Najsłynniejszy piłkarz, który… nie istnieje
Na temat jego potencjalnego transferu moralizatorską mowę wygłosił przed kamerami Pep Guardiola. Kontrakt reklamowy podpisała z nim Coca-Cola. Gdy został piłkarzem Realu Madryt, klub poinformował o tym na swojej stronie internetowej i zaczął sprzedawać koszulki z jego nazwiskiem w oficjalnym klubowym sklepie. W obecnych czasach kompletnego wariactwa a punkcie futbolu nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Alex Hunter, bo o nim mowa, to piłkarz, który tak naprawdę… nie istnieje.

Adetomiwa Edun urodził się w nigeryjskim Lagos. Właściwie nazywa się Babatunde Adetomiwa Stafford Edun. Niektórzy mówią do niego po prostu „Tomiwa”. Wikipedia nie jest pewna, ile konkretnie „Tomiwa” ma lat. Prawdopodobnie przyszedł na świat w 1984 roku. Niezależnie od tego, czy jest 34-, czy może już 35-latkiem, w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka, radzi sobie całkiem nieźle.

Kiedyś grał Romeo na deskach Shakespeare’s Globe Theatre. Ostatnio zaliczył kilka epizodów w filmach i serialach. Między kolejnymi próbami i wizytami na planach zaglądał do siedziby Electronic Arts. Tam obwieszano go dziesiątkami czujników, stawiano przed kamerą na tle green screena i kazano odgrywać wymyślne scenki. Nagrywał też rozpisane wcześniej przez scenarzystów wypowiedzi. Czasem miał towarzystwo. Pewnego razu na planie pojawił się Cristiano Ronaldo.

Kariera z dziecięcych marzeń

Adetomiwy Eduna nie zna niemal nikt. W metrze czasem zaczepią go ze względu na znajomo wyglądającą twarz. Ta sama twarz po odpowiedniej komputerowej przeróbce zdobi wirtualny model Alexa Huntera – postaci stworzonej na potrzeby kolejnych gier z piłkarskiej serii „FIFA”.

Hunter miał być eksperymentem. Jest głównym bohaterem serii „trybu fabularnego”, który pojawił się w futbolowej, hitowej grze kolejno w edycjach na 2017, 2018 i 2019 rok. Postać, której stworzeniu swoim głosem i fizjonomią posłużył „Tomiwa”, miała dać graczom nowe możliwości i pozwolić im poczuć się jakby sami realizowali swoje dziecięce sny o zostaniu najlepszym piłkarzem globu.

Alex Hunter to prawdopodobnie pierwsza postać na świecie, która mimo iż nie istnieje wspiera akcje charytatywne

W „trybie fabularnym” możemy obserwować losy Huntera, pomagać mu podejmować kluczowe dla piłkarskiego rozwoju decyzje i rozgrywać „w jego imieniu” kolejne spotkania. Utalentowany zawodnik spotyka na swojej drodze kolejne wielkie gwiazdy, trafia do coraz lepszych klubów i zyskuje coraz większą popularność. To ostatnie tyczy się jednak nie tylko świata wirtualnego, a również tego rzeczywistego wymiaru.

Sukces z krainy absurdu

Zaznaczmy raz jeszcze – Alex Hunter to fikcyjna postać stworzona na potrzeby gry. Istnieje tylko w świecie wirtualnym. Jest piłkarskim odpowiednikiem Lary Croft czy Maxa Payne’a. Warto przeczytać sobie to zdanie w głowie kilkakrotnie, żeby zdołało wybrzmieć, zanim zaprezentowane zostanie kilka faktów, stanowiących perfekcyjny dowód na absurdalność otaczającej nas rzeczywistości.

W 2017 roku Alex Hunter został jednym z ambasadorów Coca-Coli. W grze „FIFA 18” został zaczepiony na stadionowym korytarzu przez młodego chłopca (oczywiście również wirtualnego), który wręczył mu puszkę z popularnym napojem, po czym delektował się jego smakiem przez kilka dobrych sekund. Potem, już w pełni realnym świecie, podobizna Huntera wylądowała na etykietach Coca-Coli, tak jak wcześniej zdjęcia m.in. Roberta Lewandowskiego. Koncern zapłacił za to olbrzymie pieniądze.

1

W sierpniu 2018 roku Real Madryt umieścił na swoich oficjalnych profilach w mediach społecznościowych nagranie, w którym z hasztagiem #WelcomeAlex powitał swojego nowego zawodnika. Do wpisu załączone było nagranie, w którym największe klubowe gwiazdy, bez cienia zażenowania, witają w drużynie nowego kolegę (rok wcześniej, w podobny sposób, Alexa witało Los Angeles Galaxy). We wpisie na Twitterze nie zapomniano też o oznaczeniu nowego nabytku. Ach tak, by nie zapomnieć – Alex Hunter, wirtualna postać z gry „FIFA”, posiada swoje konto na tym portalu. I dzieli się na nim swoimi przemyśleniami z kibicami. Obserwuje go ponad 70 tysięcy osób.

A jeśli już o Twitterze mowa – Alex Hunter promuje na nim nowe modele butów Adidasa. Wirtualna postać. Prawdziwe, dostępne w rzeczywistych sklepach buty. Na szczęście nie jest to reklama zbyt nachalna, bo Hunter, jak na wielką gwiazdę futbolu przystało, wie, że posty sponsorowane należy przeplatać na przykład z komentarzami dotyczącymi występów jego kolegów po fachu. O ile wirtualna postać może nazwać tak realnych piłkarzy rozgrywających realne spotkania. O ile wirtualna postać w ogóle może coś „nazywać”.

Wirtualny piłkarz stał się idolem i podkrada kontrakty reklamowe Messiemu, Ronaldo czy Lewandowskiemu

Nie czepiając się jednak słownictwa – Hunter, jak każdy sportowy celebryta, wie, że część zarobionego szmalu warto poświęcić na pomaganie innym. I tak, 5 października 2018 roku, wirtualny piłkarz dołączył do dobroczynnej inicjatywy Common Goal. Tym samym stał się prawdopodobnie pierwszą postacią na świecie, która, mimo iż nie istnieje, wspiera akcje charytatywne. – Naprawdę wierzę w to, co Common Goal chce osiągnąć, więc zdecydowałem, że przekażę 1% mojej rocznej pensji na tę akcję – powiedział nawet w specjalnie przygotowanym filmiku. Na szczęście, zanim zbyt wiele osób zaczęło zastanawiać się, czy przelew zostanie wykonany w eurogąbkach czy może simoleonach, Electronic Arts przesłało 200 tys. dolarów na konto organizacji, która zainicjowała całą akcję i zamknęło usta krytykom. Nie czyniąc jednak wcale sytuacji, w której piłkarski odpowiednik Kaczora Donalda zaczyna wspierać piłkarski odpowiednik Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, mniej absurdalną.

Zagrożenie z filmów SF

Fakt, że rywalizację o to, kto najlepiej radzi sobie, grając w Counter Strike’a czy League of Legends, nazywamy od pewnego czasu sportem (na razie z przedrostkiem „e-”), zaakceptowaliśmy bez wielkich buntów. Żeby osiągnąć sukces w tej dziedzinie, rzeczywiście trzeba popracować nad wydolnością, móc pochwalić się zmysłem taktycznym i świetną szybkością reakcji. Podziwiamy gości, którzy naprawdę ciężko trenują, żeby zabijać swoich wirtualnych przeciwników szybciej niż „miernik zdrowia” sterowanej przez nich postaci zaświeci się na czerwono.

Sytuację, w której obiektem westchnień jest jednak wyimaginowany sportowiec, stworzony wyłącznie na potrzeby gry, pojąć jednak zdecydowanie trudniej. To nie przypadek zachwytu piękną Larą Croft czy nieugiętym Johnem Marstonem z hitowego „Red Dead Redemption”. W ich przypadku zestawiamy ich na każdym polu z innymi fikcyjnymi bohaterami. Carl Johnson z „GTA San Andreas” może fascynować nas bardziej od Vincenta Vegi z „Pulp Fiction”. W sytuacji tej nie będzie niczego zdumiewającego. John Travolta Vegę może odgrywać w reklamie – nic dziwnego, granica nie zostanie naruszona. Gdy jednak wirtualny piłkarz staje się idolem w kategorii „sportowiec” i kontrakty reklamowe podkrada Messiemu, Ronaldo czy Lewandowskiemu, powinniśmy zastanowić się, czy to już nie czasem żółte światło przed czymś realnie niebezpiecznym.

Tworzymy sobie idoli. Dotychczas głównie wśród ludzi, kreując celebrytów w kilka krótkich chwil, by później, jeszcze szybciej, strącić ich z piedestału. Alex Hunter to jednak celebryta innego poziomu, stworzony z zamysłem przez programistów. Spisanych i zekranizowanych historii, w których istoty obdarzone sztuczną inteligencją przejmują władzę nad światem siłą, widzieliśmy już co nie miara. Okazuje się jednak, że obiektem kultu mogą stać się nawet nie kiwając palcem. I właściwie nawet nie trudząc się o posiadanie jakiejkolwiek inteligencji. Będąc jedynie programistycznym kodem zapisanym w jednej z kolejnych komputerowych gier.

A może przesadzamy i powinniśmy z historii Huntera czerpać przyjemność? Wszak w kolejnej edycji „Tańca z gwiazdami”, u boku – powiedzmy: hologramu Marilyn Monroe, pewnie poradziłby sobie całkiem nieźle. Kto bogatemu zabroni? Skoro uczestników show dostarcza nam technologia, my możemy skupić się na sprawdzonej roli widza. Nie zapomnijmy tylko czasem przypomnieć sobie, która z rzeczywistości jest tą wirtualną.


Przeczytaj artykuł:

Kabaddi – indyjski berek z rangą mistrzostw świata

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP