Stan Lee – ojciec superbohaterów i legenda komiksu
12 listopada miliony osób na całym świecie poczuły się tak, jakby straciły kochanego wujka. Wujka towarzyszącego im w okresie dorastania, pokazującego, czym różni się dobro od zła i kim są prawdziwi bohaterowie. Mowa o Stanie Lee, legendzie Marvela.

Nie ma drugiej takiej osoby, która tak jednoznacznie kojarzyłaby się ze światem komiksów. Jego rola w kształtowaniu światowej popkultury jest nieoceniona. Stana Lee utożsamia się jako ojca superbohaterów – Spider-Mana, X-Menów, Fantastycznej Czwórki, Hulka i wielu, wielu innych. I choć faktem jest, że bez znakomitych współpracowników nie byłoby tych wielkich postaci ani samej legendy scenarzysty i producenta, to trudno go nie doceniać. Bez niego Marvel nie byłby tym, czym jest dziś. Zwłaszcza że jego historia przypomina prawdziwy amerykański sen.

Podobno był bardzo sfrustrowany i rozczarowany faktem, iż jego praca miała skupiać się na komiksach, a nie pisaniu poważniejszych dzieł.

Trudna droga na szczyt

Życie pisze przeróżne scenariusze. Stanley Martin Lieber, którego cały świat pozna jako Stana Lee, marzył o tym, by pióro stało się jego narzędziem pracy. Chciał zostać pisarzem. Zdawał sobie zapewne sprawę z tego, jak trudno będzie mu zrealizować zawodowe cele. Pochodził z biednej rodziny, był potomkiem rumuńskich Żydów. Wychowywał się w Nowym Jorku, na słynnym Bronksie. Początkowo imał się różnych zajęć – pisał nekrologi do gazet, roznosił kanapki czy był zwykłym chłopcem na posyłki. Przez cały ten czas nie przestawał pisać i obiecał sobie, że pewnego dnia napisze wspaniałą powieść. Najlepszą w historii Stanów Zjednoczonych. Jak wiemy, niczego takiego nie dokonał. Los wyznaczył mu zupełnie inną drogę, z której, cóż za ironia, nie był początkowo zachwycony.

Wstydliwa pomyłka

Jeszcze jako nastolatek nawiązał współpracę z wydawnictwem Timely Comics, które z czasem przekształciło się w znane do dziś studio Marvel. Zapewne sądził, że wszystko idzie w dobrym kierunku i pozwoli mu na zrealizowanie marzeń o pracy pisarza. Znacząco się jednak przeliczył. Początkowo zajmował się pracami biurowo-administracyjnymi i pomagał pracującym rysownikom przy prostszych czynnościach. Z czasem otrzymał pierwsze szanse na pisanie nieskomplikowanych historii. Podobno był bardzo sfrustrowany i rozczarowany faktem, iż jego praca miała skupiać się na komiksach, a nie pisaniu poważniejszych dzieł. W tym czasie miał też powstać znany dziś wszystkim fanom superbohaterów pseudonim Stan Lee. Nastoletni Stanley wstydził się podpisywać własnym nazwiskiem pod komiksami, które uważał za niezbyt znaczące.

Stana Lee utożsamia się jako ojca superbohaterów – Spider-Mana, X-Menów, Fantastycznej Czwórki, Hulka i wielu, wielu innych.

Wojna i bohaterowie

Niezadowolony ze swojej sytuacji zawodowej Stan Lee postanowił skorzystać z okazji i zaciągnąć się do wojska jako ochotnik podczas II wojny światowej. Życie żołnierza nie oznaczało jednoznacznego zerwania z pasją. W czasie służby wojskowej w latach 1942‒1945 zajmował się pisaniem scenariuszy na potrzeby filmów szkoleniowych i propagandowych, a także sloganów reklamowych. Po zawieszeniu broni wrócił do swojego pracodawcy i zajął się pisaniem prostych historyjek dla dzieci. Powrót wynikał z potrzeby zarabiania pieniędzy, a nie zmiany nastawienia do wykonywanego zajęcia. Po pewnym czasie nastąpił przełom. Zwierzchnicy postanowili, że Stanley zajmie się komiksami o superbohaterach. Podjął się tego zadania, choć niechętnie. Miał w tamtym czasie w planach pożegnać się z wydawnictwem. Od tego zamysłu miała go odwieść żona. Małżonka miała także nakłonić zdolnego scenarzystę, by stworzył ten projekt w sposób nietypowy. Jak? By opisywani herosi byli bliżsi czytelnikowi. Skoro i tak chciał odejść, w najgorszym wypadku czekałaby go utrata pracy, za którą i tak nie przepadał. Postaci tworzone przez Stana Lee różniło od konkurencyjnych herosów studia DC to, że sprawiały wrażenie bardziej ludzkich. Pomimo codziennej walki ze złem i przestępcami, nie byli pozbawieni wad ani typowych, często prozaicznych problemów dnia codziennego. Ponadto ich życie toczyło się w głównej mierze w miejskim zgiełku Nowego Jorku, a nie odrealnionym fikcyjnym mieście Gotham ze świata Człowieka Nietoperza. Te wszystkie mniejsze lub większe czynniki spowodowały, że wydawnictwo DC, pomimo sukcesu związanego z Ligą Sprawiedliwych, zaczęło odczuwać pierwszy oddech ze strony konkurenta.

1

Ciemniejsza strona sukcesu

Każdy, nawet niezbyt dobrze zorientowany miłośnik komiksów i kina, wie, kim są Spider-Man, X-Meni, Iron Man czy Fantastyczna Czwórka. Przyszło nam żyć w czasach, kiedy studio Marvel dosłownie rozpieszcza nas kolejnymi produkcjami z udziałem superbohaterów. Dzięki temu na pierwszy plan wracają także inni wielcy herosi, tacy jak Czarna Pantera czy Ant-Man. To czołowe postaci ze stajni Marvela, które przede wszystkim kojarzone są z dorobkiem Stana Lee. Czy słusznie? Tu zdania są podzielone. Jak już zostało wspomniane, nie byłoby legendy Marvela, gdyby nie wielu wspaniałych rysowników i innych współpracowników, którzy wcielali pomysły producenta i scenarzysty w życie. Warto wśród nich wymienić przede wszystkim dwa nazwiska – Steve Ditko i Jack Kirby. Nietrudno się domyślić, że sam Stan Lee nie mógł stworzyć samotnie tak wielkiego biznesowego potwora, jakim dziś jest Marvel. A bez tych dwóch rysowników z pewnością nie byłoby wielu kultowych superherosów. Łatwo również sobie wyobrazić, jak uboższy byłby świat komiksów, gdyby zabrakło w nim choćby Człowieka Pająka. Spider-Man to postać kultowa, wielbiona od wielu pokoleń po dziś dzień przez dzieci na całym świecie. Niewiele jednak brakowało, a Peter Parker nigdy nie zawisłby na pajęczynie wśród nowojorskich wieżowców. Ówczesny wydawca był sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, gdyż jak dosyć rozsądnie przekonywał, dzieci boją się pająków. W jego mniemaniu projekt mógł więc się nie przyjąć. Jak bardzo się pomylił – wiemy to wszyscy. Faktem jest jednak, że Spider-Man powstał nie tylko dzięki Stanowi Lee, ale i Steve’owi Ditko, który nazywany jest „drugim ojcem” Człowieka Pająka. „Z wielką mocą wiąże się także wielka odpowiedzialność” – to zdanie, które kojarzone jest jednoznacznie z tą postacią. Szkoda, że sam autor nie wziął tych słów tak całkiem do serca. Najbardziej ucierpiał z tego powodu Jack Kirby – rysownik nazywany „Królem”. I bez cienia przesady należy przyznać, że na tytuł ten zasłużył. Wystarczy wspomnieć, że współtworzył takie postaci, jak: Kapitan Ameryka, Fantastyczna Czwórka czy Hulk. Stan Lee wręcz go ubóstwiał. Kirby jednak nie zabiegał o blask fleszy i sławę, przez co zasługi za stworzenie uniwersum przypisywano przede wszystkim Stanowi Lee. Scenarzysta wspinał się po szczeblach kariery, zajmował coraz poważniejsze kierownicze stanowiska i zarabiał ogromne pieniądze. Wydawał się przy tym zapominać o swoich współpracownikach, bez których nie zyskałby tak wiele. Wszystko to spowodowało, że między twórcami narodził się konflikt. Panowie nie rozmawiali ze sobą przez kilka lat, a Kirby odszedł do konkurencyjnego DC, by po jakimś czasie wrócić do Marvela. Sam Stan Lee miał po czasie zrozumieć swój błąd i żałować, że dał się wpuścić w bezlitosny wir świata biznesu. O sprawiedliwą ocenę wkładu „Króla” walczyła także rodzina rysownika po jego śmierci.

2

Koniec epoki

Stan Lee niemal do końca aktywnie udzielał się zawodowo. Epizody z jego udziałem w ekranizacjach Marvela wesoło przypominały, kto jest ojcem sukcesu uniwersum. Ostatnie chwile legendy komiksu na tym świecie nie były jednak usłane różami. W zeszłym roku odeszła żona Stana Lee. 95-latek podupadł na zdrowiu, co nikogo nie powinno dziwić. Wokół staruszka zaczęły pojawiać się coraz bardziej niepokojące informacje. Miał być on wykorzystywany przez opiekunów i najbliższych, którzy chcieli położyć ręce na jego majątku. W tym roku wycofał się również z udziału w oficjalnych konwentach dla fanów komiksu. W listopadzie świat obiegła informacja, że Stan Lee zmarł. Wraz z nim, bez wątpienia, skończyła się pewna era. Epoka, w której przez kilka dekad dzieci na całym świecie wychowywały się wśród bohaterów pokroju Spider-Mana, Fantastycznej Czwórki i innych. I będą wychowywać się kolejne.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP