Mistrzostwa w sportowej promocji
Przerwa między piłkarskimi sezonami to totalna posucha? Niekoniecznie. I nie mowa tu nawet o turniejach w stylu mistrzostw Europy i świata, które czasem wypełniają nam sportowy terminarz w wakacyjne miesiące. Okazuje się, że zawodnicy, czekając na start rozgrywek, poza smażeniem się na plażach bliskowschodnich kurortów, mogą na przykład stać się bohaterami ukochanego serialu czy… pomóc policji w odnalezieniu osób zaginionych. I to wszystko na oczach kamer.

Gdy rozlega się końcowy gwizdek ostatniego spotkania sezonu, piłkarze schodzą z boisk i myślami mogą już wędrować w kierunku wakacyjnych wypraw czy przyszłych ruchów transferowych. Trenerzy ostatni raz wygłaszają w szatni przemowę, po czym zamykają jej drzwi z poczuciem lepiej lub gorzej wykonanego zadania. Kibice opuszczają trybuny, kombinując, co zrobić z czasem wolnym, który nieoczekiwanie pojawi się w ich terminarzach podczas kilku nadchodzących weekendów. Są jednak i tacy, dla których początek piłkarskich wakacji oznacza konieczność wskoczenia na najwyższe obroty. Klubowe działy marketingu mają za zadanie zrobić wszystko, aby latem fanów nie czekała nawet krótka chwila nudy. Dla nich koniec sezonu to jednocześnie start szalonego wyścigu na najbardziej kreatywne przedstawienie nowych strojów, piłkarzy przychodzących do drużyny czy terminarza na nadchodzący sezon. O tych najlepszych mówić będzie się latami. Czas – start!

Wpasować się w trendy

Czasy, gdy przychodzących do klubu piłkarzy można było prezentować, zwołując zwyczajną konferencję, czy wrzucając suchą informację na stronę internetową, już dawno minęły. Teraz jedynym ograniczeniem na zrobienie hałasu wokół transferu nie jest już liczba krzesełek na stadionie, tylko kreatywność pracujących w klubie marketingowców.

Gdyby spytać miłośników Netflixa o najlepszy serial umieszczony na platformie, otrzymalibyśmy całą masę głosów wskazujących Stranger Things lub Narcos. Wkręceni w politykę pewnie dorzuciliby House of Cards. Nie brakowałoby głosów na BoJacka Horsemana czy Dark. Niewykluczone, że obecnie najwięcej osób wskazałoby jednak znakomity Dom z Papieru. Serial ten, chcąc czy nie chcąc, w ostatnich latach musieli poznać też piłkarscy kibice.

Bodaj jako pierwszy zaczerpnął z niego turecki Konyaspor. W mediach społecznościowych klubu, latem 2018 roku pojawiło się wideo, w którym grupka zamaskowanych postaci przemierza miasto w rytm znanego z serialu utworu Bella ciao. Wreszcie bohaterowie włamują się na stadion, by wykraść z niego… koszulki przygotowane przez klub na nowy sezon. Zaskakująca pointa czy, w zasadzie, jakikolwiek sens całego nagrania nie były tu potrzebne. Wykorzystanie znanego motywu wystarczyło, by nagranie wygenerowało ponad milion wyświetleń, a o niezbyt znanym w skali Europy klubie rozpisywały się media z całego świata. Przy okazji wywołało też lawinę nawiązań do tego serialu w materiałach sportowych ekip z różnych zakątków globu. Jedną z nich, kilka tygodni temu, była Pogoń Szczecin, która przebierając swoich piłkarzy i trenera za bohaterów La casa de papel, podgrzewała atmosferę przed startem sezonu.

Wykorzystanie znanego motywu wystarczyło, by nagranie wygenerowało ponad milion wyświetleń, a o niezbyt znanym w skali Europy klubie rozpisywały się media z całego świata.

Szczęśliwie, relacja ta nie jest jednostronna i producenci hiszpańskiego serialu nie powinni czuć się okradani z koncepcji. Do promocji nowego sezonu hitowej serii Netflix wykorzystał… Krzysztofa Piątka, który krył się pod jedną z masek na trailerze umieszczonym w sieci. Bilans wychodzi więc na zero i żadna ze stron nie jest stratna. Tym bardziej, gdy ów lokowania robione są z klasą. Tego niestety nie można powiedzieć o wszystkich…

Dobrymi chęciami, jak mawia przysłowie, wybrukowane jest samo piekło. Powiedzenie sprawdza się szczególnie, gdy do chęci dołożymy pośpiech i niezbyt wykwalifikowanego grafika. Brutalnie przekonał się o tym Michał Pazdan, który zimą zamieniał Legię Warszawa na Ankaragucu. Klub ze stolicy Turcji postanowił obwieścić światu transfer, wklejając twarz polskiego obrońcy w postać jednego z Avengersów. I mniej ważne jest tu nawet to, że wszystko działo się, gdy o serii tej w mediach nie mówiło się wiele (kilka ładnych miesięcy po premierze Wojny bez granic i kilka kolejnych przed debiutem Końca gry), a sam Pazdan do postaci Dr. Strange’a pasuje jak wół do karety. Czarę goryczy przelała tu niezbyt ambitna forma graficzna i fakt, że klub przerabianie nowych zawodników na Avengersów bez ładu i składu przeplatał z przedstawianiem ich w formie postaci z Gwiezdnych Wojen czy po prostu przypadkowego zlepku piłkarskich zdjęć. To nie mogło się udać…

Sentymenty Twoją siłą

Gonienie za trendami pozostaje jednak daleko w tyle, gdy zestawimy je z dobrze zrealizowaną aluzją do klasyki. Z iście niemiecką sumiennością do tej zasady zastosowali się w tym roku marketingowcy Bayernu Monachium, którzy terminarz na nowy sezon postanowili przedstawić w formie przygody hydraulika Mario znanego z hitowych gier naszej młodości.

2

Zamiast klasycznego pola gry – mapa Niemiec. Na niej Mario, wytyczający sobie trasę między miastami, zbierający kolejne punkty i żywo podskakujący, tak jak to zwykł robić podczas niezliczonych popołudni spędzanych przed Nintendo. Są nawet rury, do których co jakiś czas wskakuje bohater, żeby przenieść się z okolic Bawarii do Nadrenii czy Zagłębia Ruhry.

Sprawdzony motyw można czasem odgrzać drugi raz. Najlepiej szybko i na innej szerokości geograficznej, tak by nie wszyscy zdążyli się zorientować, że czujność wygrała u ciebie z kreatywnością. Turecki Basaksehir postanowił właściwie zmałpować pomysł Bayernu zaledwie dwa tygodnie po niemieckim gigancie. Zamiast Mario wykorzystał jednak Pacmana. Żółta główka wędruje sobie na ich filmiku po mapie kraju i pożera białe kulki umiejscowione w miejscach, które w kolejnych ligowych kolejkach odwiedzać będzie klub. Niby inspiracja Bayernem jest bardzo widoczna, ale lepiej dobrze ściągnąć, niż postawić na mierność i powielanie wyblakłych schematów. Tak przynajmniej twierdzi ponad 300 tys. użytkowników, którzy wyświetlili nagranie na samym Twitterze.

1

Prezentacje na szóstkę

Zabawa w wyścig na kreatywność może czasem otrzeć się o artyzm lub nawet bezpośrednio przyczynić się do uratowania komuś życia. Szczęśliwie, podczas trwającej przerwy w piłkarskich rozgrywkach, czołowe kluby świata dostarczyły nam na to znakomite dowody.

Statuetka za najbardziej chwytający za serce sposób na przedstawienie nowych piłkarzy bez wątpienia powinna tego lata powędrować do włoskiej Romy. Klub z Rzymu, świadomy, jak wielką popularnością będą cieszyć się w sieci filmiki ogłaszające kolejne przeprowadzone przez niego transfery, postanowił wykorzystać ją do czynienia dobra.

Cracovia nawiązała współpracę z Fundacją ITAKA i na swoich kanałach wspiera teraz poszukiwanie osób zaginionych.

Pomysł jest prosty, ale absolutnie genialny – w nagraniach prezentujących nowe nabytki AS Romy ekran został podzielony na pół. Na jednej części, klasycznie, pokazywane jest wideo promujące piłkarza przechodzącego do włoskiego klubu. Na drugiej zaś, w tym samym czasie, wyświetlane są zdjęcia osób zaginionych. Dzięki temu fotografie te docierają do tysięcy fanów z całego świata, realnie zwiększając szansę na to, że komuś uda się rozpoznać jedną z poszukiwanych osób i połączyć ją z rodziną.

Ideę tę oklaskiwali nie tylko kibice, ale i inne kluby. W Polsce, Cracovia, przekazując gratulacje Rzymianom, postanowiła włączyć się w akcję. Klub nawiązał współpracę z Fundacją ITAKA i na swoich kanałach wspiera teraz poszukiwanie osób zaginionych.

Pięknych emocji dostarczać może jednak nie tylko łączenie prezentacji z działaniami dobroczynnymi, ale także – po prostu – świetnie wykonana filmowa robota. Pod tym względem kibiców z całego świata wbił w fotele Trabzonspor, który w krótkim nagraniu umieszczonym w mediach społecznościowych, prezentującym stroje na kolejny sezon, opowiedział historię biednego chłopca, który nie może grać z bogatszymi kolegami w piłkę. Młodzieniec próbuje zaimponować towarzystwu, własnoręcznie przygotowując piłkarską koszulkę. Widząc jego zaangażowanie, ukochana babcia siada do maszyny i przerabia ją na piękny trykot, który chłopiec może nosić z dumą. Tak zaczyna się jego droga do wcielenia w życie marzeń o zostaniu piłkarzem. Zgrabne przejście pokazuje nam, że chłopiec ten dorósł i jest obecnie jednym z najlepszych zawodników ekipy Trabzonsporu. Łzy same cisną się do oczu. Kino! I to przy takiej błahostce jak prezentowanie trykotów, które zawodnicy włożą na siebie zaledwie kilkanaście razy, a potem znikną z linii produkcyjnej raz na zawsze. Na szczęście takie nagrania pozostaną z nami znacznie dłużej.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP