W osiem lat do cudu
Z Krakowa do Los Angeles jeszcze nigdy nie było tak blisko. Rafał Zawierucha, aktor, który w dawnej stolicy przyszedł na świat w 1986 roku, zagra Romana Polańskiego w superprodukcji Quentina Tarantino – „Once upon time in Hollywood”. Filmowe centrum wszechświata powinno tymczasem zapędzić scenarzystów do pracy nad filmem o bodaj największym powrocie w historii sportu. Pewnego razu w Hollywood będą przecież musieli opowiedzieć o tym, co zrobił właśnie inny krakowianin – Robert Kubica.

Te osiem lat męki nie zwiastowało happy endu. Robert Kubica, pierwszy polski kierowca w najbardziej prestiżowych wyścigach samochodowych świata – Formule 1, nawet teraz nie potrafi poruszać się bez kuśtykania. Wygląd jego chudej, pozbawionej mięśni, prawej ręki jeszcze do niedawna komentowały media na całym świecie. Człowiek, którego straszny wypadek miał pozbawić wszystkich sportowych marzeń, udowadnia, że niemożliwe nie istnieje. Osiem lat po tym, jak ledwo uszedł z życiem i na zawsze już został obciążony statusem osoby niepełnosprawnej, znów wystartuje w zmaganiach królowej motorsportu.

Ostatni rajd w dawnym życiu

– Faktem jest, że to był ostatni rajd, który miałem przejechać w swoim życiu – mówił po latach o starcie w pamiętnym Ronde di Andora Robert Kubica. W lutym 2011 roku stanął na starcie mało znanych, włoskich zmagań niemal przez przypadek. Start zaoferowano mu, bo zespół Polaka czuł się winny, że dotychczas musiał się on zmagać z licznymi awariami samochodu. Sukces w tym rajdzie miał mu wszystko wynagrodzić. Potem Kubica chciał porzucić rajdy samochodowe, które traktował jako uzupełnienie kariery na torze F1 i rozpocząć wyśnione starty w bolidzie Ferrari u boku legendarnego Fernando Alonso. Los brutalnie zweryfikował te plany.

– Pamiętam, jak obudziłem się w środę w Walencji, testowaliśmy i powiedziałem: „Nie chcę jechać na ten rajd”. Zadzwoniłem do gościa, a on był tak szczęśliwy, że wszystko zorganizował, że nie powiedziałem mu, że nie chcę wystartować – wspomina Kubica w podcaście „Beyond the Grid”. Ostatecznie wystartował. Jego Skoda Fabia S2000 wypadła z trasy na jednym z zakrętów. Źle zabezpieczona stalowa bariera przeszyła samochód na wylot. Na jej drodze były też prawa noga i ręka Roberta.

„Wyhamowany sezon. A kariera?” – pytał kolejnego dnia ostrożnie „Przegląd Sportowy”. Sytuacja była jednak znacznie bardziej dramatyczna, a gra toczyła się nie o sezon czy karierę, a sprawy zdecydowanie ważniejsze. Kubica po wypadku walczył o życie. Gdy lekarze poradzili sobie z największym zagrożeniem, realnie groziła mu amputacja. Jak pisze Aldona Marciniak z „PS”, Robert po latach sugerował, że gdyby nie był kierowcą F1, lekarze nie wstrzymaliby się z tak dramatyczną decyzją. Fakt, że ostatecznie nie stracił żadnej z kończyn, nie zmieniał jednak tego, że marzenia o powrocie do stanu zdrowia sprzed wypadku wydawały się być tylko mrzonkami. Są takimi zresztą do dziś. Po przejściu 20 operacji Robert wciąż utyka, a jego prawa ręka zawsze będzie już częściowo niesprawna. Kubica w porę zorientował się jednak, że drogą do wielkiego powrotu nie będzie odtworzenie tego, co robił przed wypadkiem, a nauczenie się funkcjonowania w nowej rzeczywistości.

1

Oszukać przeznaczenie

Nasz kierowca nie sięgnie prawą ręką po kubek z kawą. Nie jest też w stanie utrzymać w niej ciężkich przedmiotów. Utytułowany Felipe Massa w 2017 roku wściekał się, że nie jest w stanie pojąć, jak można w ogóle myśleć o przywróceniu Polaka do zmagań Formuły 1. Jak to możliwe, że człowiek, który po wypadku stał się po prostu niepełnosprawny, może z sukcesami prowadzić potwora rozpędzającego się do 350 km/h?

– Z moimi ograniczeniami nie byłbym w stanie robić wielu rzeczy tak, jak kiedyś. Dotyczy to życia codziennego, ale i jazdy. Wszystko, co próbowałem robić po staremu, sprawiało mi wielki zawód. Ale wtedy zdałem sobie sprawę, że mogę przecież robić te rzeczy w inny sposób – opowiada Kubica w rozmowie z magazynem „Autosport”. Robert stał się leworęczny. Zmusił ciało, by dostosowało się do sytuacji, w jakiej pozostawił go los. Jak sam przyznaje, w 70 proc. kieruje teraz właśnie tą, niegdyś słabszą, kończyną. Specjalistyczne badania, które przeszedł przed rokiem w centrum medycznym Renault, wykazały, że jego wyniki dotyczące precyzji, szybkości i siły lewej ręki są o co najmniej 35 proc. lepsze od najlepszych, jakie kiedykolwiek wcześniej tam widziano. Nowemu sposobowi prowadzenia bolidu przez Kubicę przyjrzeli się specjaliści ze stacji Sky Sports. Manetki do zmiany biegów umieszczono u niego po lewej stronie. Nie jest to jednak w świecie Formuły 1 nic nadzwyczajnego – zespoły same decydują, czy rozkładać je równomiernie – po obu stronach kierownicy, czy decydować się na ich umieszczenie tylko po jednej z nich. Znacznie ciekawsza jest za to obserwacja zachowania Kubicy przy ciasnych zakrętach w lewo. Polak zwalnia podczas nich uchwyt, popycha kierownicę od spodu i stara się prawą, niemal niesprawną ręką, pomóc w wykonaniu skrętu. Ze względu na ciasny kokpit nie może jednak skręcić kół wystarczająco mocno. By poradzić sobie z tym problemem, Kubica… zmienił więc styl swojej jazdy!

– Znajduje sposoby i zaadaptował swój styl oraz technikę. To fascynujące, jak ludzkie ciało umie obchodzić różne ograniczenia. Widać, że znalazł swój rytm i nie dziwi mnie to, że jest tak pewny swoich umiejętności – mówi ekspert Sky Sports.

Nowy początek

– Przyszłam, aby powiedzieć, kto dołączy do naszego składu obok George’a Russella. Z radością mogę ogłosić, że będzie to Robert Kubica – wygłosiła Claire Williams, zdradzając skład na przyszły sezon zespołu ochrzczonego od nazwiska jej ojca. Słowa wypowiedziane po godzinie 13.00 na dachu siedziby teamu, w padoku toru Yas Marina, choć spodziewane, błyskawicznie rozniosły się po całym świecie, wywołując jedyną właściwą reakcję – uznanie wyczynu Roberta Kubicy za urzeczywistnienie się scenariusza rodem z najwspanialszych filmów. Na ostateczną decyzję o powrocie Polaka do wielkiego ścigania złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, przez rok współpracy z Williamsem w roli kierowcy testowego Kubica udowodnił wszystkim niedowiarkom, że potrafi jeździć szybko i bezpiecznie. Polak zdał wszystkie testy i regularnie, bez strachu wsiadał do bolidu. Choć wydaje się to niesamowite, przygotował swoje ciało do wyzwań, które stawia przed nim Formuła 1.

W świecie wielkich pieniędzy, jakim niewątpliwie są realia królowej sportów motorowych, nie do przecenienia jest też wsparcie, które zaofiarował Kubicy Orlen. Spółka Skarbu Państwa ma wesprzeć zespół Williamsa ok. 10 mln euro. Płocki koncern tym samym nie tylko ułatwił Polakowi powrót do Formuły 1, ale również znalazł sposób na uwiarygodnienie swoich aspiracji do zostania jedną z czołowych globalnych firm paliwowych.Wreszcie, w trwającym sezonie, marniutko prezentującego się Williamsa zawiedli sami zawodnicy. Lance Stroll ma przenieść się do zespołu Raicing Point Force India, gdzie będzie mógł współpracować ze swoim ojcem, a Siergiej Sirotkin całkowicie pożegna się z F1.

Kubicomania 2

Polakowi w nowym sezonie towarzyszyć będzie wspomniany George Russell. Utalentowany 20-letni Brytyjczyk dopiero co wygrał zmagania Formuły 2 i u boku Kubicy może zostać jedną z nowych gwiazd królewskich zmagań.– Zestawienie z Robertem George’a Russella, nowej wschodzącej gwiazdy, to także ekscytująca sprawa. Bardzo ciekawe będzie to porównanie, czy Robert może pokonać kolejną młodszą gwiazdę, czy nie, i to George naprawdę ma potencjał. Jeśli Robert w Williamsie zdmuchnie George’a w każdej sesji i nagle Williams będzie na ósmej pozycji, a nie na osiemnastej, to zapewniam was, że każdy duży zespół popatrzy na Roberta i spyta, czy chcesz dla nas jeździć – powiedział Toto Wolf, szef Mercedesa, w rozmowie z Eleven Sports. Kubicomania ruszyła na nowo. Były szef całych zmagań, Bernie Ecclestone, twierdzi nawet, że Polska powinna zorganizować jeden z wyścigów. Niezależnie jednak od tego, czy nowy bolid pozwoli polskiemu zawodnikowi raz jeszcze zaistnieć w Formule 1, czy będzie on tylko barwnym tłem dla jej najjaśniejszych gwiazd, jedno pozostanie pewne – iście hollywoodzka historia Kubicy zostanie zapamiętana. Lepszego dowodu na to, że niemożliwe nie istnieje, nie przedstawiono jeszcze w żadnej superprodukcji. Najlepsze scenariusze, jak zawsze, pisze życie.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP