Tak było, nie ściemniam
TAK BYŁO, NIE ŚCIEMNIAM

Brutalny atak antylopy na lubelskiej szosie

Tęsknota to zgubny omen. Przekonał się o tym pewien obywatel Tanzanii, który podziwiał dziką, polską przyrodę zza kierownicy pożyczonego od koleżanki BMW. Przemierzając kolejne kilometry drogi w okolicach Michowa (woj. lubelskie), mijał malownicze i pełne uroku polskie pola. Za oknem migały mu łąki i czarno-białe łaty pasących się krów. Nic dziwnego, że myśli imigranta zaczęły odpływać w kierunku błogich wspomnień z afrykańskiej sawanny. Jednak za kierownicą nie ma miejsca nawet na chwilę dekoncentracji. Wystarczył ułamek sekundy nieuwagi i przebiegająca przez jezdnię antylopa, by BMW wylądowało w rowie. Tak przynajmniej pechowy Tanzańczyk tłumaczył przyczyny swojego wypadku przybyłym na miejsce funkcjonariuszom policji. Byli to jednak ludzie ze swej natury wątpiący i z niewyjaśnionych powodów nie uwierzyli w taki przebieg zdarzenia. Za to poddali kierowcę badaniu alkomatem, które wykazało, że we krwi Tanzańczyka krążyło ponad dwa promile alkoholu.

Dawaj na bulwary, byku!

Oczywiście sceptycy zapewne powiedzą, że antylopa była słabą wymówką i zacytują Freda, bohatera filmu „Chłopaki nie płaczą”: „Przecież w tym kraju nie ma takich zwierząt. Jest żubr, bóbr, łoś, lis, wilk, kuna, kaczka, koń, wydra, ryjówka, zając. To są zwierzęta, które żyją w Polsce”. A ja zapytam – a byk? Byk to co, pies? Bo tak się akurat składa, że strażacy z Ustronia (woj. śląskie) dostali zaproszenie na corridę. Z miejscowego gospodarstwa rolnego uciekł byk, który następnie udał się na rajd po nadwiślańskich bulwarach. Szczęśliwie nie dobiegł do modnego, warszawskiego nadbrzeża królowej polskich rzek, lecz został w porę okiełznany. „Schwytanie zwierzęcia okazało się trudnym zadaniem, byk kilka razy wymknął się strażakom, jednak po prawie godzinnej akcji zwierzę udało się bezpiecznie schwytać” – relacjonowali strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Górkach Wielkich, cytowani przez portal tvp.info. W akcji brało udział kilka zastępów strażackich z okolicznych miejscowości.

Uważajcie na lwy

Powyższe zdarzenie dowodzi, że myślenie w kategoriach stereotypów jest karygodne, a same obiegowe opinie rzadko mają bezpośredni związek z rzeczywistością. Bo o Polakach mówi się, że niby są leniwi, a tu proszę – w akcję schwytania byka-wędrownika zaangażowało się tak wielu dzielnych strażaków! Tymczasem słynący ze swej pracowitości Niemcy poszli na skróty – po tym jak z ogrodu zoologicznego w Lünebach na zachodzie Republiki Federalnej uciekły dwa lwy, dwa tygrysy i jaguar, wydano ostrzeżenie dla mieszkańców wraz z zaleceniem, by nie wychodzić z domu. Oczywiście dzikie koty mogą być nieco trudniejsze w schwytaniu, ale umówmy się – to słaba wymówka i służby powinny być w tej sprawie dużo skuteczniejsze.

Grzeczny niedźwiadek

Tak się złożyło, że rubrykę naszego wakacyjnego wydania zdominowały zwierzęta. Ale tak to już z nimi jest – pozornie niewinne maleństwa, z czasem zabierają coraz więcej czasu, stale domagając się naszej uwagi. Ten problem jest szczególnie dotkliwy dla właścicieli psów – gatunku, który jest w stanie przyjąć każdą ilość czułości. Zapewne to właśnie jedna z przyczyn, dla których ludzie w dosłownie każdym zakątku świata uwielbiają tych wiernych, zwierzęcych towarzyszy. I tak Su Yun, mieszkająca w chińskim Kunming, przyniosła swojej rodzinie małego, słodkiego szczeniaczka, który miał wyrosnąć na budzącego respekt mastifa tybetańskiego. Jednak oprócz czułości, potrafił on również przyjąć każdą ilość pożywienia. Początkowo dziwiło to opiekunów małego pieska, ale przecież nikt nie będzie żałował przyjacielowi jedzenia, prawda? Więc był on karmiony, karmiony i karmiony... aż w końcu zaczął od czasu do czasu chodzić na dwóch nogach. A że to raczej nie zdarza się psom, rodzina nabrała pewnych niepokojących podejrzeń. Na miejsce wezwano służby weterynaryjne, które stwierdziły, że z tego szczeniaka mastifa nie będzie – to nie był tybetański czworonóg, tylko przedstawiciel zagrożonego gatunku, niedźwiedź himalajski! A że Su Yun „nieco przerażają niedźwiedzie”, służby zabrały ważącego 100 kilogramów zwierza. Sugeruje to, że chińska rodzina długo medytowała nad problemem przerośniętego psa. No, ale medytacja do dobry zwyczaj.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP