Łódzka brać studencka w eterze
Łódź kojarzy się przede wszystkim z włókiennictwem, ulicą Piotrkowską i Manufakturą. Jest to także miasto akademickie, od pokoleń związane z działalnością studenckich rozgłośni radiowych, takich jak Radio Żak, ACR Kiks czy Akademickie Radio UL. Magia eteru przyciąga miejscowych żaków od wielu lat i stanowi jedną z najpiękniejszych oraz najbardziej wartościowych form aktywności studenckich.

Wybór kierunku studiów to jedna z pierwszych poważniejszych życiowych decyzji. Wynika – a przynajmniej powinien – z zainteresowań i przyszłych planów zawodowych studentów. Zdobywanie wiedzy teoretycznej i uzyskanie dyplomu to jedno. Dla pracodawców równie ważne są umiejętności praktyczne oraz doświadczenie. Przyszli dziennikarze mogą szlifować swoje umiejętności w studenckich rozgłośniach radiowych. Ta wyjątkowa forma aktywności może okazać się przygodą na całe życie.

Myślę, że całe studia nie dały mi tyle, ile działalność w Akademickim Radiu UL. Studiami byłam rozczarowana – za dużo teorii, zero przełożenia na życie. W audycji „Uniwersytet Łódzki na fali” wyżywałam się kreatywnie, odkrywałam kolejne zabiegi montowania dźwięku. Byłam niesamowicie dumna, że mam starszych kolegów z redakcji, którzy coś mi podsyłają, uczą, dają wskazówki. Wiele zawdzięczam radiu studenckiemu: umiejętności, niepowtarzalne wspomnienia z czasów studiów, wyrobiony charakter i miłość życia wspomina Oliwia Olczyk, reporterka Czwórki Polskiego Radia, wychowanka Akademickiego Radia UL.

Radio to najpiękniejszy wynalazek wymyślony przez człowieka. Jest teatrem wyobraźni, przenoszącym nas do zupełnie innej rzeczywistości – pod warunkiem, że damy się mu ponieść. Dziennikarstwo radiowe wymaga odpowiedniego przygotowania, wiedzy, mistrzowskiego władania słowem i czasem. Minuta ciszy w radiu to przecież cała wieczność. Ważne są również umiejętności techniczne, związane chociażby z montażem i realizacją dźwięku, obsługą sprzętu reporterskiego czy mikrofonu. Przychodząc do prawdziwej redakcji, od nowego pracownika oczekuje się, że będzie tę zdolności posiadał. Praca w mediach jest na tyle dynamiczna, że na naukę od podstaw zwyczajnie nie ma czasu.

Każdy dzień w radiu był dla mnie zupełnie inną lekcją, podczas której uczyłem się kolejnych rzeczy oraz poznawałem nowych ciekawych ludzi. Audycja „UŁ na fali” tworzona
z ramienia Akademickiego Radia UL była dla mnie przepustką do pierwszej pracy w mediach. Stanowiła więc ważny etap na mojej ścieżce zawodowej
– przekonuje Krzysztof Boczek, były współpracownik Radia Łódź i dziennikarz Gazety Wyborczej, wychowanek Akademickiego Radia UL.

Studenckie radio to idealne miejsce, by przygotować się do pracy w mediach. Co ważne, każdy może spróbować swoich sił. Liczą się przede wszystkim chęci.

Początkowo miałem sporo wątpliwości. Bałem się, że będzie przeprowadzany jakiś casting. Zastanawiałem się, czy będzie coś w rodzaju egzaminów wstępnych, gdzie będę musiał odpowiadać na pytania i wymieniać najważniejsze daty z historii muzyki. Czy będzie trzeba
z marszu wymienić całą dyskografię Davida Bowiego? A może mnie nie przyjmą, bo według ich kryteriów nie będę miał słynnego radiowego głosu? Obawy okazały się niepotrzebne. Żak daje szansę każdemu. To od Ciebie później zależy, co z tym zrobisz dalej. Co ważne, przychodząc tam, można uczyć się wszystkiego od podstaw, od bardziej doświadczonych kolegów, którzy uczyli się od poprzedników. Tak to działa
– mówi Artur Kasprzycki, dziennikarz TVP Łódź, wychowanek Studenckiego Radia Żak.

Radio akademickie pozwala odnaleźć własną drogę i rozwinąć w różnych aspektach sztuki dziennikarskiej. Studenci, szczególnie na początku swojej zawodowej przygody, powinni sprawdzić się na różnych polach, by zobaczyć, w której roli czują się najlepiej. A radio studenckie wręcz zmusza do tego, by przejść taką drogę: od reportera, po prezentera audycji na żywo. Nie mówiąc już o możliwości nauki w innym kierunku, takim jak realizacja dźwięku.

To uczucie, gdy pierwszy raz usłyszy się własny głos na antenie radiowej, jest nie do opisania. Oczywiście, przychodząc do radia, trzeba liczyć się z tym, że od razu nie dostaje się możliwości poprowadzenia audycji. Najpierw trzeba się wykazać na innych płaszczyznach. Ze mną było tak samo pierwsze wywiady, nagrywanie zapowiedzi płyt tygodnia, a dopiero później audycje na antenie. Uczyłem się również realizacji dźwięku. Dzięki temu, gdy pewnego razu w porannej audycji zabrakło realizatora, bo zaspał, koledzy zapukali do moich drzwi
w akademiku i problem był rozwiązany
dodaje Artur Kasprzycki.

Tu jest czas, by zadawać pytania, uczyć się obsługi sprzętu, oswajać z anteną czy relacjonowaniem wydarzeń na żywo. To także doskonała okazja do zdobycia wielu kontaktów, zawiązania przyjaźni, rozwoju zdolności interpersonalnych. Można także liczyć na inne dodatkowe profity, jak darmowy pokój w akademiku i wejściówki na różne wydarzenia. Najważniejsza była i jest jednak niepowtarzalna atmosfera, co podkreślają byli i obecni współtwórcy rozgłośni akademickich.

– Chętnie wróciłabym do tego czasu, bo wtedy mieliśmy takiego niesamowitego ducha pracy zespołowej – wszyscy byliśmy szalenie zaangażowani w to, co robimy. I mimo tego, że byłam wtedy najmłodsza, czułam się jak w rodzinie. Później, kiedy próbowałam swoich sił
w „dorosłej” redakcji Radia Łódź, to już nie było to samo. Tak samo później w pracy
w Czwórce. Jeśli chodzi o umiejętności, to od czasu „UŁ na fali” już nie nauczyłam się nigdy tak wiele w tak krótkim czasie –
twierdzi Oliwia Olczyk.

Nie są to odosobnione opinie. Wychowankowie studenckiego radia z różnych pokoleń jednogłośnie zwracają uwagę na niezapomniany klimat tego miejsca. Rozgłośnie dla wielu były drugim domem. Miejscem spotkań, gdzie był czas zarówno na pracę, jak i zabawę.

– Najważniejsza była ta niesamowita atmosfera. Gwarantuję, że powiedzą Ci to
w Kiksie, Żaku i pewnie w każdym studenckim radiu. Niektórzy przychodzili do nas tylko po to, aby tam pobyć i porozmawiać. Bywało tak, że chociaż swój pokój miałem obok, nie wracałem do niego przez trzy dni. Jednocześnie był czas na kreatywne pomysły. Podczas tych spotkań nie tylko się bawiliśmy, ale i tworzyliśmy wartościowe treści, takie jak słuchowiska, które potem zdobywały nagrody. Niektórzy byli w radiu, by się czegoś nauczyć. Zrobili z tego potem sposób na życie, zostali dziennikarzami. Inni przychodzili, aby po prostu się wyluzować –
opowiada Wojciech Barczak, wieloletni reportażysta TVP, dziennikarz Tygodnika Angora, wychowanek ACR Kiks.

Łódź to wyjątkowe miejsce na mapie studenckich rozgłośni radiowych. Opowieść
o nich stanowi jedną z najpiękniejszych, choć momentami niepozbawionymi dramatyzmu, kart w historii aktywności studenckich. W eterze byli i są obecni reprezentanci Politechniki
i Uniwersytetu.

Najsłynniejsze Studenckie Radio Żak Politechniki Łódzkiej działa oficjalnie od 18 maja 1959 roku. Obecnie sygnał stacji można odbierać na falach ultrakrótkich, jak również za pośrednictwem internetu. Jego początki były niezwykle skromne radiowęzeł obejmował swym zasięgiem wyłącznie jeden akademik. Był także agendą Zrzeszenia Studentów Polskich. Z czasem dostęp do proponowanego programu zyskali mieszkańcy wszystkich domów studenckich osiedla, przez co radio stało się bardzo popularne wśród miejscowych żaków.
W 1974 roku odbył się pierwszy festiwal piosenki turystycznej YAPA, którego Żak był organizatorem. Dziś jest to jedno z największych i najważniejszych tego typu wydarzeń
w naszym kraju, a współpraca z rozgłośnią trwa do dziś. Przez ponad sześćdziesiąt lat istnienia Studenckie Radio Żak wychowało wielu przyszłych dziennikarzy lokalnych i ogólnopolskich. Wśród nich są tak znane nazwiska jak związani przede wszystkim z Programem Trzecim Polskiego Radia Marek Niedźwiecki, Janusz Deblessem, Marcin Pośpiech czy wieloletni dziennikarz Radia Zet (obecnie Polskie Radio) Andrzej Kocjan.

Marek Niedźwiecki w książce „Nie wierzę w życie pozaradiowe” tak wspomina czas spędzony w Studenckim Radiu Żak: Wolne od nauki chwile spędzałem w Radiu Żak. Nagrywałem audycje, puszczałem płyty – ABBY, Elvisa Presleya, Davida Bowiego, Genesis. Przeprowadzałem pierwsze wywiady. Wrastałem w radio. Czułem, że jestem we właściwym miejscu, w bezpiecznym świecie muzyki. Swoje wspomnienia z czasów działalności
w studenckiej rozgłośni dziennikarz z Szadku uzupełnia w kolejnej książce zatytułowanej „Radiota”. Możemy tu dowiedzieć się nie tylko o jego początkach w Żaku, ale i realiach funkcjonowania akademickich rozgłośni z dawnych lat: Gorsze było studio spikerskie, bo wygłuszone wytłoczkami do jajek. To akurat dobry pomysł – wytłoczki załamywały dźwięk, nie było efektu studni dźwiękowej, tylko ciepłe brzmienie normalnego radia, ale nie było to rzecz jasna profesjonalne. Oczywiście największy problem mieliśmy z tym, że taśmy się zrywały, bo graliśmy na nich audycje w nieskończoność. Mikrofony też nie brzmiały dobrze. Jednak dla mnie to było po prostu Radio przez duże R – bez znaczenia, że nadające zaledwie dla kilku akademików.

Te wspomnienia z jednej strony ukazują, że trudno mówić o pełnym profesjonalizmie studenckiego radia, przynajmniej od strony technicznej. Z drugiej udowadnia, że działalność
w Żaku pozwoliła rozwinąć pasję i poznać tajniki pracy radiowej od środka, co z pewnością okazało się bezcenne w pracy w Radiu Łódź, a następnie Programie Trzecim Polskiego Radia. Można pokusić się o stwierdzenie, że właśnie przez wszystkie ograniczenia techniczne
i przeciwności dawniej sztuka radiowa wymagała jeszcze większego skupienia i perfekcji.

– Kiedyś taśmy się cięło fizycznie. Dosłownie. Wszystkie oddechy, przecinki, pomyłki. Jak raz uciąłeś, to nie było powrotu. Nie tak jak obecnie, gdzie w komputerze możemy cofnąć każdą złą decyzję. Ja doszedłem do tego stopnia maestrii, że jak łączyłem kilka różnych utworów, to nikt nie widział, kiedy się kończył jeden, a zaczynał drugi – wspomina Wojciech Barczak.

Uniwersytet Łódzki także mógł się pochwalić własną rozgłośnią. Akademickie Centrum Radiowe Kiks, znane również po prostu jako Radio Kiks (nie mylić z utworzoną później komercyjną stacją o tej samej nazwie), dziś jest już niestety tylko pięknym wspomnieniem. Radio działało przez blisko ćwierć wieku, w latach 19721997. Jego siedziba mieściła się
w jednym z akademików na słynnym osiedlu studenckim Lumumbowo. Studenci współtworzący Kiksa mogli nie tylko zaznajomić się ze sztuką pracy radiowej, ale i aktywnie uczestniczyć w organizacji wielu przedsięwzięć i wydarzeń kulturalnych, takich jak np. juwenalia. Niestety, po dwudziestu pięciu latach istnienia podjęto decyzję o likwidacji rozgłośni. W opowieści filmowej Justyny Kowalewskiej „Zaginione taśmy Kiksa” wychowankowie ACR Kiks nie bez żalu mówią wprost, że z dnia na dzień postanowiono nie tylko zamknąć radio, ale i zniszczyć cały dorobek intelektualny stworzony przez 25 lat istnienia stacji, w tym wartościowe reportaże, słuchowiska i inne świadectwa obecności w eterze. Na szczęście, niemal w ostatniej chwili, część taśm udało się uratować. Ogromna w tym zasługa dziennikarza „Tygodnika Angora” Wojciecha Barczaka, który na wieść o likwidacji nagrań postanowił je schować. Zachowały się m.in. relacje z pamiętnych festiwali piosenki studenckiej „Łódźstock”, gdzie pojawiały się takie gwiazdy jak Marek Grechuta, Grzegorz Turnau, Przemysław Gintrowski czy Maciej Zembaty.

W Kiksie także zaczynało wielu cenionych dziennikarzy, takich jak obecny poseł na sejm i komentator sportowy Tomasz Zimoch, wspomniany dziennikarz „Tygodnika Angora”
i wieloletni współpracownik „Magazynu Ekspres Reporterów” TVP2 Wojciech Barczak, do niedawna związana z Programem Trzecim Polskiego Radia mistrzyni reportażu Roma Leszczyńska i właściciel „Angory” Mirosław Kuliś. Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji o znanym zespole Big Cyc, którego początki są mocno związane z Lumumbowem i samym Kiksem. Członkowie zespołu poznali się i stworzyli grupę, gdy byli mieszkańcami jednego
z domów studenckich (nr II Balbina). Krzysztof Skiba był częstym gościem (nie)zapomnianego ACR Kiks.

Obecność rozgłośni studenckich w jednym mieście, z ramienia Politechniki Łódzkiej oraz Uniwersytetu Łódzkiego, jak można się domyślić, wiązała się z istnieniem niepisanej rywalizacji. Na szczęście wszystko odbywało się na zdrowych, uczciwych zasadach.

– Była taka nieustanowiona, choć odczuwalna granica między Żakiem a Kiksem. Dziś aż trochę niezręcznie o tym opowiadać. Żak miał o wiele dłuższą tradycję, ale my, jako studenci Uniwersytetu, humaniści, chcieliśmy tworzyć lepsze radio. Rywalizacja ta była widoczna szczególnie podczas ogólnopolskich konkursów studenckich audycji radiowych. Każda stacja przysyłała swoje materiały. Później sprawdzaliśmy, kto zdobył więcej nagród – my czy oni. Sukces polegał w głównej mierze na tym, ile audycji przegrano do radia, a nie kto zdobył pierwszą nagrodę. W końcu, któregoś razu, spotkaliśmy się z Mariuszem Woźniczką, który był wtedy szefem w Żaku, i podaliśmy sobie ręce. Zdawaliśmy sobie sprawę, że Łódź jest miastem akademickim, które zasługuje na silne, wolne media studenckie. Wymyśliliśmy więc, że na zmianę radiowcy z Kiksa będą przyjeżdżać do Żaka prezentować swoje audycje i na odwrót – opowiada Wojciech Barczak.

Studenckie radio wiąże się również z siłą przekazu i misją. Działając w akademickiej rozgłośni, można nie tylko pomóc sobie, ale i innym, także w sprawach poważnych. Studenci tworzący ACR Kiks przed laty nagłośnili sprawę zaginięcia pewnego chłopca na terenie Łodzi i pomogli w jego odnalezieniu. Radiowcy nie tylko informowali o sprawie na antenie, ale i brali czynny udział w poszukiwaniach. Dziecko przebywało w mieszkaniu nieznajomej kobiety. Ostatecznie, całe i zdrowe, wróciło do domu.

Odkąd zlikwidowano Radio Kiks w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, studenci Uniwersytetu Łódzkiego niestety nie doczekali się własnej rozgłośni. Nie oznacza to jednak, że wśród żaków z UŁ nie ma młodych ludzi zakochanych w radiu. Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, w 2011 roku powstała inicjatywa pod nazwą Akademickie Radio UL. Przez lata przybierała ona różne formy – od nagrywanych podcastów tematycznych i audycji na żywo udostępnianych w internecie, aż wreszcie po własną, blisko godzinną audycję na antenie Radia Łódź. Najbardziej doświadczeni studenci mieli niepowtarzalną okazję, by raz w tygodniu wcielić się w prowadzących i na żywo porozmawiać z zaproszonymi gośćmi na tematy związane z życiem uczelni. Audycja znajdowała się w ramówce lokalnej rozgłośni pod nazwą „Uniwersytet Łódzki na fali”.

Audycje na żywo charakteryzowały się zupełnie inną specyfiką niż te nagrywane
w formie podcastów. Miałem niepowtarzalną okazję, by potrenować swój warsztat
i wypracować w sobie zupełnie inne umiejętności, które przydają się do dziś. Najmilej wspominam tę adrenalinę, która towarzyszyła mi na kilka sekund przed wejściem na antenę.
Z radia nigdy się nie wyrasta. Ono pozostaje w sercu. A umiejętności miękkie, które nabywamy podczas pracy w radiu studenckim, okazują się pomocne w przyszłości. Nawet jeśli realizujemy się w nieco innej branży
przekonuje Krzysztof Boczek.

W „Uniwersytecie Łódzkim na fali” prezentowano także reportaże i inne materiały dźwiękowe przygotowane przez członków Akademickiego Radia UL. Ta trwająca niemal dekadę inicjatywa jedynie potwierdza, że studenci Uniwersytetu Łódzkiego potrzebują radia
i chcą również być obecni w eterze. Kilkoro wychowanków „Ula” również pracowało lub pracuje w lokalnych lub ogólnopolskich rozgłośniach i redakcjach.

Działalność w radiu akademickim stanowi doskonały przykład niezwykle wartościowej aktywności studenckiej. Przygody, która może pomóc w rozpoczęciu pracy w mediach lub rozwinąć umiejętności przydatne także w innych kierunkach zawodowych. Łódź to wyjątkowe miejsce w historii rozgłośni studenckich. Długa tradycja związana z obecnością żaków w eterze jest podtrzymana do dziś. Wpływ mają na to również głośnie nazwiska, takie jak Marek Niedźwiecki i Tomasz Zimoch, które na wielu działają jak magnes. Postrzegane są również jako wzorzec i doskonały przykład na to, że radio studenckie może być pierwszym poważnym przystankiem na drodze do kariery. Przystankiem lub miłym wspomnieniem, bo jak już zostało powiedziane wyżej, człowiek wyjdzie z radia, ale radio z człowieka nigdy.

Potwierdza to również wychowanek Radia UL i autor tej publikacji. Do usłyszenia.

Zaufali nam

© 2021 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP