Węgry - jak jest magnes po madziarsku? Wakacyjny Koncept
W Egerze i Tokaju polski jest drugim językiem, w Budapeszcie też zresztą bardzo często go słychać. A jednak bardzo popularne jeszcze za czasów PRL Węgry jakby zaczęły nam się oddalać. Dziś w Polsce istnieją przede wszystkim w kontekście swojego charyzmatycznego przywódcy będącego powszechnym obiektem tęsknoty lub animozji wśród osób interesujących się polityką.

W Egerze i Tokaju polski jest drugim językiem, w Budapeszcie też zresztą bardzo często go słychać. A jednak bardzo popularne jeszcze za czasów PRL Węgry jakby zaczęły nam się oddalać. Dziś w Polsce istnieją przede wszystkim w kontekście swojego charyzmatycznego przywódcy będącego powszechnym obiektem tęsknoty lub animozji wśród osób interesujących się polityką.

Orbana sobie darujmy, bo to nie tekst o polityce, za to jeśli chodzi o Węgry, to działają na mnie jak wielki magnes. Spora oczywiście w tym zasługa fascynującej historii kraju, który przez tysiąc lat tkwił na skrzyżowaniu wielkich kultur i systemów religijnych, była to zresztą nader kolizyjna krzyżówka. W Egerze strzelisty minaret niemal sąsiaduje z wszechobecnymi na Węgrzech pomnikami bohaterów walki z Turkami, a nad wszystkim góruje niezdobyty (choć w końcu zdobyty, a potem znowu niezdobyty) zamek. W Budapeszcie kompleks Wiednia w czasach Franciszka Józefa zaowocował tym, że gdy w stolicy Cesarstwa budowano muzeum, jego druga stolica musiała z miejsca drugie takie samo, tylko lepsze. W Budapeszcie można też znaleźć wielki pomnik Armii Czerwonej, który wielu Węgrów chciałoby zobaczyć wreszcie rozjeżdżany przez buldożery, a kawałek dalej figurę Reagana i przepełnione polskimi odniesieniami pamiątki po bohaterskiej rewolucji 1956 r. rozpoczętej pod pomnikiem naszego rodaka Józefa Bema.

Ale, przynajmniej dla piszącego te słowa, o sile magnesu stanowią sami Madziarzy. Jakkolwiek niepatriotycznie by to zabrzmiało, pod pewnymi względami są takimi Polakami, tylko fajniejszymi. Węgry to kraj o dość zbliżonej zamożności do Polski. Ale Węgrzy jakby mniej się spinają (o ile się porządnie nie wkurzą, jak podczas ulicznej rewolucji kilka lat temu), nie przykładają aż tak dużej wagi do „kasy i szpanu”. W węgierskich wioskach dużo trudniej dostrzec tak częste u nas wypasione wille. Samochodami też Węgrzy z reguły jeżdżą skromniejszymi, a ich telefony, tablety, komputery nie muszą mieć na początku literki I. A z drugiej strony jest czyściej i często z większym smakiem niż u nas. Jedzenie porywa, a może najbardziej imponującą odbudową byłego komunistycznego państwa jest powrót wielkich węgierskich winiarzy. Węgierskie winnice zostały po wojnie upaństwowione, co oczywiście zamordowało wszelką jakość. Ale winiarze przetrwali. Jedni uprawiali malutkie działeczki i sprzedawali swoje wytwory w słynnej egerskiej Dolinie Pięknej Pani – dziś już tylko mocno przereklamowanej winiarskiej Cepelii dla turystów z Polski i Rosji. Ale byli też tacy, którzy mozolnie budowali swoje biznesy we Włoszech, czy Szwajcarii. Teraz wrócili w wielkim stylu tak jak osławiony egerski Tibor Gal, który zaatakował luksusowym szczepem pinot noir, a sławę w stylu Jamesa Deana zawdzięcza niestety także temu, że zginął młodo w wypadku samochodowym.

Nie udało się całkiem uciec od polityki. Ale w końcu to Węgry.  ] Wiktor Świetlik

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP