Literacki Nobel dla Polaków
10 października 2019 roku Akademia Szwedzka ogłosiła, że Olga Tokarczuk otrzyma nagrodę Nobla w dziedzinie Literatury. Co warto zaznaczyć, nagrodę tę otrzyma za rok 2018, w którym uwagę światowych krytyków zwróciło wydanie anglojęzycznego tłumaczenia „Biegunów” Tokarczuk, zatytułowane „Flights”. Książka ta przyniosła autorce już nagrodę Bookera.

Warto dodać parę szczegółów w encyklopedycznym stylu stosowanym czasem przez autorkę. W stosunkowo młodym jak na Noblistę wieku 57 lat, 40 lat od czasu swojego literackiego debiutu, Tokarczuk została sto piętnastym laureatem literackiego Nobla, a piątym piszącym po polsku. W ostatnim wyliczeniu pominięty został przypadek Izaaka Singera, laureta z roku 1978, który w Polsce spędził jedynie młodość, a pisał w języku jidysz. Jako powiązanych z Polską wymienić można Henriego Bergsona i Johna Maxwella Coetzeego, których dziadkowie lub ojcowie mieszkali w Polsce i mówili po polsku, oraz Guntera Grassa szczycącego się pochodzeniem kaszubskim.

Chociaż nagrody, zwłaszcza tego kalibru, spotykają się ze sceptycznymi komentarzami, niezwykle skutecznie promują literaturę. W dniu ogłoszenia laureatów po książkach Tokarczuk pozostały puste miejsca na księgarnianych półkach, a w mniejszym stopniu spotkało to także dzieła Petera Handke, równocześnie ogłoszonego, austriackiego laureata. Dużą zaletą nagrody Nobla jest jej międzynarodowy charakter pozwalający rywalizować pisarzom z całego świata, jeśli nie na równych warunkach, to przynajmniej w tej samej kategorii.

Inaczej wygląda to w przypadku nagrody Bookera, która od 2016 przyznawana jest osobno w wersji międzynarodowej dla najlepszego tłumaczenia i w wersji najsłynniejszej, dla literatury napisanej oryginalnie w języku angielskim. Nagroda ta dzielona jest po równo między autora i tłumacza. Za „Biegunów” razem z Tokarczuk nagrodzona została Jennifer Croft, obecnie tłumacząca jej „Księgi Jakubowe”. Jest to dosyć mądre rozwiązanie, adekwatne dla zasług tłumaczy, a sam podział nie jest wsteczny, jak chociażby oscarowa kategoria dla filmów obcojęzycznych, dzieląca świat kina na Hollywood i „całą resztę”.

Historia

Gdy w 1905 roku swojego Nobla dostał Henryk Sienkiewicz, minęło zaledwie kilka lat od zgonu samego Alfreda Nobla, a ustanowiona przez niego nagroda dopiero raczkowała. Faktem jest, że niewielu z wczesnych laureatów jest współcześnie szeroko pamiętanych i docenianych, a jednocześnie ich koledzy po fachu, których dzieła w dalszym ciągu są szeroko omawiane, nie spotkali się z uznaniem akademii. Taki los spotkał chociażby Lwa Tołstoja i Jamesa Joyce’a. Z perspektywy międzynarodowej Henryk Sienkiewicz jest mniej pamiętnym twórcą, ale każdemu laureatowi można życzyć równie dużej poczytności we własnej ojczyźnie i takiej miłości rodaków. W końcu za bohaterów „Trylogii” ponoć zamawiano czasem msze.

Faktem jest, że wystarczyło, aby Sienkiewicz odszedł od tematyki historii Polski, żeby zasłynął poza jej granicami. „Quo Vadis” doskonale sprzedawało się we Francji, a ponadto dorobiło się kilku ekranizacji. Ostatnia adaptacja hollywoodzka, dźwiękowa i kolorowa z Robertem Tylorem, osiągnęła tak duży sukces, że przypisuje się jej uratowanie od bankructwa wytwórni MGM, rozpoznawanej po logo z ryczącym lwem. Mniej znany jest fakt, że na fali popularności amerykańskiego hitu, we Włoszech powstało aż dziewięć filmów o przygodach Ursusa, współcześnie mówiąc „spin-offów”. W jednym z nich bohater ten walczy u boku Herkulesa i Samsona, a w innym zmienia się w wilkołaka… O filmach tych w Polsce nikt nie słyszał, ale serię tę zna zapewne wielbiciel włoskiego kina, Quentin Tarantino. Nagrodzoną przez szwedów sienkiewiczowską zdolność do tworzenia epiki łatwo poprzeć dowodami.

„Quo Vadis” Sienkiewicza doskonale sprzedawało się we Francji, a ponadto dorobiło się kilku ekranizacji.

19 lat później

Już 19 lat później nagrodę przyznano Władysławowi Reymontowi. Szwedzkich akademików zachwyciła w szczególności powieść „Chłopi”. Opasłe dzieło Reymonta pokrzepiało serca nie mniej niż dzieła Sienkiewicza. To właśnie w niesplamionej dekadencją, bliskiej naturze i zdrowej, ale niewystarczająco wykorzystanej wsi, którą Reymont idealizował w swojej powieści, wielu dopatrywało się przyszłości Polski. Idealizowani, a wręcz mitologizowani byli także jej bohaterowie. Reymont był przy tym przekonujący, być może dlatego, że sam pochodził ze wsi. Zboczenie z utartej ścieżki, podjęcie ryzyka i odrzucenie cudzych pomysłów na życie opłaciło się jak rzadko.

Na następnego laureata przyszło Polakom długo czekać. Chociaż od kilku dekad bliscy mówili Czesławowi Miłoszowi, że pewnego dnia dołączy do korowodu noblistów, on twierdził, że nie wyczekiwał tego dnia i nie skupiał się na tego typu honorach. Jego ideały uosabiał Hokusai, który uważał, że nauczył się malować dopiero w wieku 90 lat, mimo że od bardzo dawna uznawany był za mistrza. Uznanie jakiejkolwiek nagrody za zwieńczenie kariery jest sprzeczne z ciągłym dążeniem do doskonałości. Twórczość ekspatrianta Miłosza objęta była cenzurą, a ogłoszony w 1980 roku werdykt szwedzkiej Akademii zmusił władze PRL do zmiany polityki. Los się odwrócił i przed księgarniami ustawiały się kolejki po tomiki poezji autora „Zniewolonego umysłu”.

To pewnie nie przypadek, że w trudnych czasach w Polsce pojawiło się tylu wybitnych poetów. Wkrótce znów nagrodzono Polaka właśnie za twórczość poetycką. Nobel dla Wisławy Szymborskiej nadszedł jednak już w lepszym klimacie, w roku 1996. Twórczość noblistki jest bardziej przystępna niż dzieła Miłosza.

Polscy uczniowie szybko doceniają jej ironiczny humor i inteligentne gry słowne, które sprawnie budzą refleksję prawie przy każdym tekście. Wszystko się zgadza, gdyż szwedzka akademia nagrodziła „poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi wyjść na światło we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”. Jeżeli można pisać wiersze jednocześnie o kotach i śmierci, to rola poety staje się zrozumiała, dyskusję na niezwykle trudny temat łatwiej podjąć, a i wypracowanie łatwiej jest napisać.

W statystycznych wyliczeniach można zignorować zbyt długą, uzasadnioną kolejami historii, przerwę pomiędzy nagrodami Reymonta i Miłosza. Odnotujemy odstępy: 19, 16 i 22 lub 23 lata między Noblami dla polskich literatów. Uśredniając, wyjdzie nam wtedy, że na następnego polskiego Nobla poczekamy jakieś 19 lat. Ponieważ ostatnią nagrodę przyznano Oldze Tokarczuk za rok 2018, to można powiedzieć, że odliczanie już się zaczęło… Jednak młody literat, zabierając się do pracy, powinien pamiętać, że bez dobrego anglojęzycznego tłumaczenia nie może na wiele liczyć.

Odnotujemy odstępy: 19, 16 i 22 lub 23 lata między Noblami dla polskich literatów.

Wracając do samej nagrody, którą dopiero co przyznano, powieści Tokarczuk zdradzają sporo informacji o autorce. „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, krótka i dosyć przystępna książka znana dodatkowo dzięki ekranizacji filmowej – „Pokotowi” Agnieszki Holland, mocno wskazuje na fakt, że autorka jest wegetarianką i nie brakuje jej empatii. Czytając historię narratorki „Biegunów”, wiele osób sprawdzi, czy przypadkiem sama autorka nie studiowała psychologii. W szkołach uczą, aby oddzielać każdego narratora od osoby podpisującej się pod utworem, ale gdy potwierdzimy podejrzenie, że Tokarczuk faktycznie ukończyła studia z psychologii, wiele z wyznań narratorki „Biegunów” zlepi się z naszym wyobrażeniem o autorce.

Narratorka „Biegunów” opowiada m. in. o potrzebie ciągłego podróżowania, obsesyjnym podejściu do pracy twórczej i zamiłowaniu do rzeczy dziwnych i niepowtarzalnych. To ostatnie potwierdza zresztą jej dobór wyjątkowych postaci i wątków historycznych, o których pisze. Niczym kurator gabinetu dziwactw, decyduje ona, że „przetrwa tylko to, co inne”. W gruncie rzeczy jednak dziwny jest cały świat, którego chaos odzwierciedlają „Bieguni” i „Księgi jakubowe”, łączące w unikalny sposób wyjątkowe postacie i punkty w historii.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP