Start-upy i stand-upy
Lubię start-upy i start-uperów, choć większość się nie udaje. Choć niektóre są tak głupie lub szalone, że nie wymyślili by ich stand-uperzy: kamienne maskotki dla dzieci, pokarm kobiecy zamiast mleka do latte, słuchawki pozwalające odczytywać myśli psa i wiele innych. I właśnie dlatego je lubię. Dlatego, że ich twórcy ryzykują.

Czasem twórcy start-upów ryzy­kują pieniądze, zawsze czas, nie­kiedy renomę. Jak nie wyjdzie, rzucają się na coś innego. To wbrew innemu trendowi, z któ­rym mamy ostatnio do czynienia, a który przywodzi na myśl czasy „Czterdziestolaka” albo innego peerelowskiego serialu, gdzie bohaterowie pracowali w jednym kombinacie od studiów do śmier­ci, a brak zmian był szczytem ich aspiracji życiowych.

Rozmawiam z człowiekiem, który odchodzi z państwowej fir­my: – Dla mnie i moich znajomych to był dom. Poświęciliśmy mu wszystko, nie wyobrażam so­bie życia poza nim – stwierdza. A teraz zgadnij­cie ile mój rozmówca ma lat? Jakieś 50, 60? Nie może pogodzić się z emeryturą? Nie! Jest nieco po trzydziestce! Pracował tam kilka lat. Do tej pory nie wyobrażał sobie, że można zmienić pracę. Takich młodych osób jest więcej. Czyta­łem czasem o Japończykach, którzy po zwol­nieniu popełniali samobójstwa. No, ale w kraju Kwitnącej Wiśni odebranie sobie życia to bułka z masłem, a niewolnicza wierność szogunowi (choćby miał nazwę Toyota) jest wiecznie żywa. Zaskakuje jednak, że wielu z moich, młodych rodaków, reprezentuje stosunek do pracy godny feudalnego chłopa uzależnionego od danego mu przez pana kawałka nieswojej roli.

Pogląd, że nic nie wolno zmieniać, jest pomimo swojej oczywistej szkodliwości, dość nośny.

Z kancelarii prezydenta odchodzi dwóch ważnych pracowników. Chcą zająć się bizne­sem. Cóż za medialna radocha – przegrali, kompromitacja, nie nadawali się, źle się tam dzieje. Mój znajomy mawia, że raz na kilka lat musi zmienić coś z pracą, żeby w życiu prywat­nym nic nie zmieniać. Zresztą, będę szczery, to nie żaden znajomy, to ja tak mam. Wydawałoby się, że możliwość zmiany dla młodego, dobrze wykształconego człowieka to szansa, przejaw wolnej woli, ale i tego, że żyjemy w wolnym kraju, szczególnie w czasach kiedy bezrobocie nie jest jakieś szczególnie mordercze.

Rozumiem, że nie zawsze są to sytuacje przyjemne. Cza­sem rodzą bardzo poważne komplikacje w życiu. Ale mó­wienie o pracy, że jest domem? Albo, że to, iż ktoś odszedł z ro­boty to zdrada? Wydawałoby się, że odejść nie można tylko z mafii, bo tam jak w słynnej balladzie o odeskiej gangsterce Murce: „Banda nie przebacza, kula jest zapłatą, zdradę można zatrzeć tylko krwią.” Jak się okazuje wielu spo­śród nas oczekuje takiego podejścia obu stron w pracy, biznesie, polityce.

Pogląd, że nie wolno nic zmieniać jest, pomimo swojej dość oczywistej, szkodliwości dość nośny. Nic reformować, zmieniać, myśleć inaczej, skoro wszyscy myślą tak samo. Skoro tak było, wszyscy się przyzwyczaili, Unia ka­zała, albo po prostu tak wyszło. Zabierajcie się panowie Edison i Tesla ze swoimi wynalazka­mi, mamy lampę naftową. Zabieraj się panie Benz ze swoim silnikiem, i panie Pasteur ze szczepionkami. Zostawmy wszystko po stare­mu, nic nie zmieniajmy, przynajmniej się nikt czepiać nie będzie.

Ale tylko ci, którzy kombinują by było ina­czej posuwają nasz świat do przodu. Nawet jak w swojej wenie twórczej czasem próbują wci­skać trzylatkom maskotki z granitu.

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP