Lajków mniej, ale ile inspiracji!
Lato rozpoczęte, więc setki tysięcy Polaków znów wyruszą na swoje wymarzone zagraniczne wakacje. Dokąd pojadą? Zapewne tradycyjnie najpopularniejszy będzie kierunek zachodni: ciepłe plaże nad Morzem Śródziemnym, Alpy i niektóre europejskie stolice. Ale mało kto wie, że nie tylko tam może być bardzo ciekawie. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej mają do zaoferowania naprawdę dużo, a może nawet więcej niż oklepane kurorty, które znamy z reklam biur podróży. Może się okazać, że wszystko to, czego szukamy, planując drogi urlop w Europie Zachodniej, znajdziemy w mniej popularnych i znacznie tańszych zakątkach naszego kontynentu.

Przez całe dzieciństwo oglądaliśmy zachodnie bajki, graliśmy w zachodnie gry. Dziś również wzorce mody czerpiemy z Paryża, Londynu czy Berlina. Istotną część zakupów, których dokonujemy w marketach niemieckich czy francuskich sieci, stanowią produkty globalnych marek. Okazuje się, że większość naszych nawyków została ukształtowana przez trendy z zachodnich stolic. Ta tendencja przełożyła się także na preferencje turystyczne Polaków, którzy, decydując się na wyjazd zagraniczny, przeważnie wybierają kurorty Europy Zachodniej. Jeżeli chcesz zaimponować znajomym, chwalisz się zdjęciami ze słonecznych plaż w Lloret de Mar, alpejskich szlaków w Austrii i spacerów uliczkami Paryża. Upadek komunizmu i otwarcie granic spowodowały, że zaznaliśmy zachodniego świata; mogliśmy odetchnąć pełną piersią, zasmakować nowego. Jednak zaczynamy się już tym przejadać. Zachód, który kiedyś był dla nas rajem, staje się bowiem coraz bardziej przereklamowany, zwyczajny i przewidywalny do szpiku kości. Czy już się nim zachłysnęliśmy? Polska stopniowo zaczyna przypominać te państwa, na które kiedyś patrzyliśmy z zazdrością. Okazuje się jednak, że ten niegdyś świetnie zorganizowany i bogaty świat, który wyznaczał nam kierunki rozwoju, nie jest już taki, jaki był. Wielu Polaków, którzy zamieszkali w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii, wraca do swojego kraju w obawie przed terroryzmem. Tego typu niebezpieczeństwa mają również negatywny wpływ na turystykę. Może zatem warto poszukać nowych miejsc na niezapomniany wypoczynek?

Wschodnie miasta jak podróż w czasie

Lwów leży zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej. Dzieje tego pięknego miasta sięgają 1256 r. Znajdziemy tam mnóstwo zabytków, pyszne jedzenie i niepowtarzalną wielokulturową atmosferę, mając jednocześnie wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie. A przy tym ceny są bardzo przystępne. Podróż do Lwowa może okazać się ciekawszą niż oklepane spacery po Paryżu. Okazuje się, że przeciętny polski turysta więcej wie o zachodnich stolicach, niż o niedalekim Lwowie, który przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu był polskim miastem z prężnie rozwijającą się nauką i kulturą.

Większość naszych nawyków została ukształtowana przez trendy zachodnich stolic.

Odessa to trzecie co do wielkości miasto Ukrainy. Położone jest nad Morzem Czarnym. Każdy, kto je odwiedził, podkreśla, że to wielkie centrum rozrywki, które łączy w sobie specyficzną kulturę Europy Wschodniej z niekończącą się nadmorską imprezą. Odessa uniknęła zbrojnego konfliktu, który trwa we wschodniej Ukrainie, dzięki czemu wciąż rozwija się turystycznie. To właśnie tutaj znajdziemy ślady wielu kultur, co związane jest ze skomplikowaną historią. Greccy osadnicy przybywali nad Zatokę Odeską od V do III w. p.n.e. Później owe ziemie znalazły się kolejno pod panowaniem tatarskim, tureckim, a później rosyjskim, by ostatecznie wejść w skład niepodległej Ukrainy. Z historią miasta wiążą się również życiorysy znanych Polaków. Pod koniec XVIII w. około 100 polskich rodzin szlacheckich przybyło tu z zamiarem poprawienia swojego bytu. W Odessie gościli między innymi Julian Ursyn Niemcewicz czy Józef Ignacy Kraszewski, a na zesłaniu przebywał w niej Adam Mickiewicz. Dziś Odessa, czarnomorski kurort o wspaniałej historii, może z powodzeniem zastąpić nam wycieczkę choćby do obleganej przez turystów Barcelony.

Morza i góry nieodkryte

Czarnohora to ukraińskie pasmo górskie w Karpatach Wschodnich. Ten nieco dziki i zapomniany teren zachwyca dziewiczą przyrodą i ludową kulturą miejscowych Hucułów. Jedną z najwyższych gór Czarnohory jest Pop Iwan, na którego szczycie znajdują się ruiny dawnego polskiego obserwatorium astronomicznego, potocznie nazywanego „Białym Słoniem”. W czasach II Rzeczypospolitej nosiło ono nazwę „Obserwatorium Astronomiczno-Meteorologiczne im. Marszałka Józefa Piłsudskiego”. W ostatnich latach na Huculszczyźnie rozbudowano górską bazę turystyczną. Jedną z najbardziej popularnych miejscowości owych okolic jest Worochta. W 1922 r. wybudowano tam skocznię narciarską i rozegrano na niej pierwsze mistrzostwa Polski w skokach narciarskich. Obecnie jest to jeden z najważniejszych ośrodków turystycznych na Ukrainie. Inną ciekawą miejscowością jest Jaremcze. Kariera tej huculskiej wioski położonej w dolinie Prutu jako uzdrowiska rozpoczęła się po wybudowaniu linii kolejowej pod koniec XIX w. Jaremcze szybko stało się jednym z najpopularniejszych uzdrowisk w Polsce. Wybudowano tam również okazały most, który był największym w ówczesnej Europie. Rozpiętość głównego łuku wynosiła 65 metrów. Most wznosił się 28 metrów nad Prutem, a jego konstrukcja stała się wzorem dla budowniczych kamiennych mostów kolejowych w Alpach. Podczas I wojny światowej wysadziły go wycofujące się wojska rosyjskie. Odbudowany w latach 1925–1927 został ponownie wysadzony w 1944 r. przez oddziały niemieckie. Po wojnie władze sowieckie nie odbudowały go, stawiając w pobliżu inny most. Dziś Jaremcze jest jednym z najbardziej popularnych centrów turystycznych na Ukrainie.

Leżąca nad Morzem Czarnym Odessa to mało znane miasto o wspaniałej historii – może z powodzeniem zastąpić wycieczkę do obleganej przez turystów Barcelony.​​

Morze Śródziemne i Adriatyckie to standardowe kierunki wycieczek polskich turystów. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro to właśnie tam możemy być pewni pięknej pogody i przejrzystej morskiej wody. Jednak wciąż niewielu Polaków decyduje się na wyprawę do Albanii lub Czarnogóry, które przecież też znajdują się w strefie ciepłego klimatu, nad Morzem Adriatyckim. Choć te dwa kraje nie należą do Unii Europejskiej, co skutkuje nieco trudniejszą podróżą w ich kierunku, to mimo wszystko warto się do nich wybrać, choć

by ze względu na niższe ceny niż w obleganej przez Polaków Chorwacji. Przemierzając te niewielkie państwa, wędrując wysokimi szczytami Alp Albańskich, dotrzemy do kontrastujących ze sobą krajobrazów. Posępne szczyty i głębokie kaniony mieszają się ze słonecznymi plażami, a kamienne pustynie sąsiadują z gajami oliwnymi. To właśnie w tamtejszych miasteczkach, które przypominają nieco te greckie lub włoskie, zobaczymy zarówno meczety, jak i prawosławne cerkwie. Albania jeszcze do niedawna była tajemniczym i niedostępnym krajem, jednak stopniowo zyskuje na popularności. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro mnogość atrakcji może przyprawić niejednego turystę o zawrót głowy. Albania posiada ponad 300 km granicy morskiej. Tym, co odróżnia ją od bałkańskich sióstr, czyli Chorwacji i Czarnogóry, są piaszczyste plaże.

Spójrz na Wschód

Możliwe, że chwaląc się zdjęciami z Odessy, Lwowa, Czarnohory, Albanii czy Czarnogóry, nie zbierzemy tylu lajków, co pod słonecznym selfie z Lloret de Mar, jednak na pewno wywołamy zaciekawienie i zainspirujemy. Europa Środkowo-Wschodnia to tradycyjny tygiel narodów oraz kultur; część świata, która znajduje się na rozdrożu cywilizacji. Dzięki temu zachwyca niepowtarzalnością, łączy nowoczesność z tradycją i stopniowo zyskuje w oczach świata, jednak wciąż pozostaje obszarem, który jest mniej popularny od zachodniej konkurencji. Warto zatem poszukać głębiej, zainteresować się tym, co mniej znane, a jednak piękne. Warto spojrzeć na Wschód.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP