Wielkie upadki, wielkie powroty
Takie historie w sporcie kochamy. Mistrzowie - strąceni z piedestału, załamani, połamani - wracają. I swoją drugą szansę zamieniają w złoto.

Takie historie w sporcie kochamy. Mistrzowie - strąceni z piedestału, załamani, połamani - wracają.  I swoją drugą szansę zamieniają w złoto.

 

Za kilka miesięcy temat zapewne powróci: czy Kuba Błaszczykowski zasługuje na kolejną szansę w piłkarskiej reprezentacji? Czy zasługuje na to także np. bramkarz Wojciech Szczęsny? Zdania jak zwykle będą podzielone. Jedno jest jednak pewne: to czy wymienieni wyżej sportowcy dostaną drugą szansę, zależy od ich samych. No, może nie do końca - kwestie kulturowe też mają tu coś do powiedzenia.

Blondi w Alpach
W takiej Japonii sprawa wydaje się jasna - w azjatyckim kręgu kulturowym nie ma drugich szans. Jest seppuku lub emerytura w cieniu dawnej sławy. Co innego Anglosasi: tu przyznawane są nawet coroczne nagrody dla tych, których comeback był w danym roku najefektowniejszy. W tym roku - póki co - obstawiać można blondwłosą piękność Lindsey Vonn. Dla amerykańskiej narciarki alpejskiej ten sezon był kolejną próbą powrotu po koszmarnej kontuzji kolana, jakiej doznała podczas mistrzostw świata w 2013 r. Dwa lata po wypadku Vonn, mistrzyni olimpijska, świata, zdobywczyni kilku Pucharów Świata, pokazała, że tym razem wróciła na dobre: wygrała niemal 10 wyścigów i została najbardziej utytułowaną alpejką w historii. "Najbardziej utytułowany" jest też jej partner, golfista Tiger Woods. Tyle że Woods, którego karierę złamał tytuł "największego seksoholika" wśród sportowców, po serii skandali obyczajowych i kolejnych kontuzjach, wypadł z pierwszej setki światowego rankingu. Odgraża się jednak, że jak tylko odzyska zdrowie, znów wdrapie się na szczyt. Patrząc na kariery jego starszych kolegów, Woods ma jeszcze jakieś 20 lat, by spełnić swe obietnice.

Koks w rakiecie
Dużo mniej czasu na wygrzebanie się z dołka miał tenisista Andre Agassi. Rozsypany w kawałki łokieć był tylko częścią problemów lidera rankingu ATP w końcówce lat 90. Agassi zaczął swoją przygodę z metamfetaminą. Skończył ją, gdy spadł w rankingu na 171. miejsce. Wówczas bez narkotyków (za to ze zdrowym łokciem), wdrapał się na 2. pozycję w rankingu, wygrywając 5 ze swoich ośmiu tytułów wielkoszlemowych. "I'm back" - powiedział Michael Jordan pewnego ranka w 1995 r. Wcześniej, przez niemal dwa lata najlepszy koszykarz świata, wypalony i załamany po tragicznej śmierci brata próbował swoich sił w baseballu. "I'm back" legendy ligi NBA oznaczało kolejne trzy tytuły mistrzowskie i kontrakt wart 80 mln USD. Oznaczało także treningi tak ciężkie jak nigdy wcześniej. Mało osób wierzyło, że podobna historia sukcesu po wpadnięciu w nagły dołek może dotyczyć dwóch tenisistek, odnoszących tryumfy na przełomie wieków. Monika Seles wpadła w objęcia strachu po ataku nożownika podczas jednego z meczów. Jennifer Capriati zanurzyła się w otchłań po tym, jak szybko osiągnięty sukces nie zadowolił chorych ambicji jej ojca. Obie sportsmenki pozbierały się w imponującym stylu: w kilka lat powróciły na szczyt i wygrały kolejne turnieje Wielkiego Szlema, by z tarczą zakończyć dramatyczne kariery sportowe.

Ogień krzepi

Bez tarczy i bez pieniędzy karierę zakończył za to Lance Armstrong. Do dziś kolarz widnieje w licznych zestawieniach sportowców, którzy zaliczyli najwspanialszy powrót w historii. Tak też na pierwszy rzut oka było: wielki mistrz kolarstwa zapada na ciężką odmianę nowotworu. Lekarze dają mu 40 proc. szans na przeżycie. Armstrong przezwycięża chorobę, wraca na rower i wygrywa wyścig za wyścigiem. Tak piękne, że aż nieprawdziwe? Po części tak - wieloletnie śledztwo wykazało, że wyleczony hegemon kolarstwa odstawiając leki sięgnął po inne medykamenty. Te zakazane - Armstrong przez lata skutecznie maskował zaawansowane formy dopingu. Złapany, spadł z piedestału po raz drugi, tym razem na zawsze. „Koniec na zawsze” - to przychodziło na myśl osobom, oglądającym wyścig Formuły 1 na torze Nurburgring w 1976 r. Kulminacyjnym momentem był wypadek bolidu Nikiego Laudy - samochód stanął w płomieniach wraz z zakleszczonym kierowcą. Lauda miał liczne poparzenia, wewnętrzne krwawienia, zapadł w śpiączkę. 43 dni później, na torze Monza, Lauda wrócił do ścigania. Wygrał. Wydatne blizny na twarzy ma do dziś. Ślady po kontuzji sprzed niemal pół wieku wciąż ma także legendarny brazylijski piłkarz Pele. W 1966 r. na mistrzostwach świata w Anglii, Pele celebrowany był jako dwukrotny mistrz świata. W meczu grupowym z Portugalią święto się skończyło - brutalny faul wyleczył go na dłuższy czas z marzeń o strzelaniu bramek. Ale w 1970 r. 30-letni Pele pojechał na swoje czwarte mistrzostwa świata i wywiózł z Meksyku trzecie mistrzostwo. Zatem gdy powrócą dyskusje o sensie Błaszczykowskiego w kadrze pamiętajmy, że w tym roku „Kubie” też strzeli trzydziestka

W 1970 r. 30-letni Pele pojechał na swoje czwarte mistrzostwa świata i wywiózł z Meksyku trzecie mistrzostwo. Zatem gdy powrócą dyskusje o sensie Błaszczykowskiego w kadrze pamiętajmy, że w tym roku „Kubie” też strzeli trzydziestka

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP