Islandzkie wyzwanie
„Moje wyzwanie i przekraczanie barier miało pomóc osobie niepełnosprawnej przekroczyć codzienne bariery...”

rozmawiała Monika Wiśniowska


„Moje wyzwanie i przekraczanie barier miało pomóc osobie niepełnosprawnej przekroczyć codzienne bariery, które są pewnie większe, niż moje dziesięciodniowe zmagania” – mówi Łukasz Smogorowski o swojej charytatywnej samotnej wyprawie przez Islandię.

 

Monika Wiśniowska: Co było pierwsze, pomysł na wyjazd czy na akcję charytatywną?

Łukasz Smogorowski: Oba pomysły chodziły mi po głowie od dawna. Wiedziałem, że gdzieś pojadę i wiedziałem, że pragnę komuś pomóc. Chciałem obie rzeczy połączyć i dzięki wsparciu NZS Uniwersytetu Warszawskiego nawiązałem współpracę z Fundacją Poza Horyzonty, a oni wybrali Sławka. Jego proteza jest już w bardzo kiepskim stanie, ponieważ Sławek jest osobą niezwykle aktywną – trenuje pływanie i jeździ na rowerze. Pomoc takiej osobie miała mieć też związek z samą wyprawą – moje wyzwanie i przekraczanie barier, czyli Islandia zimą, miała pomóc drugiej osobie przekroczyć codzienne bariery, które są pewnie większe, niż moje dziesięciodniowe zmagania.

 

Jak przygotowywałeś się do wyprawy?

Przygotowania kondycyjne zacząłem mniej więcej… 15 lat temu – tyle trenuję długodystansowe biegi górskie. Ten rodzaj treningu jest bardzo uniwersalny. Pozwolił mi przejechać na rowerze Himalaje właściwie bez przygotowania kolarskiego, a teraz Islandię na biegówkach, po zaledwie kilku treningach na nartach. Biegi ultra ćwiczą też formę psychiczną. Uczą pokonywać skrajne zmęczenie. Uodporniają. Osobna sprawa to przygotowania sprzętowe. Bez poważnych sponsorów trzeba bardzo rozsądnie kompletować ekwipunek. Warto korzystać z doświadczeń innych podróżników, czytać relacje, opinie dotyczące konkretnego wyposażenia. Przetestować wszystko, co tylko się da, w jak najbardziej zbliżonych warunkach – łącznie z samym sobą. Ostatnia rzecz to logistyka, wyznaczanie trasy, bilety, kontakt ze służbami ratowniczymi, zgłoszenie ekspedycji itd. Do tego dochodzi kwestia nagłaśniania wyprawy i realizacja głównego celu, czyli zbiórki. Sporo elementów, które trzeba złożyć w całość.

 

Islandia zimą jest wyzwaniem, a samotna wyprawa – jeszcze większym.

Rozważałem zabranie kogoś ze sobą, ale to jest duża odpowiedzialność. Niewiele znam osób, które by się tego podjęły. Problematyczna jest nawet waga sprzętu i konieczność przemieszczania się z nim. Na początku i na samym końcu drogi nie było śniegu, więc niosłem 40 kilogramów na plecach przy dość dużym wietrze.

 

Jak wygląda codzienność takiej wyprawy?

Każdego dnia wykonuje się te same „rytuały”. Rano trzeba się przemóc i wysunąć ze śpiwora. Nie było to łatwe. Przez kilka dni temperatura spadała do -27 stopni, w namiocie było trochę cieplej, około -20. Z zagarniętego do przedsionka śniegu robiłem śniadanie, czyli zalewałem żywność liofilizowaną. Robiłem też litr herbaty na cały dzień i kolejne 1,5 litra śniegu pakowałem do camelbaka (specjalny bukłak na wodę), schowanego pod kurtką. Piłem w marszu przez ustnik. Ze śpiwora całkiem wysuwałem się, gdy już wszystko było gotowe do spakowania do sań. Obóz zwijałem najszybciej jak to możliwe, cały czas w ruchu. Ruch to ciepło. Po wyruszeniu brnąłem przed siebie przez osiem-dziesięć godzin, zatrzymując się kilka, kilkanaście razy, ale najwyżej na dwie minuty, żeby wypić łyk herbaty albo zrobić zdjęcie. Nigdy nie łączyłem tych czynności. Postoje musiały być jak najkrótsze. Nie chodzi o sam mróz, ale o wiatr – wichury powodowały, że odczuwalna temperatura była nawet o kilkanaście stopni niższa. Zdjęcie grubych zewnętrznych rękawic nawet na krótką chwilę powodowało drętwienie palców. I to pomimo że mia- łem pod nimi jeszcze jedną cieńszą parę rękawiczek To taka ochrona pierwszego kontaktu. Nie uchroniły mnie one jednak od lekkich odmrożeń. Przez niedoskonałości sprzętu zmuszony byłem kilka razy podczas rozbijania namiotu pracować bez grubych rękawic. Wystarczyło kilkanaście minut. Na szczęście po miesiącu wróciło pełne czucie w palcach, przeszło też nieprzyjemne mrowienie. To było jednak balansowanie na granicy. Sprzęt ma naprawdę ogromne znaczenie.

 

Rozbijałeś namiot w miejscach, które jakkolwiek chroniły przed wiatrem?

Raz dotarłem do nieczynnego schroniska, które miało otwarty przedsionek – tam udało mi się rozbić namiot. Ale kiedy następnego dnia próbowałem wyjść, był tak duży wiatr, że nie potrafiłem otworzyć drzwi. Dostawałem codziennie informacje o pogodzie od partnerów z Fundacji Fabryka Muzyki i niektóre z nich brzmiały: „Zbliża się huragan, szukaj schronienia”. Na otwartej przestrzeni szukałem przynajmniej głazów, za którymi mógłbym się schować.

 

Gdy próbuję sobie wyobrazić taką pustkę, mam wrażenie, że wpływa bardzo depresyjnie.

To nie był dla mnie problem. Zafascynowałem się surowością tej natury i faktem, że nie było tam żadnego żywego stworzenia. Miałem tylko jedną dziwną przygodę – wydawało mi się, że dostrzegłem na horyzoncie jakieś poruszające się zwierzę. Zacząłem je gonić i zboczyłem z trasy. Kiedy dojechałem do tego miejsca, okazało się, że to kamień, w dodatku wmarznięty w ziemię, więc nie miał prawa się przemieszczać. Nie mam pojęcia, co się stało. Islandczycy mówią, że to elfy, oni bardzo w nie wierzą.

 

Być może udało ci się jednego znaleźć.

Być może, bo nie potrafię w żaden inny sposób tego wytłumaczyć.

 

Objaw skrajnego wyczerpania organizmu?

To się wydarzyło rano, więc byłem wypoczęty, przy pełnej widoczności.

 

To była jedyna taka sytuacja?

Jeden raz miałem jeszcze zaburzenia perspektywy, ale to było w trakcie śnieżycy. Nie zauważyłem rozpadliny – cała dolina, którą chciałem przekroczyć, była pokryta lodem i śniegiem, a na jej dnie, między dwoma wzgórzami, była rzeka. W ostatniej chwili zauważyłem krawędź i wbiłem się w śnieg. Kiedy się przejaśniło, wyszło na jaw, że obok mnie była trzydziestometrowa przepaść.

 

Zbiórka na protezę Sławka w dalszym ciągu trwa, a wpłat można dokonywać przez stronę Fundacji Poza Horyzonty: pozahoryzonty. org/slawomir-szepielak. Na fanpage’u Islandzkiego wyzwania można natomiast przeczytać relację z wyprawy i śledzić losy całej akcji: facebook. com/islandzkie.wyzwanie.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP