Nowy rok bez postanowień?
Przejść na dietę, rzucić palenie czy zapisać się na siłownię? O tym, czy planowanie tego, co zrealizujemy w nowym roku, ma sens z dr Teresą Sikorą, psychologiem z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Agnieszka Niewińska

‒ W ubiegłym roku na kilka dni przed sylwestrem wybrałam się do klubu fitness. Do recepcji stała taka kolejka, jakiej przez cały rok nie widziałam. Nie wynikała z awarii sprzętu. To były tłumy tych, którzy chcieli się zapisać w ramach noworocznych postanowień. Dlaczego z nowym rokiem postanowimy odmienić swoje życie?

‒ W dużej mierze bierze się to z socjalizacji. Uczymy się, że jest czas czynienia postanowień i czas ich realizacji. Kalendarz obowiązuje wszystkich i jest wyraźną cezurą czasową. To właśnie z końcem roku w umysłach tworzymy pewną logikę: coś się kończy, coś ulega podsumowaniu. Należy więc dokonać planów, które będą uwzględniały wyniki tego podsumowania, wytyczyć nowe cele. Zwiększa się liczba osób, które czynią takie noworoczne plany – postanawiają więcej ćwiczyć, przeczytać określoną liczbę książek czy wreszcie ułożyć sobie życie. To swego rodzaju paradoks, bo z jednej strony – zgodnie z tym jak nazwał to Zygmunt Bauman – mamy świat płynnej nowoczesności, a z drugiej usiłujemy coraz bardziej drobiazgowo kontrolować nasze życie. Ruszać nie możemy się już w tempie wyznaczanym przez obowiązki dnia codziennego. Trzeba zaplanować, że tyle razy będziemy pracować nad własnym umysłem, nad własnym ciałem, w związku z czym zakładamy, że będziemy np. chodzić na siłownię określoną liczbę razy w tygodniu.

To właśnie z końcem roku w umysłach tworzymy pewną logikę: coś się kończy, coś ulega podsumowaniu.

‒ Tylko że postanowienia szybko idą w kąt. Stan nadzwyczajny w moim fitness clubie trwał może dwa tygodnie. Potem po kolejkach nie było śladu. Dlaczego?

‒ Bo najprzyjemniejsze jest planowanie. Pracujemy wówczas na wyobraźni, myślimy sobie, jak będziemy ćwiczyć, nabierać masy mięśniowej, szczupleć w oczach. Kiedy już jednak dochodzi do realizacji, to pojawiają się dwie charakterystyczne cechy, które nie są wartościowane wysoko w dzisiejszych czasach. Jedna z nich to wysiłek, a druga to konsekwencja. To wiąże się z czymś, co w psychologii nazywamy niechęcią do zmian i nieumiejętnością odraczania gratyfikacji. Nagrodę chcemy mieć już, natychmiast, na wyciągnięcie ręki. Współczesny świat przyzwyczaił nas do takiej natychmiastowej gratyfikacji. My nawet nie zauważamy tego, że jeśli chcemy mieć więcej światła, to włączamy lampę, a kiedyś to przecież było niemożliwe. Nawet jeśli chcemy zmienić cykl fizjologiczny, to bierzemy odpowiedni preparat i ten cykl zmieniamy. Mamy możliwość natychmiastowego korzystania z tego, na co mamy ochotę. Tymczasem choćby te przykładowe ćwiczenia, żeby dawały wyobrażony efekt, muszą być długotrwałe, konsekwentnie realizowane, wiążą się z wysiłkiem. To sytuacja podobna do tej, kiedy musimy się czegoś nauczyć. Zaczynamy zbierać długopisy, ołówki. Układamy je na biurku, ostrzymy je…

W postanowieniach najprzyjemniejsze jest planowanie, bo pracujemy wówczas na wyobraźni.

‒ Zaraz się okazuje, że pranie trzeba nastawić.

‒ I że bez herbaty się nie da, a może jeszcze warto cieplejsze kapciuszki założyć, bo od podłogi ciągnie. Ostatecznie okazuje się, że zaczyna nam brakować czasu na naukę. Takie zachowanie nazywamy prokrastynacją – to odraczanie niemal w nieskończoność czynności koniecznych. Pojęcie to jest coraz częściej przywoływane, bo – żeby użyć języka Freuda – jest czymś w rodzaju naszego naturalnego mechanizmu obronnego przed dużą ilością bodźców, która do nas dociera. I być może z tymi postanowieniami jest podobnie. Na etapie wyobrażenia one są przyjemne, ale w konkretnej życiowej sytuacji – kiedy mamy naukę, pracę, znajomych, rodziców, dzieci – konieczność wyjścia na siłownię przestaje być tak łatwa, jak nam się wydawało. W sytuacji, kiedy świat przekonuje nas do tego, że w życiu powinno być nam głównie przyjemnie, jeśli przyjemność nie jest całkowita, hedonistyczna, to nam się po prostu nie chce.

1

‒ Jeśli chcemy w życiu iść do przodu, to musimy postanawiać: że nauczymy się nowego języka, jazdy na rolkach, odwiedzimy ten czy inny kraj. Co zrobić, żeby te postanowienia były skuteczne? Mniej postanawiać, wybrać inny niż nowy rok moment?

‒ Tutaj ścierają się dwie nawet nie tyle szkoły, co ideologie. Wedle jednej należy poznać samego siebie – zorientować się, co jest moją wewnętrzną motywacją, co leży w zakresie moich możliwości, umiejętności, pragnień, do czego nie trzeba mnie zewnętrznie motywować, za co nie trzeba mi płacić, co robię tylko dlatego, że lubię, nawet jeśli nie wiąże się to jedynie z przyjemnością. Można by powiedzieć w skrócie: rozeznaj się w sobie człowieku. Drugie podejście to ideologia racjonalnego postępu, która mówi nam: musisz siebie formatować, rozwijać, kształcić. Wszystkiego można się nauczyć, musisz sobie tylko uświadomić, że to jest do zrobienia. Ta ideologia nakazywałaby nam planować i trzymać się tych planów. W zależności od tego, co jest nam bliższe, tak będziemy postępować.

Niezależnie jednak od tego, którą drogę się wybiera, trzeba przypisać jakąś wartość nie tylko celowi, ale i samej aktywności, bo w przeciwnym razie możemy nie wytrwać w postanowieniu. Wszyscy to jakoś intuicyjnie wiemy, dlatego dzielimy zadanie na mniejsze etapy. Przy uzależnieniu na przykład mówimy sobie: wytrwaj pięć minut, a jak masz sukces, to teraz wytrwaj sześć minut. U źródeł musi być świadomość tego, co chcę osiągnąć, co mi jest potrzebne i czy właśnie w takiej formie jak to planuję. Oczywiście można chodzić na siłownię, ale można też sprzątać mieszkanie – froterować podłogi, myć okna. Tyle że sprzątanie jest mniej spektakularne i mniej społecznie akceptowalne. To siłownia wyznacza nasz status społeczny, pokazuje np. że nas na to stać.

‒ To może w ogóle nie poddawać się społecznemu trendowi noworocznych postanowień?

‒ Wszystko zależy od konkretnej osoby. Chociaż nie możemy zapominać, że człowiek jest istotą społeczną. Tworzymy normy społeczne. Współcześnie jest to także wyglądanie fit, dbanie o siebie, korzystanie z siłowni. I tu wracam do tego, o czym już mówiłam. Trzeba zastanowić się, co jest naszym celem, jakie mamy środki do jego realizacji. Jeśli jest nim bycie akceptowanym w grupie, w razie konieczności uzyskanie pomocy od innych jej członków, oferowanie im swojej pomocy, to muszę się zastanowić, co mam do zaoferowania i co inni mogą mi zaoferować. Jeśli jestem omnibusem, to być może nikt nie będzie mnie rozliczał z tego, jak bardzo mam rozwinięty mięsień trójgłowy. Natomiast jeśli nie mam nic innego do zaoferowania – nie umiem śpiewać, tańczyć, opowiadać dowcipów, sprawiać, by ludzie w moim towarzystwie czuli się dobrze – to może chodzenie na siłownię i bycie fit jest jedynym moim narzędziem. Wszystko zależy od tego, jakie mamy zasoby, co pomoże nam osadzić się w świecie społecznym.

‒ Dla wielu koniec roku to czas nie tyle postanowień co frustracji, że znów nie udało się zrealizować tych z ubiegłego roku.

‒ Koncentracja na tym, co uznajemy za własne niepowodzenie, niedoskonałość jest silnie frustrująca. Mamy poczucie, że nie umiemy kontrolować własnego życia, a w dzisiejszym świecie mamy być przecież kowalem własnego losu. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że oprócz nas samych jest wiele innych czynników, które wpływają na nasze życie. My jesteśmy tylko jednym z elementów, a często zachowujemy się tak, jakbyśmy byli tym jedynym. Jak coś się nie udało, to postrzegamy to wyłącznie jako naszą winę. To rozeznanie naszych potrzeb, pragnień, celów jest właśnie po to, żebyśmy nie musieli o sobie źle myśleć. Rozeznaj siebie i ustaw sobie poprzeczkę na takim poziomie, który nie będzie zaczerpnięty z życia kogoś innego, z doświadczenia kogoś innego, bo jedynie się sfrustrujesz.

‒ Czyli co? Zanim ustawisz się w kolejce do fitness clubu albo ogłosisz na Facebooku, że w tym roku przeczytasz 365 książek, zastanów się, czy w ogóle tego potrzebujesz?

‒ Przychodzi mi do głowy mało naukowe powiedzenie: nie ucz świni śpiewać, bo i świnię zmęczysz, i siebie zdenerwujesz. Druga refleksja jest już jednak silnie związana z psychologią. Zanim staniesz w kolejce przed fitness clubem, zastanów się, gdzie jest źródło twoich pragnień i do czego ma ci to służyć. Pomyśl, czy w ogóle to jest to miejsce, w którym powinieneś stać.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP