WinyLOVE szaleństwo, czyli powrót czarnych płyt
Witamy w 2019 roku. Są to czasy wyjątkowo przyjemne dla melomanów. Dostęp do źródeł muzycznych z całego świata jest łatwy i powszechny jak nigdy dotąd. Co więcej, gigantyczne liczby płyt możemy zdobyć za pomocą kilku kliknięć i w okamgnieniu będą znajdować się w naszych odtwarzaczach czy smartfonach. Mimo to, coraz większą popularnością ponownie cieszą się płyty gramofonowe. W ostatnich latach możemy mówić o prawdziwym renesansie winyli.

Do pierwszych prób graficznego zobrazowania dźwięku dochodziło już na początku XIX wieku, jednak bez powodzenia. W latach 70. dziewiętnastego stulecia sztuka ta udała się słynnemu wynalazcy żarówki, Thomasowi Edisonowi. Stworzony przez niego fonograf nie był jednak pozbawiony wad. Miał zdolność odtwarzania dźwięku na woskowych cylindrach, nie dało się ich jednak produkować w sposób masowy. Za twórcę gramofonu uznaje się niemieckiego przedsiębiorcę Emila Berlinera, który od 1887 roku konsekwentnie prowadził badania nad poprawą jakości produkcji płyt. Przełom nastąpił jednak wiele lat później, bo w 1946 roku, kiedy to amerykańska wytwórnia RCA zaczęła wykorzystywać nowy materiał do ich produkcji, czyli poli, inaczej nazywany chlorkiem winylu. Pierwszy longplay ukazał się z inicjatywy słynnego wydawnictwa Columbia Records już dwa lata później.

Liczby nie kłamią

Nie powinno być dla nikogo większym zaskoczeniem, że w naszym kraju w ostatnich latach dostrzega się ponowny wzrost zainteresowania płytami winylowymi. W sklepach muzycznych czy marketach pojawia się coraz więcej stoisk z czarnymi krążkami. W działach elektronicznych proponuje się kolejne modele gramofonów, od nowoczesnych, po te stylizowane na sprzęt retro. Odbywa się sporo wydarzeń, kiermaszów, pojawia się coraz więcej stoisk przeznaczonych dla miłośników winyli. Jest to trend, którego naprawdę trudno nie zauważyć. Pytanie, czy istnieje świadomość dotycząca skali tego zjawiska. Związek Producentów Audio-Video nie ukrywa, że sytuacja na polskim rynku muzycznym jest naprawdę dobra. Największy progres dotyczy właśnie płyt winylowych. Ich wartość sprzedaży w pierwszym półroczu 2016 roku wyniosła ponad 7,2 mln złotych, czyli jak na „relikt przeszłości” jest to naprawdę niezły wynik. Jeśli jednak zestawimy ten rezultat z pierwszym półroczem roku następnego, może się okazać, że był to zaledwie początek prawdziwego boomu. Po pierwszych sześciu miesiącach 2017 roku sprzedaż wzrosła o ponad 70%, przekraczając wartość 12,3 mln zł. Największym zainteresowaniem cieszą się artyści zagraniczni, których udział procentowy w całkowitej sprzedaży wyniósł 63,5%, podczas gdy w przypadku polskich wykonawców było to 36,5%. Trend wzrostowy utrzymywał się także w roku 2018. Niestety dotyczyło to również cen. Trudno sobie wyobrazić, że kilka ładnych lat temu ludzie masowo pozbywali się płyt winylowych. Wiele z nich lądowała na śmietniku. Obecnie w żaden sposób nie powinno zaskakiwać to, jak wiele stoisk z czarnymi płytami zaczęło się pojawiać w sklepach ponownie. W samym Empiku można znaleźć blisko sześć tysięcy różnych tytułów.

Wśród kupujących winyle są również kolekcjonerzy, którzy przywiązują bardzo dużą wagę do tego, jakie płyty nabywają.

Mnie to za bardzo nie zaskakuje, bo zdaję sobie sprawę, że jest wielu ludzi, którzy z szacunkiem podchodzą do muzyki, a słuchanie jej na winylach jest najlepszą formą. Spotkałem się z opinią, że to jeszcze nie jest prawdziwy boom. Ma być lepiej. Według statystyk winyli słucha blisko 0,2% Polaków, czyli niemal 80 tysięcy osób. Jak na dzisiejsze czasy to bardzo dobry rezultat – mówi Paweł Janiszewski, twórca cyklu imprez „Tysiąc Winyli”.

Co ciekawe, prognozuje się, że nakłady wydań czarnych płyt w Polsce mają być większe niż ich następców, czyli CD.

Wśród najbardziej pożądanych polskich winyli wyróżnia się m.in. singiel Michała Urbaniaka i Czesława Niemena „Extravaganza”.

Droga zabawa

Jak już zostało wspomniane, wiele osób ponownie kupuje płyty winylowe ze względu na sentyment lub przez otaczającą je swego rodzaju kultowość. Wśród kupców są również kolekcjonerzy, którzy przywiązują bardzo dużą wagę do tego, jakie płyty nabywają. Niektóre ceny potrafią być zawrotne. Może to wynikać zarówno ze względu na wartość muzyczną danego krążka, jak i fakt, że niektóre płyty są bardzo trudno dostępne i mogą nie doczekać się wznowień już nigdy. Największe rarytasy mogą kosztować więcej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. W 2015 roku pierwsze wydanie tzw. „Białego Albumu” The Beatles, okraszone numerem 0000001, zostało sprzedane za – uwaga – 790 tysięcy dolarów! Płyta, która miała być wcześniej własnością Johna Lennona, była przechowywana w skarbcu Ringo Starra przez wiele lat. Album z 1968 roku wylicytowany w domu aukcyjnym Julien’s stał się tym samym najdroższym w historii. Na naszym podwórku również można zaobserwować winyle szczególnie cenione przez kolekcjonerów. Nie są to może tak imponujące kwoty jak ta wymieniona przed chwilą, niemniej za niektóre rodzime albumy należy wydać od kilkuset od dwóch tysięcy złotych. Przypomnijmy, że rozmawiamy o używanych, wieloletnich płytach, które całkiem niedawno miały bezpowrotnie odejść do lamusa. Wśród najbardziej pożądanych polskich winyli wyróżnia się m.in. singiel Michała Urbaniaka i Czesława Niemena „Extravaganza”, solową produkcję Kazika „Spalam się”, wydany wraz z Kultem krążek „Tata Kazika” czy hip-hopowy klasyk od Tedego „S.P.O.R.T”.

Wady, zalety i przyczyny renesansu

Kolekcjonowanie płyt winylowych, choć ma przede wszystkim wiele zalet, niesie ze sobą sporo trudności. Krążki zajmują bardzo dużo miejsca, wymagają dbałości i niejednokrotnie, o czym nie powinno się zapominać, potrafią sporo kosztować. Szczególnie jeśli chcemy cieszyć uszy używanymi, ale oryginalnymi czarnymi płytami sprzed lat. Niby można nabyć w sklepach muzycznych nowiutkie egzemplarze, często kilkukrotnie tańsze, jednak to nie to samo.

– Nowe wydania to w głównej mierze nic innego jak dźwięki przerobione cyfrowo, tyle że przeniesione na płytę gramofonową. Używane, starsze płyty są cenne nie tylko dlatego, że trudniej je dostać, ale również ze względu na zupełnie inny dźwięk – podkreśla dr Krzysztof Stangierski, właściciel sklepu muzycznego „Winyl Love” w Łodzi.

Trudno określić jednoznacznie, co zadecydowało o powrocie do łask płyt winylowych i czy rzeczywiście jest to gra warta świeczki. Ich powtórne „odkurzenie”, zwłaszcza przy wykorzystaniu starych gramofonów, to swego rodzaju celebracja.

– Winyle wybiera słuchacz świadomy, dla którego muzyka jest rzeczą istotną, bez której nie może żyć. Wie, że płyt należy słuchać całościowo, a nie pobieżnie, zmieniając po paru sekundach na następny utwór. To tak, jakby czytać gazetę, przerzucając co kilka stron – dodaje Paweł Janiszewski, twórca cyklu „Tysiąc Winyli”.

Niektórzy upatrują w tym renesansie płyt winylowych chęć powrotu do beztroskich czasów dzieciństwa, inni uważają to za mit.

– Nie sądzę, żeby nostalgia przyczyniła się do tego nagłego zainteresowania winylami. Do mojego sklepu dużo częściej przychodzą ludzie bardzo młodzi. Miarą wartości jest rzadkość. Jak w ekonomii. Zewsząd otacza nas masa bezwartościowej muzyki, na którą niektórzy słuchacze się nie godzą. Dlatego też dokonują świadomego wyboru płyt w określonej jakości – zwraca uwagę dr Krzysztof Stangierski, właściciel sklepu muzycznego „Winyl Love” w Łodzi.

Pewnych rzeczy wyjaśnić się do końca nie da. Być może tak jest i w tym przypadku. Do jednych trafią te argumenty, do drugich nie. Jedni uznają to za przejściową fanaberię. Drudzy będą zaciekle bronić przewagi płyt winylowych nad nowymi rozwiązaniami technicznymi. Zakończę ten wywód dyplomatycznie, bez próby rozstrzygania, kto ma rację. Z miłością jest tak, że kocha się i już. Po prostu. Dlatego zostawiam Państwu miejsce do polemiki, a sam, cichutko, skieruję się w stronę swojego gramofonu i rozpocznę własną celebrację…

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP