwiatek przy kożuchu zimowych igrzysk. Skoki to nie piłka, gdzie po hat-tricku Bońka w meczu z Belgią (był taki w 31 lat temu) chłopaki wylatują na podwórko i sami „robią Bońka”. Imitowanie Stocha na nartach zjazdowych to gwarancja bolesnego upadku, naśladowanie Małysza na suto zakrapianej imprezie to zazwyczaj skok z tapczanu na główkę lub deklaracja zapuszczenia wąsów. Biegi narciarskie? Jedna Kowalczyk wiosny nie czyni - biega zimą. Kraj plażowiczów Pójdźmy zatem odważnie piłkarskim i sezonowym tropem: proponuję piłkę plażową jako kandydata do nowego, letniego sportu narodowego. Argumentów „za” jest sporo, a oto najważniejszy: u nas i tak w piłce plaża. Więc dlaczego tego nie wykorzystać w praktyce? Męska reprezentacja jest w europejskim top 10, na świecie aspiruje do czołowej dwudziestki. Co najważniejsze, w beach soccerze lejemy Anglików, Niemców, Holendrów, o Ormianach nie wspominając. W ten sposób dochodzimy do siatkówki, także tej plażowej. W rankingach jesteśmy dużo wyżej niż w przypadku futbolu na piasku, jednak coś się w siatce na plaży zacięło. Po kilkuletniej fali wznoszącej mamy flautę. Organizowane w tym roku na Warmii mistrzostwa świata w siatkówce plażowej były sukcesem organizacyjnym, ale polskim sportowcom pary starczyło gdzieś do poziomu ćwierćfinałów. Siła w kiju Złośliwi mogą zaproponować kajakarstwo górskie, i to nie tylko dlatego, że mamy góry, strumienie oraz kilku niezłych kajakarzy. Raczej dlatego, że w olimpijskiej dyscyplinie płynie się nieraz pod prąd. Stąd już tylko krok do konstatacji, że jedynie działanie pod prąd może tchnąć nowe życie w sport po polsku. Przy takiej strategii można obrać dwa kierunki: siłowy lub nobliwy. Zatem MMA – mieszane sporty walki, które Polacy oglądają masowo i nuż czekać aż wyhodujemy sobie światowego czempiona, najgroźniejszego faceta na Ziemi, gotowego zdmuchnąć Pudziana z ringu. Na drugim biegunie jest golf, od igrzysk w Rio dyscyplina olimpijska. Od kilku lat trwają prace nad krzewieniem tego sportu nad Wisłą i idzie całkiem nieźle. Zasady nie są przesadnie skomplikowane, sponsorzy się znajdą i nawet znaleźli (szefem Polskiego Związku Golfa został niedawno zaufany człowiek Jana Kulczyka), jest też kilku zawodników i zawodniczek aspirujących do europejskiej, szerokiej czołówki. Ale nie czarujmy się – w Rio ta dyscyplina nie będzie naszą najmocniejszą stroną. Być może większe szanse będziemy mieli w nieco mniej nobliwym tenisie, który - pomimo wieloletnich sukcesów Agnieszki Radwańskiej – wciąż nie porywa mas nad Wisłą. Made in USA Niektórzy radzą stosować wzorce sprawdzone w mekce komercyjnego, masowego sportu - w Stanach Zjednoczonych. Takie myślenie przyświeca zawodnikom ligi futbolu amerykańskiego w Polsce, co roku mającej swoje Super Bowl. Ostatnie odbyło się na Stadionie Narodowym i zgromadziło kilkanaście tysięcy osób goniących wzrokiem za jajowatą piłką. Przy czym Polacy nie gęsi i np. żużel mają, gdzie królują bezapelacyjnie. Boli jedynie fakt, że hasło „czarny sport” to pojęcie wymarłe nie tylko w Warszawie. Flaga biało-czerwona coś więcej znaczy także m.in. w kolarstwie górskim, badmintonie i windsurfingu, jednak tu panuje zupełna sponsorska i medialna posucha. Brakuje regularnej pożywki, czyli częstszych transmisji telewizyjnych. A tych nie ma, bo i medali z igrzysk jak na lekarstwo. A skoro nie ma medali, to nie ma sponsorów i mediów. Koło się zamyka, lista opcji się kończy. Pozostaje jedynie… base jumping. Bo widząc wyczyny naszych piłkarzy, czasem aż chce się skoczyć z wysokiego mostu. Dlaczego więc nie zrobić tego w efektownym stroju ze skrzydłami i ze spadochronem na plecach? Byle tylko nie przetrącił nas w locie fortepian kopaczy. Witold Skrzat Adam Małysz, fot. wiki cc

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP