Mroczna strona pomocy humanitarnej
Temat pomocy humanitarnej chyba nigdy nie był nam tak bliski jak teraz. Pandemia koronawirusa pokazała nam, że warunki, w których żyjemy, są bardzo komfortowe.

Pomoc humanitarna z założenia jest krótkotrwała i ma miejsce na terenach wojennych bądź dotkniętych klęską żywiołową. Ma na celu ratowanie zdrowia i życia ludzkiego. Czy jednak zawsze ta pomoc jest dobra?

Przenieśmy się na chwilę do miasta Goma (Republika Zair, dzisiaj Demokratyczna Republika Konga), do roku 1995. W zbudowanym tutaj obozie dla uchodźców mieszka około 750 tysięcy osób z pobliskiej Rwandy, członków plemienia Hutu. Ze względu na korzystną lokalizację, umożliwiającą budowę pasa startowego, docierają tu samoloty ze wszystkich stron świata. Poza niezbędnymi do życia produktami, żywnością oraz sprzętem medycznym docierają także media. To dzięki nim można na żywo śledzić sytuację w obozie, a przekazywany komunikat jest prosty: „Umierają ludzie, którzy uciekli z własnego kraju, i potrzebują pomocy”. Razem ze zdjęciami i filmami wywiera to tak duże wrażenie, że działające organizacje pozarządowe mają do dyspozycji milion dolarów dziennie od państw oferujących pomoc oraz drugie tyle od prywatnych darczyńców! W obozie działają kościoły, restauracje, kawiarnie, teatry, kina i wiele innych udogodnień. Wygląda na to, że organizacje świetnie poradziły sobie z „kryzysem wywołanym przez cholerę”, gdyż właśnie tę chorobę obwiniano za śmierć wielu osób w Gomie.

Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej. Zanim członkowie plemienia Hutu trafili do obozu, zamordowali około miliona Tutsi (drugie plemię żyjące w Rwandzie) oraz w obawie przed zemstą uciekli z ojczyzny, okrzyknęli się uchodźcami i zabrali ze sobą wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Do Rwandy nie trafiła żadna organizacja pozarządowa, brakowało wszystkiego, a zdziesiątkowana populacja Tutsi nie mogła liczyć na pomoc, bo ta trafiła do ludobójczego plemienia Hutu. Później sytuację w Gomie okrzyknięto „totalną katastrofą etyczną”.

Historia lubi się powtarzać

Wydawać by się mogło, że po takim ciosie wymierzonym w pomoc humanitarną nie będzie już miejsca na kolejne porażki i każda następna akcja okaże się „strzałem w dziesiątkę”. Niestety, podobne sytuacje powtarzały się wielokrotnie. Wszędzie tam, gdzie pojawiały się media – i co za tym idzie – druzgocące obrazy biednych ludzi dotkniętych tragedią były dostępne dla milionów odbiorców, pojawiało się również pole do nadużyć i wykorzystywania pomocy humanitarnej do niegodziwych celów. Wystarczy spojrzeć, jak często przedstawiany jest w mediach wizerunek Afryki jako kontynentu wiecznego głodu. Natomiast w 2007 roku w piętnastu spośród dwudziestu siedmiu państw, czyli ponad połowie, głód nie był wywołany brakiem pożywienia, ale wojną domową. Odcinanie ludzi od koniecznych do życia zasobów jest po prostu wykorzystywane jako broń.

Pełną wersję tekstu znajdziesz w kwietniowym wydaniu magazynu „Koncept” oraz w e-wydaniu na stronie: ewydanie.gazetakoncept.pl/publikacja/koncept-nr-79



Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP