Misja Miłości
Jadę noszoną rikszą przez Kalkutę. To taka duża taczka: siedzenie dla dwóch osób, daszek, koła i żerdzie do trzymania. Mijamy hydrant, pod którym myje się ze 20 facetów, obok rzeźnik obdziera ze skóry barana. 59-letni Bablu odwraca się zmęczony i opowiada o swej rodzinie w dżungli. Ma cztery córki i dwóch synów. Gdzieś obok jego wsi jest rezerwat tygrysów. Stary spluwa na bordowo betelem i truchtem wiezie mnie dalej do Domu Matki Teresy. To tu, na skraju muzułmańskiej dzielnicy stoi „centrum dowodzenia” Misjonarek Miłości.
Jadę noszoną rikszą przez Kalkutę. To taka duża taczka: siedzenie dla dwóch osób, daszek, koła i żerdzie do trzymania. Mijamy hydrant, pod którym myje się ze 20 facetów, obok rzeźnik obdziera ze skóry barana. 59-letni Bablu odwraca się zmęczony i opowiada o swej rodzinie w dżungli. Ma cztery córki i dwóch synów. Gdzieś obok jego wsi jest rezerwat tygrysów. Stary spluwa na bordowo betelem i truchtem wiezie mnie dalej do Domu Matki Teresy. To tu, na skraju muzułmańskiej dzielnicy stoi „centrum dowodzenia” Misjonarek Miłości. Otworzyła je w 1953 roku Agnes Gonxha Bojaxhiu, albańska siostra, która przybrała imię Teresa, a dla świata znana jest dziś jako święta Matka Teresa z Kalkuty. Dopiero co czytałem w prasie o kontrowersjach wobec jej osoby, o tajnych kontach, złym dysponowaniu darowiznami, kryzysie wiary, mieszaniu się w politykę i niewystarczającej pomocy medycznej potrzebującym... Mocne oskarżenia! Mijam żebrzące przed wejściem matki, zniszczonych przez życie narkomanów i wchodzę do środka. Podchodzę do grobu świętej. Siostra, na oko z Filipin, myje grób, na którym z kwiatków podobnych do bratków usypano napis „No one only Jesus“. Paru turystów z różnych stron świata modli się. W biurze przyjmują mnie przełożone domu, siostra Ita z Chicago, której mama była Polką i Krystyna z Manili. Jest mi miło, bo kiedy daję wizytówkę, kojarzą Tygodnik Powszechny, dla którego pracuję. Znikają gdzieś, a ja wspinam się po stromych schodach do skromnego pokoiku Matki Teresy. Kiedy schodzę na dziedziniec, siostra Krystyna wręcza mi napisany na maszynie glejt do przełożonej Nirmala Shishu Bhavan - Domu Dziecka Nieskazitelnego. Podchodzi także siostra Loretta, Hinduska. - Wszystko dobrze? - pyta po polsku. - Everything is perfect - odpowiadam zszokowany. Okazuje się, że s. Loretta jedenaście lat służyła w ośrodkach Misjonarek Miłości na Bródnie, na Woli oraz w Szczecinie. S. Ita daje mi medalionik z Matką Boską, żegna „God bless you“ i w piątek mam się stawić na A.J.C. Bose Road, niedaleko. Kiedy podjeżdżam pod ośrodek, taksówkarz, kierowca wiekowego Ambassadora chce mnie orżnąć, więc pytam, czy nie boi się swojej karmy i wręczam połowę sumy. Kiwa głową i mówi „ok“. Po Domu Dziecka oprowadza mnie s. Norma, która żyje w nim od 6 lat. Większość dzieci to owoce nieślubnej miłości. W Indiach regułą jest, że taka sytuacja jest nie do zaakceptowania przez rodziny. Dzieci narodzone żyć jednak muszą. Mamy (tatusiowie najczęściej umywają ręce) przynoszą pociechy, bądź też trafiają tu od razu po porodzie ze szpitali. W innej sali wolontariuszki z Europy zajmują się 37 dziećmi niepełnosprawnymi. Uderza mnie czystość i porządek, których od tak dawna nie widziałem w Indiach. - Dlaczego im pomagasz? - pytam Nomrę. - Słucham Maryi, tak chce Jezus, a one potrzebują miłości, nic poza tym - mówi. Na jednym z zadaszonych dziedzińców tłumek kobiet z niemowlakami. To przychodnia. Dzieci przyjmują lekarze, ochotnicy z Włoch. Żeby zrobić zdjęcia potrzebuję kolejnej zgody, od starej siostry Andrei. Okazuję się, że pochodzi z Katowic, skąd po 1945 roku musiała uciekać do Niemiec. Jest pierwszą Europejką, która przyjechała do Kalkuty, by pomagać Matce Teresie. W 1958 zbuntowała się przeciw woli ojca i wsiadła na statek. Trafiła tu i została „jak jeden z puzzli, który tylko tu dokładnie pasował”. Robi na mnie ogromne wrażenie. Ma w sobie taką siłę wewnętrzną, że aż ciarki przechodzą mi po plecach. Żegna mnie „z Bogiem“, a ja się, może naiwnie, zastanawiam nad tym jak można opluwać taką pracę pełną poświęcenia. Matka Teresa zaczęła tę misję sama. W trudnych czasach, kiedy Indie i Kalkuta były wstrząsane niepokojami po uzyskaniu przez kraj niepodległości. Dziś na całym świecie w ośrodkach od Meksyku przez Armenię, Jemen aż po Kalkutę biedakom bez nadziei pomaga ponad 5000 sióstr. - No cóż, zawsze znajdą się krytycy - mówi mi przełożona Shishu Bhavan s. Paulita - nic nie jest doskonałe.Jeśli ktoś chce widzieć świat w czarnych barwach, to nie zobaczy go w białych! Wychodzę widząc świat w białych barwach.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP