Śmieciowi studenci
Młodzi łączą pracę z nauką. Jedni robią to, bo muszą, drudzy, bo chcą – to znak naszych czasów.

Sylwia, 21-letnia studentka zaoczna, pracowała na podstawie umowy-zlecenia jako konsultantka infolinii. Posiadając status studenta na umowie cywilnoprawnej, otrzymywała wyższą stawkę niż pozostali, którzy byli obciążeni składkami na ubezpieczenia społeczne. Była zadowolona z dobrego wynagrodzenia, nie myślała o ryzyku choroby, a w związku z tym o niezdolności do pracy. Pracowała od poniedziałku do piątku, by zarobić na opłacenie wynajmowanego mieszkania, a w weekendy uczęszczała na zajęcia. Mimo licznych obowiązków dawała radę. Robiła wszystko, żeby uzyskać wykształcenie wyższe i zyskać szansę na lepszą przyszłość. Jednak wszystko to stanęło pod dużym znakiem zapytania, kiedy Sylwia złamała nogę. Lekarz założył jej gips na okres trzech tygodni. Sylwia nie mogła wychodzić z domu, musiała przerwać pracę. Okazało się również, że nie otrzyma zasiłku chorobowego, ponieważ jest… studentką. Wyłącznie dzięki wsparciu rodziców udało się jej opłacić czynsz za mieszkanie.

‒ Uczniowie gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, szkół ponadpodstawowych oraz studenci do ukończenia 26 lat, wykonujący pracę na podstawie umowy-zlecenia, nie podlegają ubezpieczeniom społecznym z tego tytułu. Osoby te, do ukończenia 26. roku życia, nie są obejmowane ubezpieczeniami z tytułu umowy-zlecenia ani obowiązkowo, ani dobrowolnie. W związku z tym nie mogą być również zgłoszeni do ubezpieczenia chorobowego – informują pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. ‒ Jeżeli osoba do 26. roku życia posiada status studenta, to nie ma możliwości podlegania ubezpieczeniu chorobowemu z tytułu umowy-zlecenia. Jeżeli nie zgłosiła informacji do zleceniodawcy i została przez niego zgłoszona do wszystkich składek ubezpieczenia (w tym dobrowolnej składki chorobowej), to zasiłek chorobowy będzie wypłacony. Wypłata takiego zasiłku będzie traktowana jako niesłusznie wypłacone świadczenie pieniężne z ZUS-u – podkreślają urzędnicy.

Wynika z tego, że jeżeli student nie zechce skorzystać ze swojego statusu i nie poinformuje o nim zleceniodawcy, a w konsekwencji otrzyma świadczenia z ZUS-u, to będą one nienależne, co będzie wiązało się z koniecznością ich zwrotu. W czyim zatem interesie było wprowadzenie wyłączenia studentów od podlegania ubezpieczeniom?

Student, czyli kto?

Student zaoczny jest traktowany tak samo, jak student dzienny i nie podlega on ubezpieczeniom ani obowiązkowo, ani dobrowolnie.

Student to osoba kształcąca się na studiach pierwszego lub drugiego stopnia albo na jednolitych studiach magisterskich, prowadzonych przez uczelnię posiadającą stosowne uprawnienia, kończące się uzyskaniem odpowiedniego tytułu zawodowego: licencjata, inżyniera, magistra lub tytułu równorzędnego. Osoba przyjęta na studia nabywa prawa studenta z chwilą immatrykulacji i złożenia ślubowania. Student traci swój status z dniem ukończenia studiów lub skreślenia z listy studentów. Studentami nie są natomiast uczestnicy studiów doktoranckich oraz podyplomowych. Zleceniodawca powinien jednak zgłosić zleceniobiorcę do ubezpieczeń społecznych i do ubezpieczenia zdrowotnego z tytułu wykonywania umowy-zlecenia od następnego dnia po obronie pracy dyplomowej lub po odbyciu ostatniego egzaminu, nawet jeśli student nie ukończył jeszcze 26. roku życia, również od następnego dnia po wykreśleniu z listy studentów, a także od dnia ukończenia 26. roku życia. Ustawa o szkolnictwie wyższym wskazuje również, że studia mogą być prowadzone w systemie dziennym, wieczorowym, zaocznym i eksternistycznym w uczelniach prywatnych oraz państwowych. Jednak z punktu widzenia ubezpieczeń społecznych nie ma to żadnego znaczenia. Student zaoczny jest traktowany tak samo, jak student dzienny i nie podlega on ubezpieczeniom ani obowiązkowo, ani dobrowolnie.

Promocja czy dyskryminacja?

Wielu absolwentów uczelni wyższych przez lata nie mogło znaleźć pracy w Polsce. Brak doświadczenia powodował, że niewielu pracodawców zatrudniało studentów. Duża część absolwentów wyjechała za granicę w poszukiwaniu lepszego losu. W 2016 r. wszedł w życie obowiązek odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne od umów-zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. Odpowiedzią na problem bezrobocia wśród studentów miało być wyłączenie ich od podlegania ubezpieczeniom na umowach-zleceniach, co dziś stanowi istotną ulgę dla zleceniodawców, u których pracują studenci. Powyższe odstępstwo jest ulgą o tyle większą, że duża część prac, szczególnie biurowych, które wykonują studenci, odbywa się w warunkach stosunku pracy, co zgodnie z prawem powinno rodzić obowiązek zawierania umów o pracę, w przypadku których nie można wprowadzić żadnych odstępstw od ubezpieczeń. W praktyce studenci rzadko pracują na podstawie umowy o pracę. Odejście od obowiązku składkowania na umowach-zleceniach miało być również szansą dla żaków na zdobycie doświadczenia na przyszłość. Istotnie, wielu młodych stawia swoje pierwsze kroki zawodowe, będąc zleceniobiorcami, dzięki czemu zyskują umiejętności, które mają zaprocentować w przyszłości, w lepszej pracy. Jednak problem pojawia się, gdy nie wszystko pójdzie tak, jak zakładali. Najczęstszym ryzykiem, które spotyka studentów, jest choroba, która może ich dotknąć w każdej chwili, a której ‒ na swoją niekorzyść ‒- nie biorą pod uwagę.

‒ Coś za coś – mówi wielu ludzi, którzy przypominają, że skoro istniał problem z pracą dla studentów, to należało zachęcić przedsiębiorców do ich zatrudniania. Warto jednak zastanowić się, czy ten problem jest jeszcze aktualny? Jeszcze kilka lat temu bezrobocie w Polsce było istotnym problemem. Wówczas uzasadniony był argument konieczności odciążenia pracodawców i zleceniodawców w postaci utrzymania elastycznych form zatrudnienia. Jednak stopa bezrobocia zarejestrowanego w maju 2018 r. wyniosła tylko 6,1 proc. W największych miastach Polski nie pracują najczęściej ci, którzy nie chcą tego robić. Pracodawcy coraz częściej narzekają na brak rąk do pracy, a niedobory pracowników są uzupełniane imigrantami. Czy w tej sytuacji uzasadnione są wyłączenia dogodne dla zleceniodawców, a które funkcjonują kosztem bezpieczeństwa socjalnego studentów? Warto również zwrócić uwagę na fakt, że ustawodawca uniemożliwił żakom przystąpienie do ubezpieczenia chorobowego nawet dobrowolnie. Dopuszczenie dobrowolności umożliwiłoby studentom dokonanie wyboru, czy chcą ubezpieczyć się na wypadek choroby, czy wolą zaryzykować i zyskać wyższe wynagrodzenie. Jednak takiego wyboru polski student nie posiada. Czy w tej sytuacji nie dochodzi do naruszenia zasady zakazu dyskryminacji, która obowiązuje w prawie ubezpieczeń społecznych?

Bierni prekariusze

Młody żak nie myśli o zagrożeniach, w efekcie nie walczy o swoje prawa, bo liczy wyłącznie na jak najwyższą pensję, co jest na rękę jego zleceniodawcy, który nie musi martwić się o ubezpieczenia.

Młody żak nie myśli o zagrożeniach, w efekcie nie walczy o swoje prawa, bo liczy wyłącznie na jak najwyższą pensję, co jest na rękę jego zleceniodawcy, który nie musi martwić się o ubezpieczenia.

Nie walczą o swoje prawa również dlatego, że studia trwają stosunkowo krótko, kilka lat i po wszystkim. Studenci słusznie myślą o przyszłości, nie skupiając się na teraźniejszych formalnościach. Po ukończeniu studiów najczęściej otrzymują umowy o pracę i zapominają o śmieciowym zatrudnieniu, które jednak wciąż istnieje i obejmuje kolejnych nieświadomych żaków. Guy Standing, brytyjski ekonomista, wyodrębnił prekariat jako część społeczeństwa, której członkowie utrzymują się z pracy na tzw. umowach śmieciowych, czyli cywilnoprawnych. Zjawisko prekariatu w Polsce stopniowo zmniejsza się w związku z faktem, iż polski rynek nabiera cech rynku pracownika. Jednak studentów, którzy pracują na podstawie umów cywilnoprawnych bez prawa do ubezpieczeń, jest wciąż bardzo wielu.

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP