Jak ukryć fabrykę broni w warsztacie samochodowym?
Polacy, mimo przegranej kampanii wrześniowej, nie poddali się w obliczu okupacji swojej ojczyzny. Nie mieli jednak najmniejszych szans w starciu z tak potężnymi przeciwnikami bez posiadania odpowiedniego zaplecza logistycznego. Gołymi rękami nie da się skutecznie walczyć z wrogą armią. Tak powstała fascynująca opowieść o pomysłowości i podziemnej produkcji broni.

Stan, w jakim znajdowała się ówcześnie polska partyzantka, określany jest jako „głód broni”. Ochotników do walki nie brakowało – problemem były niedobory w sprzęcie. Do ruchu oporu nie przyjmowano często bez broni, ponieważ nadliczbowe osoby bez narzędzi walki były kłopotem dla oddziału, który musiał operować w trudnych warunkach przewagi przeciwnika. Początkowo głównym źródłem broni były zapasy przedwrześniowe oraz broń zdobyczna. Wielu żołnierzy zakopywało swoją broń po przegranych walkach. Niemniej część z tego sprzętu uległa, niestety, zniszczeniu – stało się to jednak motorem improwizowania pierwszych warsztatów rusznikarskich.

W czasie okupacji Polacy dokonali rzeczy niebywałej – zorganizowali podziemną produkcję broni. Były one przeróżne – od wyrzutni butelek i dziwnych strzelających rurek, poprzez konstrukcje broni automatycznej na wysokim poziomie, aż do… pojazdu pancernego!

Konspirowanie produkcji

W celu przezwyciężenia trudnej sytuacji logistycznej robiono wiele. W sam proces wytwarzania broni zaangażowana była bardzo mała grupa ludzi, by jak najbardziej zmniejszyć możliwość „wsypy” – rekrutowano głównie kowali, inżynierów oraz pracowników fabryk. Oprócz czysto chałupniczej produkcji powstawały także grupy zakonspirowane w zakładach pracy, które produkowały broń dla Niemców.

W konspiracji zbudowano nawet… pojazd pancerny!

Interesującym przykładem był zespół działający na terenie fabryki karabinów w Warszawie przy ulicy Dworskiej 29/31, znanej wcześniej jako „Gerlach”. Oprócz niemieckiej broni w utajony sposób produkowano tam części do pistoletu maszynowego Błyskawica. Zadziwiające jest, że potrafiono to robić zupełnie pod okiem strażników! Jak? Pracownicy mieli kilka swoich sprytnych sposobów zmylenia Niemców.

Kierownictwo nad całą grupą prowadził Roch Kafarowski działający pod pseudonimem Ksawery. Zebrał on zespół zaufanych sobie pracowników oraz załatwił rysunki techniczne. Dziennie szykowano także… pół litra wódki, przekąskę oraz tytoń. Używano ich do odsuwania majstrów niemieckich, którzy zaczynali za bardzo węszyć. Oczywiście za każdym razem zagadywał ich inny pracownik – w innym wypadku mogliby wywęszyć podstęp. Także sam proces wytwarzania odbywał się pod przykrywką: części, które nie wyglądały na kawałki przyszłej broni, produkowano je jako okucia maszyn do szycia. Stopień konspiracji można zrozumieć dopiero w momencie, kiedy pozna się fakt, że czasem części wynoszone były z fabryki do kolejnych faz produkcji przez nieświadomego tego wszystkiego majstra austriackiego Mayera. Podziemie wykorzystało tutaj jego słabość do alkoholu, opłacając jego pomoc.

Praca wysokiego ryzyka

Konspiracyjna produkcja niosła ze sobą ogromne zagrożenie. Przekonali się o tym pracownicy warsztatów przy ulicy Mogilskiej w Krakowie. Zostały one założone przez konspiratorów ze Związku Walki Zbrojnej i oficjalnie zajmowały się naprawami i wytwarzaniem maszyn oraz narzędzi rolniczych, a także wykonywaniem okuć budowlanych. Dzięki poszerzeniu swojej oferty o remontowanie samochodów Wehrmachtu otrzymano mocne papiery chroniące przed łapankami. Była to świetna przykrywka pod serwis, a także produkcję pistoletów maszynowych. Tam właśnie m.in. wytwarzano słynne pistolety maszynowe Steny zaadaptowane do okupacyjnych warunków produkcji.

Większość detali produkowano jawnie – trudno było je odróżnić od tych używanych w maszynach rolniczych czy samochodowych. Wykańczanie broni prowadzono w nocy, zachowując przy tym pełną konspirację. Wszystko zdawało się idealnie zakamuflowane. Nie przeszkadzała nawet zwyczajowa kontrola dokonywana przez niemieckiego oficera, która zwykle odbywała się rano (była ona związana z remontami samochodów niemieckich żołnierzy).

Do produkcji broni potrzebne były… pół litra wódki, przekąski i tytoń. W ten sposób odwracano uwagę Niemców pilnujących prac w fabrykach broni

Inaczej stało się w marcu 1944 roku, gdy około 5 rano do warsztatu wpadł niespodziewanie Niemiec. Chciał prawdopodobnie dokonać kontroli. Zaczął się on niebezpiecznie kierować wprost ku skrytce z częściami do stenów. Zauważył to jeden z pracowników produkcji ‒ Marian Tokarz. Świadomy jak ogromne niebezpieczeństwo dla życia jego kolegów i jego samego niesie ta sytuacja, wziął hak piecowy i zabił Niemca. Zapadła decyzja zamaskowania zdarzenia. Zwiększono ogień w piecu i wrzucono do niego zwłoki.

Niezwykłe bronie powstania

Brak odpowiednich środków i warunków otwierał drogę do improwizacji. W szczególności nietypową broń używano podczas powstania warszawskiego. Jedną z nich była „rurka strzelająca”. Wykonywano ją z rury hydraulicznej wyposażonej w ręcznie odciągany mechanizm iglicowy. Była ona odpalana z odległości za pomocą sznurka lub drutu. Kolejnym przykładem pomysłowości AK mogą być wyrzutnie butelek zapalających. Pomysł na nie pojawił się w czasie powstania – często wielu młodych chłopców na ochotnika poświęcało życie, by rzucić improwizowanymi granatami zapalającymi w czołg nieprzyjaciela, a sam zapłon i trafienie były dość niepewne. Niestety, także i te wyrzutnie nie były zbyt skuteczne i niepozbawione mankamentów – głównym ratunkiem na to stało się zyskanie broni przeciwpancernej ze zrzutów.

Podczas powstania warszawskiego stworzono też pojazd pancerny „Kubuś” oraz zmodyfikowano zdobyczny niemiecki transporter opancerzony, którego nazwano „Jaś”, a potem przemianowano go na „Szarego Wilka”. Stało się to na cześć poległego dowódcy tego wozu.

Młody talent

Nietuzinkową historią było powstanie pistoletu maszynowego Bechowiec. Został on opracowany przez Henryka Stąpocia ps. Mewa, który już w szkole wykazywał smykałkę do podobnych projektów. Był młodszym synem kowala z wioski Czerwona Góra obok Kielc. W wieku piętnastu lat stworzył swój pierwszy uproszczony pistolet na podstawie broni FN, która należała do jego wujka. Użył do tego imadełka, młotka, pilnika, przecinaka i starej lufy od karabinu rosyjskiego. Wziął zrobiony w taki sposób pistolet do szkoły, której kierownik zarekwirował go. Starał się on zainteresować władze wypromowaniem chłopaka z biednej rodziny i załatwić przeniesienie go do szkoły zawodowej. Niestety – stało się coś całkowicie temu przeciwnego. Sprawą zainteresowała się policja, ale na szczęście skończyło się tylko na rewizji i pomniejszych przykrościach. Oczywiście młody Henryk nie skończył praktykowania swojego nietypowego hobby – do samej wojny stworzył cztery podobne pistolety i bębenkowca.

W czasie wojny w 1942 roku Henryk Strąpoć wstąpił do konspiracji chłopskiej. Było to dość naturalne, ponieważ jego rodzina należała do ruchu ludowego. Stworzonego przed wojną przez siebie pistoletu używał on jako broni osobistej. Zajmował się reparacją broni dla Batalionów Chłopskich oraz wytwarzał granaty lontowe. W roku 1943 wyprodukował ich aż około 50. W kuźni swojego brata Edwarda zaczął konstruować także i broń. Pierwszy prototypowy pistolet był gotowy już na wiosnę 1943 roku i pierwotnie został on dostosowany do amunicji 9 mm, którą można było pozyskać na przeciwniku. Co ciekawe, jego szybkostrzelność była większa niż broni fabrycznej używanej przez partyzantów! Wieść o sworzniu własnej broni bardzo szybko obiegła lokalną konspirację. Nawiązano więc kontakty z zaufanymi pracownikami Huty Ostrowiec i zaczęto produkcję na większą skalę, a sam konstruktor zmodernizował swój pomysł. Sami żołnierze BCh twierdzili, że broń ta była lepsza niż steny.

Podziemna produkcja w liczbach

Płk dr Kazimierz Satora obliczył, że w konspiracji wyprodukowano 2000 pistoletów maszynowych oraz 950 miotaczy ognia. Najbardziej oszałamiającą liczbą jest ilość wykonanych granatów. Przyjmuje się umownie, że było ich 400 tysięcy sztuk! Jeśli chodzi o ilość materiałów wybuchowych, to było ich prawdopodobnie od 65 do 70 ton. W czasie powstania stworzono też sporo różnych broni improwizowanych – w tym 20‒25 moździerzy – oraz niezliczoną ilość „koktajli Mołotowa” używanych jako broń przeciwpancerna.


Przeczytaj artykuł:

Polak, który oszukał całą Europę

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP