Myśli społeczne i gospodarcze Prymasa Stefana Wyszyńskiego
Pandemia COVID-19 wpłynęła na wiele obszarów życia gospodarczego i społecznego. Z jej powodu przełożono też uroczystość beatyfikacji Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zwanego Prymasem Tysiąclecia. Zamiast czerwcowego letniego słońca wydarzeniu będzie zapewne towarzyszyło łagodne światło jesieni. Sam proces beatyfikacji trwał… 30 lat.

Ale to nie procesowi beatyfikacji zostały oddane te szpalty „Konceptu”. Przyjrzyjmy się samemu Prymasowi Tysiąclecia: jego życiu, działalności, postawie, dorobkowi. Zrobimy to poprzez pryzmat oddziaływania na młodzież, na życie intelektualne, na idee, które podniosły liczne środowiska w czasie jego posługi prymasowskiej. Częstokroć były to środowiska opozycyjne. Prymas wcielał w życie katolicką naukę społeczną – w jakże zmieniającej się zasadniczo rzeczywistości. To z niej wyprowadzał ocenę sytuacji gospodarczej i społecznej, w niej upatrywał szansy na tworzenie warunków do takiego funkcjonowania człowieka,w których godność i wolność zajmować będą naczelne miejsca.

ŚWIADEK EPOKI

Patrząc na Prymasa Wyszyńskiego, nie można abstrahować od epoki, w której przyszło mu żyć. Należał do tej wielkiej generacji Polaków, którzy urodzili się jeszcze pod zaborami, a młodość zastała ich już w niepodległej Polsce. Należał do tego pokolenia, które angażowało się organizacje młodzieżowe, takie jak harcerstwo, zakazane i zwalczane brutalnie przez carską administrację. Prymas dorastał na styku Mazowsza i Podlasia, w okolicach Zuzelii Andrzejewa, gdzie naturalnie ukształtował się w nim szacunek dla ciężkiej ludzkiej pracy, gdzie wszystko trzeba było zrobić wokół siebie samemu, gdzie w domu trzymano zakazane książki historyczne, gdzież ojcami stawiano w lasach potajemnie krzyże na grobach powstańców styczniowych.

W swoich zainteresowaniach naukowych, pedagogicznych oraz ideowych już jako profesor nauk społecznych we Włocławskim Seminarium Duchowym za cel stawiał sobie istotę chrześcijaństwa: pozna nieprawdy o człowieku. „Wychowanie w jego ujęciu służyło ukazaniu wyjątkowej wartości osoby ludzkiej i doprowadzeniu człowieka do zajęcia optymalnej dla niego pozycji społecznej, w celu podjęcia zadań, które miały służyć dobru wspólnemu (…)” – tak scharakteryzowała myśl Stefana Wyszyńskiego profesor Alina Rynio z KUL-u w maju 2016 roku podczas ogólnopolskiej konferencji w Lublinie. Prymas dużo uwagi poświęcał zagadnieniu sprawiedliwości społecznej i pracy, w której widział kluczową ścieżkę dla kształtowania podmiotowości oraz wolności człowieka. Tworząc dzieło „Duch pracy ludzkiej”, Prymas koncentrował się na ukazaniu pracy jako źródła uszlachetnienia człowieka, czegoś, co pozwala odkryć poczucie godności. To z niego czerpał Jan Paweł II, pisząc encyklice „Laborem exercens”, że „nade wszystko praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy”.

aq

PRZEDE WSZYSTKIMINTEGRALNOŚĆ

W tym miejscu trzeba wykonać pewien krok w tył, by zobaczyć szerszy obraz rzeczywistości, w której przyszło żyć Prymasowi. Po pierwsze, gdy zaczął interesować się tymi kwestiami, świat wyglądał zupełnie inaczej niż dziś – gdy czwarte już pokolenie cieszyć się może kodeksem pracy. Lata zaborów, lata przedwojenne, lata trzydzieste to czas kształtowania się stosunków pomiędzy pracodawcami i pracownikami pod każdą szerokością geograficzną. To czas wielkiego kryzysu, który bardzo dotkliwie potraktował także i młodopolską gospodarkę. To także czas wielkich migracji za pracą, zarówno do miast, jak i do innych krajów –wówczas sporo naszych rodaków wyjechało do USA czy choćby do Francji. Zderzały się ze sobą dwie wielkie koncepcje: kapitalistyczna komunistyczną. A gdzieś pomiędzy nimi nazizm, faszyzm, agraryzmu. Kodeksy pracy to dopiero czas połowy lat 30., a wolne niedziele czy święta były melodią przyszłości. Prymas z racji na wykształcenie, a także z racji na odbyty po doktoracie staż na uczelniach katolickich zachodniej Europy (o czym często się dziś zapomina), był doskonale zorientowany i przygotowany do merytorycznych dyskusji o polityce, naukach społecznych, koncepcjach gospodarczych.

Prymas Wyszyński zawsze w centrum stawiał człowieka i dlatego w obu systemach widział fundamentalne zagrożenie dla instrumentalnego traktowania jednostki.

Prymas kształcił się przez rok w Austrii, Włoszech, Holandii, Niemczech i Belgii. Jak pisze Milena Kindziuk: „Miał okazję poznać ośrodki naukowe na Zachodzie, organizacje katolickiej młodzieży, Akcję Katolicką oraz zrzeszenia robotników. Interesowały go głównie doktryny, ruchy społeczne, problemy świata robotniczego”. Po powrocie do Polski został wykładowcą we włocławskim seminarium, a pracę tę łączył z prawdziwą pracą wychowawczą, kształceniową ze środowiskami inteligencji oraz robotnikami (był kierownikiem Chrześcijańskiego Uniwersytetu Robotniczego). Odnosił się do ubóstwa i bezrobocia, prawdziwych bolączek II RP w latach 30. Doskonale przybliżał meandry i fałszywe założenia skrajnego kapitalizmu, jak i komunizmu, który już wtedy mocno przenikał świat zachodni. Zawsze w centrum stawiał człowieka i dlatego w obu systemach widział fundamentalne zagrożenie dla instrumentalnego traktowania jednostki. Uważał, że „Zarówno komunizm, jak i kapitalizm postrzegają człowieka jako przedmiot do wykorzystania”. Podkreślał, że uważano, iż kapitał nie ma granic, a dla proletariatu też one nie istnieją. Pracując organicznie, u podstaw, zarówno z młodzieżą, jak i z dorosłymi, realizował najważniejszą dla niego kategorię: integralność. Oznaczała ona dla niego konieczność uwzględnienia różnych wymiarów: duchowego, kulturowego, religijnego i materialnego.

DUCHOWA I INTELEKTUALNA OPOKA NARODU

Po wojnie, podczas której był między innymi kapelanem powstańców warszawskich ze zgrupowania działającego między innymi na obszarze Puszczy Kampinoskiej, stał się groźnym intelektualnie przeciwnikiem dla nowo zainstalowanych przez Rosjan komunistycznych władz. Szczególnie aktywny był w latach 1947–48, już jako młody biskup, podnosząc kwestie Katolickiej Nauki Społecznej. Pozycją, z której wyczytać można najważniejszą myśl, jest jego „Historia katolicyzmu w Polsce”, w której, jak przytacza dr. Marek Wódka: „(…) związek jakiejkolwiek szkoły społeczno-gospodarczej z katolicką nauką społeczną zależy od oceny pozycji człowieka, stosunku człowieka do organizacji pracy oraz statusu własności i obowiązków względem niej”. A zatem człowiek, praca, własność. Połączone, uzupełniające się, przenikające, dające godność i wolność.

W swoich zainteresowaniach naukowych, pedagogicznych oraz ideowych za cel stawiał istotę chrześcijaństwa: poznanie prawdy o człowieku.

Stefan Wyszyński nie sympatyzował z żadnym konkretnym środowiskiem opozycyjnym przed sierpniem 1980 r. Kontaktował się i współpracował z konkretnymi osobami, kojarzonymi z całą mozaiką ówczesnych nurtów światopoglądowych, naturalnie z kręgu myśli niepodległościowo-katolickiej. Jedynym świeckim środowiskiem, z którym blisko współpracował, i któremu – jak się zdaje – ufał bezgranicznie, była grupa kobiet, tzw. „ósemek”. Należała do niej Maria Okońska, założycielka Instytutu Prymasowskiego. Wyszyński został ojcem duchowym wspólnoty „ósemek” w czasie II wojny światowej. „Ósemki” wybrały na swą patronkę Maryję, Królową Polski, stąd późniejsza nazwa: Instytut Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, dzisiejszy Instytut Prymasa Wyszyńskiego. Osobistą relację pomiędzy kapłanem i kobietami scementowała konspiracja i powstanie warszawskie: trzy dziewczyny były łączniczkami AK, zaś Wyszyński był powstańczym kapelanem – a potem represje stalinowskie.

Dr Paweł Zyzak, specjalista historii PRL, twierdzi w rozmowie z „Konceptem”, że: „W późniejszych latach Stefan Wyszyński utrzymywał relacje z członkami Klubów Inteligencji Katolickiej, aczkolwiek pozostał sceptyczny wobec PAX-owskiej grupy Tadeusza Mazowieckiego. Mazowieckiego zapamiętał jako uczestnika stalinowskich nagonek na «wrogich» biskupów i księży, w latach 50. Od lat 40. blisko współpracował z Romualdem Kukołowiczem, również żołnierzem AK, po wojnie związanym zawodowo z KUL-em – Wyszyński studiował w latach 20. na KUL-u, a w. latach 40. był biskupem lubelskim; zaś w latach 80. doradcą «Solidarności» oraz współpracownikiem «Solidarności Walczącej». Cenił jego zdanie w sprawach społeczno- -gospodarczych”.

Paweł Zyzak dodaje także: „Natomiast od lat 60. blisko współpracował z Wiesławem Chrzanowskim, z którym dzielił poglądy na wiele spraw ideowo-politycznych. Odpowiadały mu także poglądy Andrzeja Stelmachowskiego, który, podobnie jak Chrzanowski, wywodził się z przedwojennych środowisk narodowych i był AK-owcem. Wyszyńskiemu nie było obojętne zdanie Jana Olszewskiego, członka konspiracyjnego harcerstwa w okresie okupacji (osoby jednak niewierzącej) czy Wojciecha Ziembińskiego, również wojennego konspiratora, ale piłsudczyka, poza tym członka KOR i założyciela ROPCiO. Wspierał patriotyczno-religijne inicjatywy Ziembińskiego, który organizował w katedrze Św. Jana msze święte z okazji rocznic wybuchu powstania warszawskiego oraz 11 listopada, połączone z manifestacjami patriotyzmu m. in. w postaci przemarszów pod Grób Nieznanego Żołnierza. Nie odmawiał spotkań nawet współpracownikom Mazowieckiego. Jeden z nich, Andrzej Micewski, wydał w 1982 r. hagiograficzną dwutomową publikację: „Kardynał Wyszyński. Prymas i mąż stanu”. Reasumując, współpracował z osobami z tej samej co on generacji, mającymi podobne wojenne doświadczenia, które nie zaprzedały się reżimowi w okresie stalinizmu, ani późniejszych dekadach”.

zs

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP