Przełom roku w kulturze, czyli co warto sobie przypomnieć i na co należy czekać
Wielbiciele kina zapamiętają końcówkę tego roku. Jedynie w listopadzie premierę miały: „Irlandczyk”, „Historia małżeńska”, „The Lighthouse”, „Le Mans ‘66” i „Na noże”. Wszystkie te bardzo oczekiwane filmy zebrały także świetne recenzje, a zanim krytycy i widzowie zdążyli je dobrze omówić, już pojawiał się następny obraz.

Na ostatnie dni roku przypadną premiery chociażby „Dwóch papieży”, „Oficera i Szpiega” i wielkich komercyjnych produkcji, o których będzie się przez długi czas szeroko dyskutować, czyli najnowszych „Gwiezdnych Wojnach” oraz „Wiedźminie”.

Wiele z tych filmów to oczywiście główni konkurenci w walce o Oskary, a jak można podejrzewać, na początku roku nadejdzie następna fala. Najpierw w polskich kinach pojawi się „Judy”, biografia najszerzej znanej dzięki roli w „Czarnoksiężniku z Oz” Judy Garland z chwaloną rolą Renée Zellweger. „Gorący temat” to film, który zebrał średnie recenzje i również posiada chwalone role kobiece, tym razem Charlize Theron, Nicole Kidman i Margot Robbie. Prawdopodobnie jednak zostanie w cieniu „Małych kobietek”, filmu z rolami najsłynniejszych aktorek młodszego pokolenia i drugiego dzieła Grety Gerwig, reżyserki „Lady Bird”.

Najnowszy film Clinta Eastwooda „Richard Jewell” dotyczący nieudanego zamachu terrorystycznego i „1917” Sama Mendesa to pozycje z trochę innego bieguna, nie przypadkiem również trafiające do kin w tak zwanym okresie oskarowym. „1917”, najnowsze dzieło reżysera dwóch ostatnich filmów o przygodach Jamesa Bonda, początkowo w zwiastunach zbytnio przypominało świeżą jeszcze „Dunkierkę”, ale „symulowany” na jedno nieprzerwane ujęcie film ponoć robi ogromne wrażenie.

Oscary nadchodzą

9 lutego Amerykańska Akademia filmowa rozstrzygnie, jak rozdzielić nagrody pomiędzy filmy uprzednio wymienione, wakacyjne premiery Almodovara i Tarantino, „Parasite”, biograficzny film z Tomem Hanksem, kilka mniejszych produkcji, jak np. kryminalny thriller „Uncut Gems”, „Jokera”, któremu kibicować będzie wiele osób, rzadko śledzących Oskary, i kilka innych produkcji. Wszystko wskazuje na to, że gali będą towarzyszyć wyjątkowo duże emocje, a oglądalność także będzie nadzwyczaj dobra.

Streaming w natarciu

Nie bez znaczenia jest fakt, że kilka z tych premier to produkcje Netflixa. „Irlandczyk”, „Historia małżeńska” i „Dwóch Papieży” to filmy, które najpierw pojawiły się w wąskiej dystrybucji kinowej, a następnie, prawie od razu, na łatwo dostępnej platformie, gdzie zostały obejrzane przez większość osób. Zbiega się to w czasie ze wzrostem konkurencji wśród platform VOD. Na jesieni premierę miały serwisy streamingowe Disney’a i Apple’a. Chociaż premiera platformy Disney’a była głośniejsza, towarzyszyło jej wydanie niewielu oryginalnych produkcji. Dopiero na koniec przyszłego roku pojawi na niej się pierwszy nowy serial Marvela i wtedy walka o pieniądze konsumentów rozpocznie się na dobre.

Jednakże o rywalizacji nazywanej już wojnami streamingów będzie w przyszłym roku bardzo głośno. Na rynek wejdzie nowa platforma streamingowa HBO MAX, która nie będzie stanowić jedynie internetowego przedłużenia kanału telewizyjnego, a pełnoprawną odpowiedź na działania konkurencji. W wyścigu bierze udział także Amazon Prime Video, które największe działo wytoczy w 2021 pod postacią serialu „Władca Pierścieni”, gdzie budżet estymowany jest na miliard dolarów. Cała sytuacja przypominać może rywalizację studiów filmowych w złotych czasach Hollywoodu.

W wyścigu bierze udział także Amazon Prime Video, które największe działo wytoczy w 2021 pod postacią serialu „Władca Pierścieni”

Jeśli chodzi o wielkie widowiska, na koniec przyszłego roku zapowiadana jest adaptacja kultowego cyklu sci-fi Franka Herberta, czyli „Diuny”. Za kamerą stanie Dennis Villeneuve, reżyser, który według fanów gatunku dobrze poradził sobie z zadaniem stworzenia kontynuacji „Blade Runnera”. Zaplanowane jako początek cyklu wysokobudżetowe widowisko z Timothéem Chalametem na czele to spore ryzyko dla wytwórni, które dodatkowo wsparte będzie pobocznym serialem HBO. Ambicją jest stworzenie ogromnej franczyzy, o prestiżu porównywalnym z wcześniej wspomnianym „Władcą Pierścieni”.

Czas powrotów

Wcześniej, bo już w kwietniu, powróci jedna z najstarszych filmowych serii, czyli James Bond z tytułem „Nie czas umierać”. Mimo długiej, trudnej produkcji film ma duże szanse na sukces. Młody – i póki co niezawodny – Cary Fukunaga, reżyser pierwszego sezonu „Detektywa” i Phoebe Waller-Bridge, twórczyni „Fleabag” zostali późno zatrudnieni, ale wydają się idealnymi osobami do sprawnego przejęcia tej produkcji i doprowadzenia jej do stylowego finiszu. Nadzieje budzą także złowroga postać Ramiego Malka i stylowe zdjęcia operatora, który kręcił m. in. „Pierwszego człowieka”.

W przyszłym roku produkcje Marvela nie przytłoczą konkurencji. Szpiegowska „Czarna Wdowa” zapewne nie przyniesie wielu zaskoczeń, za to „Eternals” może wprowadzić trochę świeżości, adaptując uwielbiany przez koneserów materiał źródłowy czerpiący z mitologii. Wyniki finansowe produkcji Disney’a nie mają szans, by przebić tegoroczne. Wątpliwe jest, czy w czasie protestów w Hongkongu dobrze zostanie odebrana „Mulan”, mająca przypaść do gustu zwłaszcza chińskim widzom. Nowej produkcji fantasy „Artemis Fowl” daleko do bycia tak zwanym pewniakiem. Pewniakami są za to nowe, oryginalne filmy fabularne Pixara, jeden bawiący się z konceptem duszy i muzyką, a drugi z gatunkiem fantasy.

Tajemnicze póki co pozostaje nowe dzieło Christophera Nolana, czyli „Tenet”. Jedną z niewielu wskazówek na temat fabuły jest tytuł-palindrom. Czy zapowiada podróże w czasie? Kampania reklamowa nie będzie musiała ujawniać wszystkich sekretów. Na sekretach opiera się przecież marka twórcy „Incepcji”, który zdobył u widzów duży kredyt zaufania. W przyszłym roku powraca także inny autor porywającego, autorskiego kina Edgar Wright, który ostatnio stworzył „Baby Drivera”. „Last Night in Soho” trafi do kin dopiero we wrześniu i zapowiadane jest jako horror psychologiczny.

Niektóre sequele sprawią, że sam repertuar kin przeniesie widzów do lat 80. Kontynuacje „Pogromców duchów” i „Top Gun” wydają się być w rękach pasjonatów, ale widzowie zwracają uwagę na tendencję Hollywoodu do wykorzystywania sukcesu i nostalgii związanej ze starymi hitami i nie przysparza to wielkim wytwórniom najlepszego PR-u. Niemniej ta tendencja nie będzie definiować przyszłego roku. Harmonogram premier mniejszych i niezależnych produkcji nie jest jeszcze znany, ale nie ma powodu, aby spodziewać się, że rok 2020 będzie dla takiego kina mniej udany.

Tendencją definiującą będą za to rekordowe budżety seriali. Oczywiście już lata temu występ w produkcjach telewizyjnych przestał być uważany za ujmę dla aktorów pracujących przy filmach kinowych, ale dawne rozróżnienie pozostało żywe. Najdroższe serie pozostawały mniej widowiskowe od największych filmów kinowych. W obliczu deszczu nagród dla filmów platform streamingowych i fali serialowych superprodukcji ta relacja będzie ewoluować razem z obecnym modelem dystrybucji kinowej.

Istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku wiele wysokobudżetowych filmów nie zarobi tyle, ile oczekują inwestorzy. Jako zagrożone wymienić można „Dolittle’a”, „Artemis Fowl”, „G.I Joego” czy „Sonica”. Niełatwo też wytypować lidera światowego box office’u. Duże szanse mają nowe przygody Jamesa Bonda i Wonder Woman.

Istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku wiele wysokobudżetowych filmów nie zarobi tyle, ile oczekują inwestorzy.

Niemniej widoczna jest nowa przestrzeń dla średnio budżetowego kina, z którego wymieraniem wiązały się największe obawy kinomanów. Takie budżety pozwalają realizować filmy z udziałem najlepszych twórców, nie skupiające się na efektach komputerowych. W zeszłej dekadzie ta kategoria rzadko przyciągała widzów do multipleksów i nie była tam też szeroko reprezentowana. Tymczasem rok 2019 okazał się świetnym rokiem dla takiego kina i wszystko wskazuje na to, że może być jeszcze lepiej.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP