Święty Mikołaj i jego wrogowie
Znowu te święta, ta cała rodzina, jedzenie, komercja, nieekologiczno-sadystyczny karp z ryby, a nie z soi. Jak tak można?

Filozof Popper napisał kiedyś taką ważną książkę „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”. Na jej bazie, a raczej bazie jej tytułu, bo kto takie nudziarstwa czyta, zwolennicy tak zwanego społeczeństwa otwartego, czyli między innymi tolerancyjnego, zajmowali się tropieniem, ściganiem i prześladowaniem jego autentycznych i domniemanych wrogów. Robili to z pasją godną średniowiecznych inkwizytorów, udowadniając, że społeczeństwo otwarte nie istnieje, a jego największymi wrogami są ci, którzy je promują. Mogą istnieć za to udane święta Bożego Narodzenia. Ale by tak się stało, nie tylko trzeba trzymać zimne ognie z daleka od choinki, sprawdzić termin ważności makowca, a suszone grzybki jeść tylko te, które zbierała ciocia profesjonalistka, a nie kuzyn amator. Trzeba także z pełną determinacją wyeliminować wrogów świąt z naszego życia na kilka dni, najlepiej tydzień.

Największym wrogiem świąt są chyba nasze telefony. „Insta”, „Fejs”, dla dziennikarzy i uzależnionych od polityki „Tłiter”. Do tego jakaś nowa muzyka wpadła na „Spotifaju” lub „Tajndalu”, a może kolejna niedoszła wirtualna miłość na „Tinderze”? Serwisy informacyjne krajowe są trochę monotematyczne, ale przecież nasz „smarciak” przypięty jest do całego świata, a do tego można na nim zagrać w czołgi, simsów lub kupić akcje, bo przecież Wall Street otwierają właśnie o tej porze, kiedy u nas siada się do stołu. Smarciak zabije święta, a może nawet odbierze nam całe życie. Na górnym rozwinięciu ekran ma dwa symbole, jeden to wi-fi, drugi do internetu w sieci. Oba muszą przestać się świecić w święta. SMS-y z życzeniami raz na godzinę można przejrzeć.

Ale to koniec oczywiście. Mogą dopaść nas media próbujące psuć nam ten czas. ‒ Nie znoszę świąt – wyznała anonimowa bohaterka artykułu w portalu internetowym, który jest na temat tego, że bohaterowie jego artykułów społecznych z reguły są anonimowi. – Święta to okazja do kłótni. Polskie rodziny siadają do stołu i się kłócą – wtóruje portalowi wysokonakładowy tygodnik, którego naczelny słynie z tego, że oprócz własnego odbicia w lustrze nie lubi niczego i jest chodzącą frustracją i nienawiścią. Jeszcze jest postępowy dziennik, który namawia, by w święta Polacy chodzili na demonstracje polityczne, zamiast siedzieć z rodziną, a w ogóle to ci, którzy świąt nie obchodzą, są w święta prześladowani, bo inni obchodzą.

Ale, nawet jak wyłączymy internet i będziemy z daleka omijać kiosk i telewizor, wróg może wedrzeć się w nasze szeregi. To znajome marudy. Znowu te święta, ta cała rodzina, jedzenie, komercja, nieekologiczno-sadystyczny karp z ryby, a nie z soi. Jak tak można? Do marud dołączają nawet niebezpieczniejsi zawodnicy. Pracoholicy, korporacyjni psychopaci. „Sorry, że przeszkadzam w święta, ale…” – znacie to? „Ale jestem pracoholikiem, mam przez to zaburzone więzi z bliskimi, a poprzez nieustanne myślenie o pracy, uciekam od innych życiowych problemów. W dodatku pożytek ze mnie żaden, bo człowiek, który ciągle pracuje, ma beznadziejną efektywność pracy”. Tak powinna brzmieć reszta tej wiadomości, ale przeważnie brzmi inaczej. I z tym trzeba sobie jakoś poradzić, choć bywa nieco trudne, gdy pracoholikiem okazuje się na przykład przełożony.

Jak się ich wszystkich pozbyć? Oczywiście nie mamy ich rozstrzeliwać, więzić, nawet unikać nie zawsze się da. Możemy ich nawet kochać, ale na tych kilka dni musimy ich zignorować. Ewentualnie niektórym możemy wysłać prezenty lub SMS-y.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP