Królowa latawca wychodzi z cienia
Karolina Winkowska nie ma sobie równych. Może gdy zdobędzie trzecie mistrzostwo świata, wpisze się na stałe w polską sportową ekstraklasę?

Rozpędzasz się do jakichś 30-40 km na godzinę. Gwałtownie skręcasz deskę, szykując się do skoku. A ten to już bułka z masłem: wybijasz się w górę pod kątem 45 stopni, następnie obrót o 360 stopni, jednocześnie robiąc przewrót przez głowę i oczywiście zmieniając za plecami rękę trzymającą latawiec. Po chwili jest plusk, lądowanie i oklaski z brzegu. Oto ulubiony kitesurfingowy trik Karoliny Winkowskiej, która właśnie zdobyła swoje drugie mistrzostwo świata w tej dyscyplinie sportu. Ta 24-latka specjalizuje się w freestyle'u czyli trickach na desce z latawcem. Specjalizuje się także jeszcze w czymś: w byciu chyba najmniej znaną polską podwójną mistrzynią globu.

 

Wiki czeka

Oczywiście, po powrocie z ostatnich zawodów na Winkowską, studentkę humanistyki, czekała korona, grupka kibiców oraz wywiady w telewizjach śniadaniowych. Jednak już nazajutrz o polskiej mistrzyni zrobiło się cicho, choć kitesurfing to jedna z najdynamiczniej rozwijających się dyscyplin na świecie, także w Polsce. Niewiele zabrakło, by spece od deski i latawca byli przedstawicielami dyscypliny olimpijskiej. Winkowska jedną nogą już szykowała się do Rio w 2016 r., ale w ostatniej chwili Międzynarodowy Komitet Olimpijski postawił jednak na utrzymanie igrzysk dla windsurferów. Zatem o sympatycznej 24-latce usłyszymy zapewne dopiero za rok, po zdobyciu kolejnego mistrzostwa świata. Może wtedy też doczeka się ona hasła w polskojęzycznej Wikipedii?

 

Zabawa i miłość

Surferzy z innych krajów, widząc popisy Karoliny na wodzie nie mogą uwierzyć w jedno - że, podobnie jak utytułowani polscy windsurferzy, nie pochodzi ona z krainy nad ciepłym morzem czy oceanem. Warszawianka przyznała w jednym z wywiadów, że paradoksalnie geografia… pomogła jej w karierze. Jeszcze jako 18-latka, w 2008 r., mówiła, że kitesurfing to nie jest dla niej sport zawodowy a po prostu świetna zabawa.

- Okazało się jednak, że jest to czasochłonna i nieraz kosztowna rozrywka. Zatem żeby robić to, co kocham, musiałam przejść na zawodowstwo - przyznaje Winkowska.

Taki status oznacza, że większość roku jest w rozjazdach w południowych krajach, a humanistyczne studia kontynuuje przez internet. Ma kilku sponsorów, w tym m.in. Forda i… Egipt, którego jest ambasadorką. Jednak nie jest tak, że wiedzie życie kalifornijskich surferów, wiecznych niebieskich ptaków.

- Wiadomo, najlepszy trening jest na wodzie, zatem pływam, ile się da. A jak nie pływam, to ćwiczę, jeżdżę na rowerze górskim, trenuję balans ciałem - mówi zawodniczka, której sylwetka zdradza niemałą siłę i gibkość.

 

Być jak facet
Winkowska przygodę z wodą zaczęła właściwie od kołyski. Jej cała najbliższa rodzina to absolutni fanatycy żeglowania - od łódki po deski surfingowe właśnie. Z latawcem zetknęła się pierwszy raz jako 14-latka, gdy kitesurfing w Polsce dopiero raczkował. Od razu postawiła na ewolucje - triki podpatrywała u starszych kolegów lub po prostu wyławiała je z filmików w internecie. Potem pompowała latawiec, zapinała deskę i godzinami próbowała odtworzyć te ruchy. Na początku na pytanie o ulubiony trik odpowiadała: ten, po którym uda mi się wylądować. Dziś opowiada, że nie ma ulubionego zawodnika, niedoścignionego idola w swojej dyscyplinie.

- Jestem na tyle dobra, że mogę robić te same akrobacje, co mężczyźni - zaznacza warszawianka i dodaje, że w swoim asortymencie ma ponad 50 trików.


Rewanż Giseli
Kolejny mit bandy luzaków włóczących się po świecie z latawcem upada, gdy z bliska przyjrzymy się zawodom kitesurfingowym. To już nie spotkania bananowej młodzieży przy dźwiękach hip hopu a szybko profesjonalizujący się sport, chętnie oglądany na Zachodzie, mający coraz więcej możnych sponsorów, a więc i wyższe pule nagród sięgające nawet 80-100 tys. USD, z czego zwyciężczyni zawodów freestylowych może liczyć na ponad 5 tys. Nic więc dziwnego, że emocje są nieraz większe niż w łyżwiarstwie figurowym: tu też liczy się każdy detal skoku, nie tylko wysokość, szybkość i siła odbicia oraz stopień trudności triku. Sędziowie oceniają nawet kąt natarcia deski czy estetykę rozbryzgujących się fal przy lądowaniu. W ostatnim cyklu mistrzostw windsurferów nie zabrakło też emocji pozasportowych - Hiszpanka Gisela Pulido, jedyna godna rywalka Winkowskiej, próbowała ugrać swoje przy zielonym stoliku. W lutym rusza kolejny sezon, a Pulido zapowiada na łamach hiszpańskich mediów rewanż - tym razem na wodzie. A taki pojedynek to wiatr w latawce dla kibiców i sponsorów. Oby także z Polski.


Witold Skrzat

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP