Szybkie karty strachu
Płatności zbliżeniowe wciąż nie zdobyły uznania dużej części Polaków. Zamiast na wygodę patrzą oni na ryzyko, choć praktyka pokazuje, że w tym przypadku strach ma wielkie oczy

Karty ma w portfelu kilka milionów Polaków i - według badań - 60 proc. używa ich niemal codziennie. Wciąż jednak spora część z nas nieufnie podchodzi do kart zbliżeniowych, które oferują zarówno Visa, jak i MasterCard. Jest się czego bać? Biznes czyli właściciele technologii oraz sprzedawcy w sklepach twierdzą, że absolutnie nie. Ich zdaniem karty bezstykowe mają dwie kluczowe przewagi nad tradycyjnymi kartami, korzystającymi z technologii paska magnetycznego z lat 50. Zbliżeniówki są bowiem szybkie i tanie. Cała transakcja od chwili wstukania kwoty w terminal trwa zwykle 15 sekund – po takim czasie trzymamy już paragon w ręku. Dzieje się tak, ponieważ autoryzacja transakcji do 50 zł przebiega w trybie off-line, nie wymaga połączenia z centralną bazą pośredników płatności. Widelec gadżeciarzy Wypchnięcie przez banki milionów kart bezstykowych spowodowało również rewolucję w small biznesie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły ze sklepów kartki informujące, że „płatność kartą jedynie powyżej 10 zł”. Okazuje się, że zbliżeniówki to produkt ze znacznie niższą marżą pośrednika, która w przypadku tradycyjnych kart potrafiła przebić 3 proc. kwoty transakcji. Zaletą płatności bezstykowych jest też to, że można je wyjąć z formy plastikowej karty i ukryć w telefonie, breloku czy zegarku. Taka personalizacja płatności daje gadżeciarzom dodatkową frajdę; tym bardziej, że nie tylko forma, ale i funkcje karty mogą być rozbudowywane w różnoraki sposób, wyrywając się z ograniczeń magnetycznego paska. Karta zbliżeniowa może być więc zarazem np. biletem komunikacji miejskiej, kartą rabatową lub lojalnościową, kartą wejściową do wyznaczonych obiektów. Sceptycy zbliżeniówek zapewne polubią jej inną funkcję – większość banków daje możliwość blokady funkcji płatności bezstykowej (zwykle karty mają i procesor i pasek). A jeśli nie ma takiej opcji, to wystarczy chwilę podłubać w czipie widelcem... Skanery w Alcatraz Skąd bierze się więc dystans do zbliżeniówek? Głównie z psychologicznej bariery posiadania czegoś, co jest dość cenne i wygodne, a jednocześnie w niepożądanych rękach narazić nas może na straty. Karty bezstykowe pozwalają bowiem bez autoryzacji kodem PIN płacić za każdy zakup do 50 zł. Łatwo więc wyobrazić sobie złodzieja , który kilkadziesiąt razy wydaje naszą kartą po kilkadziesiąt złotych i w efekcie czyści nasze konto o kilka tysięcy złotówek. Oczywiście banki pozwalają zwykle użytkownikowi samemu ustalać dziennie limity transakcji bezstykowych, ale nawet perspektywa potencjalnej straty 50 czy 100 zł działa na część osób deprymująco. Będący w kontrze do kart zbliżeniowych podnoszą także argument masowego skanowania kart przez złodziei zaopatrzonych w mobilne czytniki. Teoretycznie jest to możliwe, praktycznie nie występ u j e . Visa i MasterCard mają świadomość, że nawet jeden przypadek skutecznych mobilnych złodziei pogrzebałby ich technologię na wieki, zatem obaj giganci wypracowali system zwany elektronicznym Alcatraz. Poza tym mało któremu złodziejowi opłacałoby się łamać trudy zabezpieczeń i budować technologicznie zaawansowany skaner tylko po to, by połasić się na 50 zł Kowalskiego. Jeśli już, to lepsza przebitka jest na Zachodzie – tam limit pojedynczej transakcji to 20 euro.

 

Dodatek powstaje we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim   w ramach programu edukacji ekonomicznej

 

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP