Marvin Gaye – król muzyki soul
Marvin Gaye to niekwestionowana legenda soulowej sceny muzycznej. Był prawdziwą perłą słynnej wytwórni Motown. Pomimo sławy, borykał się w życiu z wieloma problemami. W tym roku mija 35 lat od jego przedwczesnej śmierci, ale pamięć o nim jest wciąż żywa. Pod koniec marca ukazał się niepublikowany dotąd album artysty nagrany w 1972 roku.

Marvin Gaye nie bał się ryzyka. Dążył do tego, by stać się prawdziwym, niezależnym artystą. Nie chciał być jedynie produktem spełniającym oczekiwania wydawców. Nie bał się także eksperymentów. Z powodzeniem tworzył zarówno muzykę taneczną, jak i utwory o poważniejszym wydźwięku. W tekstach niejednokrotnie wyrażał sprzeciw wobec nierówności społecznych czy rasowych. Swoją postawą otworzył drogę dla wielu innych czarnoskórych muzyków, którzy nie mieli odwagi lub możliwości, by poruszać „niepoprawne politycznie” tematy.

Niedoszły pilot z muzyką we krwi

Marvin Pentz Gay Jr. urodził się 2 kwietnia 1939 roku w Waszyngtonie. Miał dwóch braci i dwie siostry. Jego ojciec był pastorem ortodoksyjnego kościoła apostolskiego, a matka nauczycielką. Od najmłodszych lat zdradzał talent muzyczny, śpiewając w chórze kościelnym oraz ucząc się gry na fortepianie oraz perkusji. Literka „e” na końcu nazwiska miała pojawić w jego przypadku wiele lat później. Przyszły artysta chciał podobno w ten sposób odróżnić się od ojca, z którym nie potrafił znaleźć wspólnego języka. Mając niespełna 18 lat odłożył na jakiś czas instrumenty i przywdział wojskowy mundur. Postanowił dołączyć do Lotniczych Sił Powietrznych USA. Nie czuł się tam jednak zbyt komfortowo. Negatywne wyniki testów i problemy z dyscypliną oraz wykonywaniem rozkazów surowego sierżanta sprawiły, że Gaye nigdy nie został pilotem. Na całe szczęście dla muzyki.

Pierwsze kroki

Po zakończeniu swojej przygody z lotnictwem Marvin postanowił wrócić do grania i śpiewania. Najpierw nagrywał z grupą The Marquees, dzięki której zdobył pierwszy rozgłos. Jego ojcu nie podobało się, że Marvin nie śpiewa utworów religijnych, a w zamian za to skupia się na tworzeniu muzyki rozrywkowej. Po jakimś czasie młody mężczyzna przeniósł się do zespołu The Moonglows. Był to spory krok do przodu dla przyszłej gwiazdy estrady. The Moonglows należeli w latach pięćdziesiątych do najpopularniejszych grup rhythm and bluesowych (R&B) i do dziś są uznawani za najważniejszych przedstawicieli gatunku minionej epoki. W tamtym czasie poznał Harveya Fuqua – wokalistę Moonglows, który w kolejnych latach dał się poznać jako jeden z największych łowców talentów i producentów wytwórni Motown. Fuqua podczas jednego z występów Gaye’a miał być tak oczarowany jego charyzmą, że postanowił zaprosić go do współpracy. Zespół w nieco zmienionym składzie nie odniósł jednak zamierzonego sukcesu. Wydany pod koniec lat pięćdziesiątych singiel „Mama Loochie” nie spełnił oczekiwań, a grupę rozwiązano. Marvin i Harvey postanowili szukać szczęścia w Detroit.

Chciał być prawdziwym artystą, a nie jedynie produktem spełniającym oczekiwania wydawców.

Motown otwiera drogę

Wyjazd do stanu Michigan okazał się dla muzyka strzałem w dziesiątkę. To tam poznał Berry’ego Gordy’ego Jra, szefa legendarnej wytwórni Motown. Wystarczy wymienić takie grupy i takich artystów jak Diana Ross, The Temptations, Stevie Wonder czy The Jackson 5, by zrozumieć, że była to prawdziwa kuźnia talentów. Gaye otrzymał szansę, najpierw będąc perkusistą sesyjnym m.in. The Supremes czy małoletniego Steviego Wondera, a następnie – jako artysta solo. W 1961 roku najważniejsza osoba w Motown stała się dla Marvina rodziną i to nie tylko metaforycznie. Artysta poślubił siostrę Gordy’ego, Annę. To właśnie w tamtym okresie miał dołożyć literkę do swojego nazwiska, tak jak jego idol Sam Cooke. Inna wersja mówi o tym, że powodem tej kosmetycznej zmiany była chęć zerwania z pogłoskami o rzekomych skłonnościach homoseksualnych artysty. Był to również okres, w którym artysta nie do końca wiedział, którą drogą podążyć. Zastanawiał się, czy poświęcić się muzyce jazzowej czy soulowej. Wątpliwości potęgowała komercyjna porażka debiutanckiego albumu „Soulful Moods of Marvin Gaye” wydanego w 1961 roku. Dwa lata później ukazała się kolejna płyta „That Stubborn Kinda Fellow”, dzięki której jego kariera nabrała rozpędu.

1

Do tanga trzeba dwojga

Marvin Gaye w ciągu kilku lat udowodnił swoją wartość jako artysta solowy. Dał się poznać także jako doskonały partner śpiewający w duetach. Kompozycje stworzone z Marry Wells na potrzeby wspólnie nagranego albumu „Together” (1964) czy utwory zaśpiewane z niesamowitą Dianą Ross oraz Kim Weston odniosły spory sukces. Najbardziej jednak Gaye został zapamiętany za sprawą wspólnych numerów z Tammi Terrell, w tym ponadczasowym „Ain’t No Mountain High Enough”. Jej nieoczekiwana śmierć w 1970 roku wprawiła muzyka w ogromną rozpacz. Do tego stopnia, że podobno zastanawiał się nad całkowitym zakończeniem kariery muzycznej. Deklarował również, że nigdy więcej nie zaśpiewa z nikim innym wspólnie na jednej scenie. Zawieszając działalność sceniczną, zastanawiał się nad tym, co zrobić dalej. Miał ponoć zamiar rozpocząć przygodę z futbolem amerykańskim, którego był wielkim fanem. Od dziecka marzył o zdobyciu Super Bowl. Planował zasilić szeregi Detroit Lions, jednak ówczesny trener drużyny Joe Schmidt nie chciał o tym słyszeć. Miał powiedzieć Marvinowi, że gdyby sam posiadł taki talent muzyczny, w życiu nie rozmieniłby go na drobne, wybierając futbol. W ten oto sposób Gaye postanowił ponownie poświęcić się muzyce, aż nadszedł rok 1971…

Przełomowy album

Rok po śmierci swojej przyjaciółki Marvin powrócił do świata muzyki w wielkim stylu z albumem „What’s Going On”. Jest to płyta, która stanowi kamień milowy w postrzeganiu muzyki soul. Teksty na niej zawarte poruszały bardzo istotne i niewygodne kwestie, takie jak ubóstwo, wojna w Wietnamie, przestępczość czy narkotyki. Ważne przesłanie szło w parze z doskonale skomponowanymi utworami okraszonymi jazzowymi i funkowymi dźwiękami. Sam album do dziś uznawany za jeden z największych klasyków soulowych. Magazyn „Rolling Stone” uplasował go na szóstym miejscu pięciuset najlepszych albumów wszech czasów.

Album „What’s Going On” stanowi kamień milowy muzyki soul.

Ciemna strona sukcesu

Wydawać by się mogło, że to co najgorsze w życiu artysty minęło bezpowrotnie. Kolejne płyty, takie jak „Let’s Get It On” czy „I Want You”, choć w zupełnie innym, rozrywkowym klimacie, zostały bardzo dobrze przyjęte. Sukcesy zawodowe nie szły jednak w parze z jego szczęściem osobistym. Wokalista miał coraz większe problemy finansowe, uzależnił się od narkotyków i rozwiódł z żoną. Uczucia towarzyszące tym pasmom niepowodzeń zostały zawarte w bardzo osobistym albumie zatytułowanym „Here, My Dear”. Gaye wyraźnie nie radził sobie z całym ciężarem, jaki spadł na jego barki. Miał trzykrotnie próbować popełnić samobójstwo. W 1981 roku rozstał się z wytwórnią Motown, z którą popadał w coraz częstsze konflikty i przeszedł do konkurencyjnego Columbia Records. Wydawać by się mogło, że muzyk powoli wychodzi na prostą. Wydany rok później krążek „Midnight Love” sprawił, że o Marvinie było znów głośno. Za znajdujący się na albumie utwór „Sexual Healing” zgarnął dwie statuetki Grammy.

Tragiczna śmierć

Gaye zmęczony trudami trasy koncertowej postanowił opuścić Europę i wrócić do domu. Nie mógł poradzić sobie z uzależnieniem. Między nim a rodzicami często dochodziło do konfliktów. W wyniku jednej z kłótni, 1 kwietnia 1984 roku, Marvin został postrzelony przez ojca. Strzał okazał się śmiertelny. Marvin Gaye odszedł dzień przed swoimi czterdziestymi piątymi urodzinami. Jego ciało spoczywa na cmentarzu Forest Lawn w Mieście Aniołów. Trzy lata po śmierci został wprowadzony do galerii sław Rock Hall of Fame.

Marvin Gaye jest uznawany dziś za symbol muzyki soul. Jego twórczość i tragiczny życiorys do dziś stanowią inspirację dla kolejnych pokoleń artystów. Mimo że w tym roku mija 35 lat od śmierci muzyka, cieszy się on niesłabnącą popularnością, a sam postrzegany jest w kategoriach legendy.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP