Netflix sam nie przyjdzie
Pewnego razu, mniej więcej 150 lat temu, na Dzikim Zachodzie grupa awanturników wyruszyła zimą w indiańskie góry w poszukiwaniu złota. Jeden z uczestników, widząc, z kim ma do czynienia i jak to się zapewne skończy, zawrócił konia i się wycofał. Cała reszta zginęła pod śnieżnymi lawinami. Tym, który wrócił, był Sygurd Wiśniowski, nasz rodak.

Wiśniowski wcześniej poszukiwał złota w Australii i otaczających ją wyspach. Cudem uchodził żywo z katastrof statków, towarzyszył królowi Fidżi podczas jego koronacji, w pasjonujący i mądry sposób pisał o losie tępionych przez białych Aborygenów, rozsądnie o amerykańskich Indianach, pokazując okrucieństwo zarówno ich, jak i okrucieństwo tych, którzy przychodzili na ich miejsce. Postać fascynująca i – co dosyć mnie zaskoczyło – do niedawna o niej nie słyszałem albo o niej zapomniałem, co na jedno wychodzi. O panu Sygurdzie i jego pasjonującym życiorysie przypomniał mi historyk Mateusz Będkowski w swojej książce „Polscy poszukiwacze złota”. Postaci podobnych do Wiśniowskiego, z których każda nadawałaby się na bohatera netflixowskiego serialu, i to w wielu seriach, jest tam więcej. Ja z nich wszystkich mniej więcej kojarzyłem losy Edmunda Strzeleckiego, tego, któremu zawdzięczamy nazwanie najwyższego szczytu Australii Górą Kościuszki, i oczywiście Henryka Sienkiewicza. Reszta postaci była dla mnie praktycznie nieznana.

To dość dziwne, że Polacy – tak lubiący rozmawiać o swojej historii i niby tak nią żyjący, w czasach kiedy na dobrej historii robi się i kasę, i politykę – nie potrafią tych postaci sprzedać i spopularyzować, bo, co więcej, sami o nich nie pamiętają. Ktoś powie – nie byli Amerykanami, więc nie mają szans. Możliwe, ale Ragnar Lodbrok i El Chapo też nie byli. Dziś sztuka polega raczej na tym, by stworzyć efektowną historię, którą można ciągnąć w kolejnych seriach. Historia Wiśniowskiego nie potrzebuje nawet ubarwiania. Wystarczy wspomnieć, że amerykańskie Góry Czarne (starszym znane z książek niejakich Szklarskich) poznawał u boku słynnego generała Custera. Powstają rozmaite fundacje, działają agendy ministerialne, a nie można nakręcić porządnego filmu choćby o rotmistrzu Pileckim, którego życiorys, nawet pod kątem czysto przygodowym, jest zdecydowanie ciekawszy niż losy niemieckiego przemysłowca Schindlera, który „ratował” Żydów, bo potrzebował przymusowych robotników.

Gdy wpisałem w wyszukiwarkę Google’a „Sygurd Wiśniowski”, wyszło mi około 3 tysięcy wyników, w tym krótka notka w Wikipedii, z której wynika, że cenili go Sienkiewicz i Konopnicka. Facet miał prawdopodobnie żywot równie ciekawy albo ciekawszy od Jacka Londona. Jest niemal kompletnie zapomniany. Churchill mówił, że historia będzie dla niego łaskawa, bo sam ją napisze. My powinniśmy chyba tę historię nie tylko sprawnie opisywać, ale i sprzedawać.


(not. ES)

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP