Język decyduje o życiowym powodzeniu?
Skoro jesteśmy Polakami, to raczej wszyscy po polsku mówić umiemy, prawda? I nawet jeśli nie jesteśmy mistrzami słowa, to przecież się porozumiewamy, a pilnowanie poprawności często zostawiamy językoznawcom. Zdradzę Wam sekret. Taka postawa… po prostu się nie opłaca.

Dzisiaj postaram się wyjaśnić, dlaczego warto posługiwać się poprawną polszczyzną. I tak, wiem, mówię to jako językoznawczyni, więc pewnie zaraz pomyślicie, że spróbuję Wam wbić do głów, że język polski ponad wszystko, bo tak. I koniec, kropka. Cóż… nie tym razem.

Zacznijmy od tego, że dzisiaj znajomość języków jest bardzo na czasie. Jeśli się zastanowimy, to okaże się, że niewiele jest na świecie osób jednojęzycznych. W szkołach uczymy się przynajmniej dwóch języków nowożytnych, czasem dobieramy kolejne. Języków obcych potrzebujemy do nauki, pracy, komunikowania się z przyjaciółmi z zagranicy.

Psycholingwistyka sugeruje, że jeśli nie jesteś native speakerem, to nie jesteś w stanie opanować danego języka w takim stopniu, jak mowę pierwszą, tę, którą się posługujesz od urodzenia. I na początku trochę się oburzyłam. Bo jak to? Przecież mnóstwo osób mówi płynnie chociażby po angielsku, włada nim swobodnie, naturalnie. Ale później zaczęłam myśleć, ile osób ma problemy z polskim. Początkowe wzburzenie trochę mi minęło. Ba, zdałam sobie sprawę z tego, jaki mamy przywilej. Znamy jeden z najtrudniejszych języków na świecie, nie musimy uczyć się gramatyki od podstaw. Teraz – niczym artyści – musimy wziąć dłuta w dłoń i rzeźbić w tym, co już mamy, żeby osiągnąć zadowalający nas efekt.

Mam przed sobą książkę Arleny Witt „Władaj i gadaj, czyli ujarzmij słowa i rozmawiaj swobodnie po angielsku”. Autorka we wstępie pisze tak: „[…] dobrze dobrane słowa mogą być jak miecz, z którym dziarsko i odważnie przemierzasz życie, który daje Ci swobodę i pewność, że poradzisz sobie nawet w trudnych sytuacjach. Jeśli sprawnie władasz językiem, żadna rozmowa czy wypowiedź nie jest Ci straszna […]”. Bardzo podobają mi się te słowa, mogę się pod nimi podpisać rękami i nogami. Na ich podstawie chciałabym Wam dzisiaj wskazać kilka sytuacji, w których poprawnie używana mowa może okazać się gwarantem sukcesu.

PRZEDSTAWIANIE SIĘ

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. W internecie znajdziecie mnóstwo wskazówek na temat zachowania dystansu, odpowiedniego komunikowania niewerbalnego – bo przecież zawsze jest miło, kiedy rozmówcy patrzą sobie w oczy i nie trzymają dłoni w kieszeni.

Nie wiedzieć czemu, po macoszemu traktuje się komunikację werbalną, a przecież prędzej czy później wypada zacząć ze sobą rozmawiać. Pierwszym krokiem, który trzeba wykonać, zanim cokolwiek się powie, to dobrze rozeznać się w sytuacji. W zależności od niej, wybierzemy, w jakim stylu będziemy rozmawiać – formalnym czy nieformalnym. W stylu oficjalnym zwracamy się do rozmówcy per pan, pani, państwo. Wyobraźcie sobie rozmowę rekrutacyjną (o niej więcej za chwilę). To też takie sytuacje, kiedy poznajecie kogoś starszego albo na wyższym stanowisku niż Wasze. Warto przedstawić się imieniem i nazwiskiem.

I, proszę, nie mówcie na powitanie „Witam”. To przywitanie jest zarezerwowane dla gospodarzy. Tak o tym słowie mówi zajmująca się badaniem grzeczności językowej prof. Małgorzata Marcjanik: „Można sądzić, że Polacy mają potrzebę posiadania formy pośredniej między poufałym Cześć a oficjalnym, «sztywnym» i dłuższym, więc mniej wygodnym Dzień dobry. Użycie formy Witam zakłada jednak nierównorzędną relację między rozmówcami, z czego użytkownicy języka nie zawsze zdają sobie sprawę. Witam może więc powiedzieć osoba starsza do młodszej, wyżej usytuowana do niżej usytuowanej (np. wykładowca do studenta, przełożony do podwładnego), ale nie odwrotnie”. Nikt nie chce na początku być uznany za ignoranta języka, prawda?

Witam może powiedzieć osoba starsza do młodszej, wyżej usytuowana do niżej usytuowanej (np. wykładowca do studenta, przełożony do podwładnego), ale nie odwrotnie.

Natomiast styl nieformalny zarezerwowany jest dla sytuacji nieco „luźniejszych”, kiedy rozmawiamy z naszymi rówieśnikami. Czasem na początku warto podać tylko swoje imię. Dlaczego? A dlatego, że zdarza się tak, że nikt się nie zna, i nagle, nie wiedzieć w jaki sposób, jedna osoba ma zapamiętać dwadzieścia lub więcej imion. Rękę do góry niech podniesie ten, który opanował tę sztukę. W kuluarach albo w dalszej części z pewnością będzie czas na rozmowy w mniejszych grupach i powiedzenie o sobie czegoś więcej.

Powiedzieć o sobie coś więcej brzmi jak bułka z masłem, w praktyce bywa z tym różnie. I tutaj znowu mamy dwie sytuacje: jednorodne lub niejednorodne towarzysko. Z jednorodnymi jest o tyle łatwiej, że mamy wspólny temat do rozmów. Do grup tego typu zaliczamy grupy zawodowe (np. lekarzy, prawników, spawaczy), studentów tego samego kierunku, pasjonatów danej dziedziny (sportowców, mikoli – miłośników kolei, wirtuozów pianina). Jednym słowem to ci ludzie, z którymi mamy coś wspólnego, coś, od czego możemy zacząć. W przypadku sytuacji niejednorodnej czasami trzeba wykazać się pokładami kreatywności. Mnóstwo osób pisze w CV, że jest kreatywna, więc nie powinno być z tym problemu. Nawiążcie do miejsca, w którym jesteście, wyglądu, nawet pogody. Nie ma złotego środka, który zadziała w każdej sytuacji. Przede wszystkim – nie bójcie się. Pamiętajcie, że słowa są jak miecz. A Wy tę „walkę” chcecie przecież wygrać.

ROZMOWA O PRACĘ

Wasze CV zainteresowało rekruterów, czas na rozmowę. Osobiście nie znam nikogo, kto chodziłby na rozmowy bez – chociażby cienia – stresu. To jest Wasz czas. Chwila, w której możecie pokazać się z najlepszej strony, i przekonać rozmówców, że to właśnie Wy nadajecie się na wymarzone stanowisko najlepiej.

Przede wszystkim, zanim usiądziecie przed komisją, dowiedzcie się czegoś więcej o firmie. To pozwoli Wam przygotować sobie zarys wypowiedzi. Dlaczego chcę pracować w tej firmie? Jakie mam mocne strony, które pozwolą mi radzić sobie z zadaniami? Niektórym pomaga mówienie do lustra. Inni powtarzają sobie zdania w głowie. Nie uważam, żeby uczenie się kwestii na pamięć było najlepszym rozwiązaniem, bo zapomnienie fragmentu może jeszcze bardziej zestresować. I nie martwcie się, kiedy zrobicie chwilę przerwy, zapomnicie słowa, przejęzyczycie się albo „polecicie” w „yyy” i wypowiedź nie będzie tak płynna, jak sobie wymarzycie. Wszyscy wiedzą, że jest to sytuacja nietypowa, jesteśmy ludźmi, każdemu zdarzają się drobne pomyłki. Nie bójcie się też pytać. Zazwyczaj rekruterzy dają taką możliwość. Oni przepytują Was, ale Wy możecie robić to również. Dlaczego więc mielibyście z tego nie skorzystać? O ewentualnych pytaniach możecie pomyśleć wcześniej, przed rozmową, ale także nawiązać do kwestii, które pojawią się w trakcie rozmowy. W ten sposób możecie pokazać, że uważnie słuchaliście.

KOMUNIKACJA CODZIENNA

Podałam przykłady sytuacji, których nie przeżywamy na co dzień, ale które są w naszym życiu bardzo ważne. Wiecie, dlaczego posługujemy się językami? Dlatego, żeby było nam w życiu łatwiej, żebyśmy mogli porozumiewać się z innymi, osiągać cele komunikacyjne. Władysław Lubaś mówi tak: „W wielu wypadkach właściwe użycie kodu językowego decyduje o powodzeniu załatwianej sprawy”. Na co dzień o tym nie myślimy, ale mówiąc, chcemy spełnić swoje potrzeby. Dlatego do dzieci mówimy prostszym językiem, dlatego też używamy solidnych argumentów, żeby udowodnić swoją rację. Mówienie jest właściwe niezbędne przy negocjacjach, a przecież każdy chce być zadowolony z wypracowanego rezultatu.

MÓWCIE, ILE SIĘ DA!

Pamiętajcie o jednym – język jest po to, żeby ułatwiać, nie utrudniać życie. Korzystajcie z niego, nie bójcie się mówić. Możecie wiele zyskać.

Pamiętajcie o jednym – język jest po to, żeby ułatwiać, nie utrudniać życie, i uparcie będę Was o tym przekonywać. Korzystajcie z niego, nie bójcie się mówić. Możecie wiele zyskać. I o ile do bycia perfekcjonistą w używaniu polszczyzny czeka nas wszystkich długa droga, o tyle, mogę zapewnić, jest to droga prowadząca na szczyt.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP