Ubranie podłączone do Internetu
Słownik języka polskiego podaje kilka definicji słowa „rewolucja”. Jedno z nich brzmi: „duża zmiana”. Wydaje się, że najtrafniej oddaje to, co obserwujemy, w czym świadomie lub nieświadomie uczestniczymy, co zmienia nasz sposób pracy, komunikacji, budowania relacji i rynek pracy. Mowa o ostatnio dość nośnym medialnie zagadnieniu czwartej rewolucji przemysłowej, przemyśle 4.0 czy technologii 4.0. Różne słowa; ale oddawać mają to samo: zasadniczą zmianę, po której w przyszłości już nic będzie takie same jak dziś.

Na początek warto uporządkować chronologię tych rewolucji. Skoro podobno zachodzi czwarta, to jakie były przed nią? Jako pierwsza wskazywana jest klasyczna, znana z podręczników i lekcji historii, rewolucja przemysłowa z XVIII wieku, którą najlepiej reprezentuje maszyna parowa. Po tym przełomie, ponad 100 lat później, nadeszła epoka elektryczności. Kolejna rewolucja, przyspieszona dwoma wojnami światowymi, to czas komputeryzacji, informatyzacji, a także powszechnego zastosowania Internetu. Obecnie, raptem po kilku dekadach od rozpoczęcia trzeciej, doświadczać mamy podobno czwartej rewolucji, zwanej przemysłem 4.0, opartej na szybkim rozwoju takich technologii jak sztuczna inteligencja, chmura obliczeniowa, Internet rzeczy, wielkie zbiory danych –big data.

Czwarta fala zmian

Faktem jest, że odstępy czasowe pomiędzy kolejnymi falami przemian są za każdym razem coraz krótsze. Najłatwiej jest uchwycić różnice pomiędzy trzecią a czwartą: upowszechnienie Internetu prawie na całym globie, pojawienie się mobilnych urządzeń o przystępnej w miarę cenie, olbrzymia obniżka kosztów przechowywania i ochrony danych komputerowych, pojawienie się nowych rodzajów energii odnawialnej oraz rozpowszechnienie się już istniejących, zarówno wśród przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych; pojawienie się zjawiska sztucznej inteligencji czy możliwości „uczenia się maszyn” oraz zastosowanie czujników o wysokim stopniu dokładności i miniaturyzacji. W latach 80. komputer o takiej sobie mocy obliczeniowej zajmował powierzchnię wielu metrów kwadratowych. Dziś przeciętny laptop ma lepsze parametry. Niech to posłuży za przykład obrazujący zmian, jakie zaszły już za naszego życia.

Sednem tej rewolucji jest upowszechnianie samodzielnych fabryk i hal produkcyjnych, w których wytwarzaniem dóbr zajmują się roboty i maszyny zarządzane przez sztuczną inteligencję.

Czym de facto jest przemysł 4.0

Pojęcia „przemysłu 4.0” użyto po raz pierwszy w 2011 roku podczas corocznych targów w Hanowerze. Zrobili to Niemcy z Boscha – w oryginale brzmiał on Industrie 4.0. To koncerny z tego kraju (ABB, Bosch, Siemens, Schneider) są światowym potentatem i europejskim liderem we wprowadzaniu w życie cyfrowych zmian. Upraszczając, sednem tej rewolucji jest upowszechnianie się samodzielnych fabryk i hal produkcyjnych, w których wytwarzaniem dóbr zajmują się roboty i maszyny zarządzane przez sztuczną inteligencję. Cyfryzacja i informatyzacja produkcji dają możliwość włączenia procesu produkcji w system zamówień i łańcuch dostaw. Jak pisze Paweł Krzyżanowski w lipcu 2017 roku na portalu www.komputerswiat.pl: „[…] rewolucja przemysłowa, umożliwiając dostęp do każdej informacji w dowolnym czasie, z dowolnego miejsca […] przekłada się na możliwości takie jak ekonomiczna produkcja zindywidualizowanych wyrobów i krótkich serii produkcyjnych. Daje to przedsiębiorstwom stosującym rozwiązania Przemysłu 4.0 nieosiągalną do tej pory elastyczność w dostosowaniu się do oczekiwań klientów”[1]. Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, mamy wgląd zarówno w zakłady i linie produkcyjne, jak i pojedyncze maszyny oraz poszczególne produkty.

Czy w relacjach społecznych też czeka nas zmiana i roboty na stałe wejdą do naszych domów?

Wydajność i efektywność ponad wszystko

Wszystko po to, by zwiększyć wydajność i móc produkować małe serie produktów na potrzeby klientów bez konieczności przestrajania maszyn i zaangażowania w to ludzi. W modelowej fabryce Boscha, będącej wizytówką przemysłu 4.0,wydajność produkcji po zastosowaniu opisywanych wyżej rozwiązań wzrosła o 200%.Z kolei według firmy Boston Consulting Group automatyzacja pracy, możliwa dzięki robotyzacji, w najbliższej dekadzie zwiększy produktywność stosujących ją firm o 30%.

Trzeba koniecznie zauważyć, że przemysł 4.0 to nie tylko współdziałające ze sobą systemy komunikacji pomiędzy urządzeniami, analiza i przetwarzanie danych, lecz nowy sposób pracy dla człowieka. Może nawet nowy model? Bo co zwykły Kowalski mógłby robić w takiej automatycznej fabryce? Już dziś są roboty, które dzięki odpowiednim czujnikom pracują razem z ludźmi „ramię w ramię” bez konieczności stosowania osłon czy klatek. Co ciekawe, są tacy, którzy uważają, że również w relacjach społecznych czeka nas zmiana, bo roboty wejdą na stałe do naszych domów. Na przykład po to, by opiekować się starszą lub wymagającą stałej pielęgnacji osobą.

1

Big data i Internet Rzeczy

Dziś zwyciężają ci, którzy oferują produkty i usługi na czas – just in time – oraz umożliwiają pełną personalizację tego, co chcemy kupić lub zamówić

. Technologia umożliwiła powstanie modelu sharing economy. Uber nie ma żadnego auta na stanie, a Facebook nie zatrudnia redaktorów i fotografów… Dziś w cenie jest umiejętność wdrożenia w firmach technologii big data. Wychwytywanie ciekawych lub wartościowych danych i korelacji z milionów codziennych operacji czy zachowań klientów indywidualnych i firmowych to klucz do przewagi konkurencyjnej. Jednym z prekursorów takich działań był amerykański WalMart, a dziś wszystkie banki starają się je naśladować. Analityk do spraw big data to jeden z najbardziej przyszłościowych zawodów. Dlaczego w poniedziałki sprzedaje się więcej pieluch lub ubezpieczeń w południowej części Polski i jak zaoferować te produkty właściwie zidentyfikowanym klientom? Odpowiedź da zastosowanie dobrze dobranych narzędzi analitycznych, czyli data mining.W big data mówi się o koncepcji V4: Volume, czyli wielka liczba danych, Value – wartości, Velocity rozumiane jako szybkość pojawiania się nowych informacji oraz Variety – różnorodność informacji.

Analityk do spraw big data to jeden z najbardziej przyszłościowych zawodów.

Z kolei inny kluczowy element przemysłu 4.0 – Internet rzeczy (Internet of things), to nic innego jak możliwość podłączenia urządzeń do Internetu, dostęp do nich i zarządzanie nimi z dowolnego miejsca. Mowa tu zarówno o telefonach, lodówkach czy piecach grzewczych, jak i maszynach w wielkich halach fabrycznych. Plusem jest tutaj stały podgląd i monitoring wydajności, stopnia zużycia energii, awaryjności itd.

Co z tą Polską?

Raport „Smart Industry Polska 2017” opracowany dla Simensa donosi, że polskie firmy stawiają głównie na automatyzację produkcji z wykorzystaniem pojedynczych maszyn oraz na rozwiązania mobilne. Wskaźnik tzw. robotyzacji całych linii produkcyjnych wynosi 14% – mały w porównaniu do zagranicznych konkurentów. O ile duże polskie firmy stać na te rozwiązania, o tyle małe i średnie odstają pod różnymi względami nawet trzykrotnie w porównaniu do międzynarodowej konkurencji. Barierą są oczywiście środki finansowe, ale też wiedza, świadomość czy pomysł na firmę.

Jako Polska, musimy „gonić świat, bo nam odjedzie”, przez co nie załapiemy się na kolejną falę zmian. Państwo poprzez swoje agendy – na przykład instytucje zarządzające dotacjami, jak PARP czy NCBR – stara się uruchamiać strumień pieniądza dla małych, średnich i dużych firm, by zachęcać je do wchodzenia w przemysł 4.0. Problem polega na tym, że raptem kilka polskich firm jest w stanie dostarczać technologię na poziomie niemieckich gigantów. Jednak trzeba ostrożnie stąpać na gruncie innowacji, bo chcąc pomóc polskim firmom (by stawały się bardziej konkurencyjne), możemy przy okazji napędzić koniunkturę takim gigantom jak Siemens czy Bosch i oddać im rynek robotyzacji i automatyzacji.

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP