Olimpiada Zimowa w Polsce to skok cywilizacyjny? Skok, owszem - w przepaść
"Każda nacja ma swoje zady i walety. Pośród wielu naszych, powszechnych i charakterystycznych na poczet tego paszkwilnego tekstu wymienię tylko dwie: ułańską fantazję i nieziemską umiejętność odnajdywania dróg na skróty" - pomysł zorganizowania olimpiady pod Tatrami obśmiewa Jarosław Gajewski.
"Każda nacja ma swoje zady i walety. Pośród wielu naszych, powszechnych i charakterystycznych na poczet tego paszkwilnego tekstu wymienię tylko dwie: ułańską fantazję i nieziemską umiejętność odnajdywania dróg na skróty" - pomysł zorganizowania olimpiady pod Tatrami obśmiewa Jarosław Gajewski.Oczywiście, obie mają swoje chwile chwały: z ułańskiej fantazji zrodził się mit bitnego Polaka (począwszy od odsieczy wiedeńskiej po hohoho, albo i dalej). Drogę na skróty poznajemy na własnej skórze - goniąc obleśnie bogaty Zachód w rozwoju gospodarczym. Niestety, obie też mają swoje chwile obciachu. I tu dochodzimy do pomysłu organizacji w Polsce zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku.

"Jak pić, to na całość, a nie sączyć drinki z palemką. Że będzie trzeba naprędce sklecić większość reprezentacji do poszczególnych dyscyplin (oprócz skoków zapewne i biegów), nie takie porażki już przeżywał polski kibic!"

Tor bobslejowy, czyli zakopianka Po co w Polsce zorganizować raz czy drugi puchar, czy mistrzostwa świata w kliku dyscyplinach zimowych (hokeju, snowboardzie, narciarstwie alpejskim, łyżwiarstwie figurowym, czy nawet curlingu) i przetrzeć się sportowo, logistycznie, ekonomicznie. Nieeee. My tam wolimy wszystko albo nic! Jak pić, to na całość, a nie sączyć drinki z palemką. Że będzie trzeba na prędce sklecić większość reprezentacji do poszczególnych dyscyplin (oprócz skoków zapewne i biegów), nie takie porażki już przeżywał polski kibic! Że „zakopianka” fragmentami jest węższa od toru bobslejowego, którego zresztą nie mamy? Oj tam, oj tam – się wygra, się będzie martwić. Po to ma być ta olimpiada, byśmy dokonali kolejnego skoku cywilizacyjnego, nie? Irytujące są zwłaszcza dwie rzeczy, obie dotyczą decydentów w Polsce. Jedna to traktowanie społeczeństwa przedmiotowo, albo jeśli ktoś woli bardziej dosadnie – jak stada baranów. A druga to podejście do zarządzania i ekonomii, albo jak ktoś woli bardziej dosadnie – traktowanie społeczeństwa jak stada dojnych krów. Sondaż jest najważniejszy! Wymachuje się sondażami opinii publicznej, że ok. 90 proc. Polaków chce organizacji w Polsce tych igrzysk. Ale przecież od czasów starożytnego Rzymu wszem i wobec wiadomo, że gawiedź zawsze chciała, chce i będzie chciała „chleba i igrzysk”. Poważne i dojrzałe traktowanie społeczeństwa wymagałoby zrobienia tego, co uczyniły takie kraje jak Szwajcaria, Norwegia i Niemcy. Czyli jeszcze przed zgłoszeniem oficjalnej aplikacji kraju, przeprowadzenia referendów wśród mieszkańców regionów, w których planowane jest zorganizowanie zimowej olimpiady A.D. 2022. Mieszkańcy Davos i Saint Moritz oraz Monachium powiedzieli „nie”, zatem władze Szwajcarii i Niemiec, szanując opinie swoich obywateli, wycofały się już na wstępie. Mieszkańcy Oslo zagłosowali na „tak” (choć przewaga była ledwie kilkuprocentowana), więc Norwegowie złożyli swojej papiery w MKOl-u. My złożyliśmy po jednym ogólnopolskim sondażu opłaconym przez rząd, a pomysł lokalnego referendum w Małopolsce jest przez Ministerstwo Sportu i władze Krakowa po prostu wyśmiewany. A koszty rosną, rosną, rosną Polska ma wydać na igrzyska 18 mld złotych, 3 dołoży MKOl. Same koszty wszystkich prac zrealizowanych do dnia wydania werdyktu pochłoną 150 mln zł. Wszyscy decydenci murem stojący za Krakowem 2022 podkreślają jak mantrę, że poprawi się infrastruktura, wybudowane zostaną drogi, obiekty, powiększone zostanie lotnisko w Balicach, powstaną nowe miejsca pracy, etc. Problem jednak w tym, co twardo udowodniło dwoje ekonomistów z Uniwersytetu w Oksfordzie. Allison Stewart i Bent Flyvbjerg wykazali, że koszt organizacji wszystkich igrzysk olimpijskich w latach 1960-2012, był średnio o 179 proc. wyższy od deklarowanego w zatwierdzonym kosztorysie. To by się nawet zgadzało, bo po co góral ma sprzedać hektar ziemi pod rozbudowę „zakopianki” za pół miliona złotych w normalnych czasach, kiedy będzie mógł sprzedać za 10 mln w okresie gorączki przedolimpijskiej? Urzędnik nasz Pan Kraj na dorobku, jakim jesteśmy musi planować i realizować inwestycje rentowne i efektywne, nawet te sportowe. Czy ktokolwiek z Was słyszał, żeby została przygotowana jakaś analiza SWOT tego przedsięwzięcia, opracowana przez speców od finansów i gospodarki? Rządzą wszystkim urzędnicy, którzy nie chcąc, albo nie potrafiąc profesjonalnie wypełniać swoich obowiązków na co dzień (patrz symboliczna niemoc w rozbudowie „zakopianki”), chwytają się krzykliwych okazji, by za o wiele większe pieniądze niż te, którymi dysponują w rocznym budżetach, stawiać obiekty jednorazowego użytku i realizować inwestycje przepłacone. O. I z tego właśnie, że na olimpiadzie tej zależy najczęściej tym, którzy są bardziej do dupy, a nie do rządzenia, wynika moje „nie” Jarosław Gajewski fot. wiki  

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP