Łupaszka tour
Żołnierze Wyklęci to już nie tylko ważny symbol pamięci i tożsamości. To także zjawisko kultury masowej To także zjawisko kultury masowej, co jest najlepszym świadectwem zwycięstwa tego, o co walczyli.

Żołnierze Wyklęci to już nie tylko ważny symbol pamięci i tożsamości. To także zjawisko kultury masowej, co jest najlepszym świadectwem zwycięstwa tego, o co walczyli.

 

Nietrudno letnią porą zobaczyć przechodnia odzianego w tiszert z wizerunkiem Łupaszki, Inki, czy w ogóle symboliką związaną z podziemiem antykomunistycznym lat 1944-56. Zazwyczaj to ludzie młodzi lub wkraczający w wiek średni. Częściej faceci, ale widać też dziewczyny. Uroczystości w Dzień Żołnierzy Wyklętych – nowo wykreowane święto – przyciągają wielu dobrowolnych i niezorganizowanych uczestników. Tak jest przynajmniej na słynnej Łączce, na warszawskich Powązkach Wojskowych, gdzie w tym roku trudno było przebić się przez tłum.

Dodajmy do tego najbardziej wyrazisty znak obecności w kulturze popularnej, czyli muzykę. Pionierem był chyba De Press ze świetną płytą „Myśmy Rebelianci”. A niedawno sporo szumu narobiły „dziewczyńskie” piosenki „Panien Wyklętych”. Tytuł tej pierwszej płyty oddaje istotę fenomenu – rebeliancka walka o wolność to obraz bliski większości Polaków. Zwłaszcza młodych. Oni wolą być wilkami (o czym śpiewa De Press), nawet tropionymi, niż trzymanymi na smyczy psami gończymi.

Skoro są już tiszerty, gadżety i muzyka to pora na następny krok. Obejrzenie na własne oczy miejsc, o których czytało się w książkach. To nic nadzwyczajnego – turystyka militarna kwitnie w bogatym świecie od dawien dawna. Rozwija się doskonale, mimo że wiele miejsc bitew to w istocie kawał pola poprzetykany jakimiś zaroślami.

 

Motoryzacja w służbie Wyklętych

Miejsca związane z Żołnierzami Wyklętymi są jeszcze mniej malownicze. Ich bitwy to typowo partyzanckie potyczki. Chronili się w „bunkrach” wykopanych pod stodołami, czy chłopskimi chatami. Nie ma już śladu tych i tak prymitywnych schronień. Jedyne miejsca bardziej namacalne to siedziby ich prześladowców – czyli ubeckie więzienia, czy PUBP-y czyli Powiatowe Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego. Oraz oczywiście miejsca pochówku zakatowanych bohaterów.

Część tych miejsc to wyjątkowo nieefektowne rudery, ale i tak będą odwiedzane. Wiąże to się z cywilizacyjną zmianą w uprawianiu turystyki. Nie jesteśmy uzależnieni od kursów PKP czy ostatniego autobusu PKS. Nie musimy wybierać miejsc, gdzie opłaca się długa podróż pociągiem, czy autobusem. Zwiedzanie własnym samochodem sprawia, że ludzie przyjeżdżają do miejsc relatywnie mało ciekawych. W jeden dzień można „odhaczyć” kilkanaście punktów. Z tego powodu pewnie nie opłacałoby się tłuc pół dnia, aby obejrzeć pomniczek w miejscu śmierci majora Mariana Bernaciaka „Orlika”. To skromny kamień we wsi Piotrówek niedaleko Garwolina. Ale można – jadąc np. z Warszawy – zajechać tam w drodze na Lubelszczyznę, gdzie wiele miejsc związanych z Drugim Podziemiem. Skądinąd przed taką podróżą warto poszperać w internecie, gdzie np. łatwo znaleźć szczegółowy opis okoliczności śmierci „Orlika”. To samo dotyczy wielu innych miejsc.

 

Komendy zamiast muzeów

Instytut Pamięci Narodowej wydał niedawno monumentalny album „Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956” pod redakcją nieocenionego dr. Tomasza Łabuszewskiego, osoby wielce zasłużonej w dokumentowaniu i ratowaniu śladów z interesujących nas czasów. Album świetnie pokazuje miejsca słynne – takie jak Zamek w Lublinie oraz te zapomniane – choćby siedzibę bezpieki w Siemiatyczach, Wejherowie czy Pułtusku. Gdy zaczniemy zwiedzać wymienione tam miejsca, to uderza najbardziej jedna rzecz – „dziedziczenie” siedzib w ustrojach totalitarnych. Najpierw prywatną kamienicę zabierało właścicielowi, często Żydowi, gestapo. W 1944 r. przejmowało ją NKWD lub Smiersz, które szybko przekazywało ją dalej „polskiej” bezpiece. Następnym etapem, po 1956, było przejmowanie tych obiektów przez MO. Wstyd dodać, ale często ich obecnym gospodarzem jest policja.

Samorządy i lokalne środowiska coraz częściej czują, że Wyklęci są magnesem ściągającym wielu gości. Muzeum Żołnierzy Wyklętych powstanie na warszawskiej Pradze (która od 1944 była „zagłębiem” ubeckich katowni). Bardzo zaawansowane prace trwają w Ostrołęce, gdzie muzeum powstaje na terenie dawnego aresztu śledczego.

Takich miejsc przybywa. Nie sposób zliczyć setek tablic pamiątkowych. Można zażartować, że każda gmina chce mieć swoje miejsce związane z Wyklętymi. Ale w rzeczywistości to odbicie bardzo powszechnego zainteresowania. Więc nie zdziwmy się, gdy powstanie nowa gałąź turystyki – wycieczki szlakiem Łupaszki, Ognia, Zapory i Szarego.

 

CYTAT:

Skoro są już tiszerty, gadżety i muzyka, to pora na następny krok. Obejrzenie na własne oczy miejsc, o których czytało się w książkach

 

AUTOR

Stanisław Płużański

TYTUŁ

Ostatnia masowa czystka Polaków - 70. rocznica Obławy Augustowskiej

TEXT

Obława Augustowska to największa i w dodatku niewyjaśniona zbrodnia na Polakach po II wojnie światowej. Przez historyków jest nazywana „małym Katyniem”. Rodziny do dzisiaj nie znają miejsca pochówku bliskich.

 

Suwalszczyzna, północne tereny Podlasia to miejsce, gdzie po wrześniu 1939 roku znajdowała się granica między okupacją niemiecką i rosyjską. Mieszkańcy doświadczyli cierpień ze strony obu totalitaryzmów. Mimo to powstały tam silne struktury podziemnego państwa polskiego i liczne oddziały partyzanckie. Jednym z miejsc ich stacjonowania była Puszcza Augustowska. Po wojnie na tych terenach cały czas działała rozwinięta konspiracja antykomunistyczna. Mogła istnieć dzięki ogromnemu poparciu ze strony ludności cywilnej, która pomagała się ukryć, zaopatrywała w jedzenie czy potrzebne informacje. Nowa władza postanowiła te tereny spacyfikować a ludzi związanych z podziemiem zamordować.

 

W lipcu 1945 roku oddziały Armii Czerwonej z pomagającymi im jednostkami Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa, rozpoczęły akcję pacyfikacyjną okolic Puszczy Augustowskiej. Przeszukiwały lasy i wszystkie wsie w okolicy, łapiąc każdą osobę, która według nich współpracowała z partyzantką niepodległościową. W niektórych wsiach wywożono wszystkich znalezionych mężczyzn. 2000 osób agresorzy aresztowali i osadzili w prowizorycznych więzieniach, czyli zarekwirowanych domach, stodołach, czy remizach. Tam odbywało się brutalne śledztwo mające udowodnić współpracę z partyzantami. Około 600 osób wywieziono w nieznanym kierunku i ślad po nich zaginął.

 

Przez długie lata nie było wiadomo, co dokładnie stało się w Puszczy Augustowskiej. Miejscowi mieszkańcy nie mieli wątpliwości, że uprowadzone osoby zostały rozstrzelane. Jednak władza komunistyczna próbowała zatrzeć ślady tego strasznego mordu. Dopiero Nikita Pietrow, prezes rosyjskiego stowarzyszenia „Memoriał”, badający zbrodnie reżimu komunistycznego w ZSRR, odkrył prawdę. W 2011 roku w książce „Według scenariusza Stalina” ujawnił telegram generała radzieckiego kontrwywiadu „Smiersz” Wiktora Abakumowa do Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii z 21 lipca 1945 roku. Jest tam informacja o przetrzymywaniu 592 „bandytów” i zamiarze ich rozstrzelania. W archiwach w Moskwie znajdują się teczki osobowe ofiar, jednak do dzisiaj strona rosyjska ani nie oddała nam materiałów, ani nie ujawniła nazwisk wszystkich ofiar obławy.

 

W miejscu prawdopodobnego zakopania ciał, w miejscowości Giby stoi 10-metrowy krzyż upamiętniający ostatnią tak dużą pacyfikację Polaków po II wojnie światowej. Tam odbywają się uroczystości upamiętniające ofiary. Rodziny 66 lat czekały na jakiekolwiek potwierdzenie losu swoich bliskich. O poznanie miejsca ich pochówku muszą walczyć nadal.

 

 

 

 

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP