Nie wierzcie w prognozy
Z przyszłością jest taki sam problem jak z pogodą. Drobniutki element, powiedzmy owe słynne skrzydełka motyla w puszczy amazońskiej, może okazać się źródłem wielkich, niespodziewanych przemian.
Z przyszłością jest taki sam problem jak z pogodą. Drobniutki element, powiedzmy owe słynne skrzydełka motyla w puszczy amazońskiej, może okazać się źródłem wielkich, niespodziewanych przemian. - Idzie koniec roku, to weź napisz coś o przyszłości – polecił mi redaktor naczelny pisma „Koncept”. Ha! Łatwo mu mówić! Bo kiedy moje prognozy okażą się bzdurami (jak to prognozy), nie on będzie skompromitowany, tylko ja. To w ogóle niesamowite, że ktoś ma jeszcze odwagę przewidywać. Lista osób, którym przyszłość dała lekcję pokory jest imponująca. Począwszy od tego gostka, który przewidywał za czasów drugiego Cesarstwa, iż życie w Paryżu w XX wieku będzie nie do zniesienia z powodu grubej warstwy końskiego łajna; przez czczonego w Polsce Zbigniewa Brzezińskiego wróżącego w latach 80. poprzedniego stulecia długi żywot Związkowi Radzieckiemu; aż po wielbionego powszechnie intelektualistę Francisa Fukuyamę, który w 1989 roku ogłosił koniec historii. W międzyczasie byli jeszcze futurolodzy głoszący  nadejście globalnego głodu i przeludnienia oraz analitycy banku Goldman Sachs, którzy sporządzili pod koniec 2009 roku listę najlepszych okazji inwestycyjnych na 2010 r. Wszystkie przyniosły stratę.
Trzeba być zatem albo durniem albo powszechnie szanowanym autorytetem, by zerkać za węgieł teraźniejszości. Na durnia i tak nikt nie zwróci uwagi, a Brzezińskiemu czy Fukuyamie głoszone przez nich brednie nie zaszkodziły w karierze i utrzymaniu statusu wszechwiedzącej wyroczni. Mistrzowie.
Trzeba być zatem albo durniem albo powszechnie szanowanym autorytetem, by zerkać za węgieł teraźniejszości. Na durnia i tak nikt nie zwróci uwagi, a Brzezińskiemu czy Fukuyamie głoszone przez nich brednie nie zaszkodziły w karierze i utrzymaniu statusu wszechwiedzącej wyroczni. Mistrzowie. Z przyszłością jest taki sam problem jak z pogodą. Drobniutki element, powiedzmy owe słynne skrzydełka motyla w puszczy amazońskiej, może okazać się źródłem wielkich, niespodziewanych przemian. Doskonałą ilustracją tego, jak wielkie znaczenie dla przyszłości może mieć mała pierdołka, jest Australia i miłość Brytyjczyków do polowań na lisa. Otóż angielscy koloniści czuli się na antypodach obco, postanowili więc sprowadzić z ojczyzny lisy, żeby mieć za kim uganiać się na nogach. Lisy nie bardzo miały jednak czym się żywić, więc postanowiono w Australii osiedlić także króliki. Jak wiadomo, doprowadziło to do straszliwej katastrofy ekologicznej i jeszcze dzisiaj farmerzy walczą z tymi pluszakami mniej więcej tak, jak Amerykanie z Vietkongiem (napalmem i ciężkim sprzętem). Namierzone nory królicze niszczy się buldożerami i dynamitem, ale skutek jest podobny do tego w Wietnamie. To znaczy niezbyt duży. Zdesperowani farmerzy i rząd sięgają ostatnio po broń bakteriologiczną i aplikują sympatycznym stworkom wirusa zwanego calicivirus. Na poprzednią chorobę myxomatosis cwane króliki już się uodporniły. Jednak najciekawsze w całej króliczej kwestii jest to, że osadzenie tych zwierzaków w Australii było bardzo trudne. Pierwsze cztery próby zakończyły się niepowodzeniem. Sympatyczne stworzonka wyginęły w morderczym klimacie i szczękach psów dingo. Powiodło się dopiero piąte podejście, gdy puszczono na wolność specjalne sprowadzone dzikie króle z Hiszpanii. Australijczycy niesamowicie się napracowali, żeby sprowadzić na swą ziemię nemezis. Biedacy, zupełnie nie byli w stanie przewidzieć konsekwencji własnych poczynań i śmiem twierdzić, że pod tym względem zbytnio się od nich nie różnimy. Ile przecież wysiłku włożono w to, żeby wywołać kryzys na rynku amerykańskich nieruchomości, który – dzięki radośnie budowanej globalnej wiosce – rozlał się na cały świat. Zatem ja absolutnie nie podejmuje się wieszczyć. Jeśli ktoś jednak bardzo chce zerknąć w przyszłość, polecam książki Georga Friedmana „Następne 100 lat” i „Następna dekada”. Bardzo przekonujące. Tak bardzo, że nie mogę się doczekać, kiedy okażą się funta kłaków warte. Igor Zalewski

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP