Im się udało – młodzi przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces
Michał miał 23 lata, Krzysztof - 26, Beata - 30. Wszyscy zaczynali własne biznesy z duszą na ramieniu. Ale wszyscy też wiedzieli czego chcą.

Michał miał 23 lata, Krzysztof - 26, Beata - 30. Wszyscy zaczynali własne biznesy z duszą na ramieniu. Ale wszyscy też wiedzieli czego chcą.

 

Michał Marzecki jest właścicielem sklepu z telefonami komórkowymi i innym sprzętem elektronicznym. “W czasie studiów pracowałem jako przedstawiciel handlowy. Zarabiałem jednak tak mało, że w pewnym momencie nie starczało mi nawet na opłacenie studiów” - opowiada. Inspiracja, żeby założyć własny biznes przyszła od kuzyna i przyjaciela. “Obaj prowadzili podobne sklepy, jakoś dawali sobie radę, postanowiłem więc spróbować” - mówi. Krzysztofa Brzozowskiego do własnej firmy namawiał ojciec, także przedsiębiorca. “Już w czasie moich studiów radził, żebym otworzył coś własnego, mówił, że pomoże. Ale jako niepokorny syn miałem inne plany” - śmieje się Krzysztof. Przez kilka lat pracował więc na umowach zlecenia w przeróżnych branżach. Zajmował się sprzedażą sprzętu rtv, lodówek. Zarabiał, ale mógłby więcej, no i nie czuł satysfakcji. W końcu posłuchał rad ojca. Dziś jest szefem prężnie działającej firmy transportowej.

 

Beata Wrońska, manicurzystka w pewnym momencie powiedziała dość. Przez kilka lat pracowała w salonie piękności i - jak mówi - dorabiała swoje szefowe. Miała pokaźną liczbę zadowolonych klientek. Chłopak od jakiegoś czasu namawiał ją do otworzenia czegoś własnego. Bała się, bo wiedziała, że nie wszystkie klientki pójdą za nią do nowego miejsca. Poza tym miała mgliste pojęcie o prowadzeniu własnej firmy. Jednak zaryzykowała.  O ile Krzysztof miał wsparcie w rodzinie, o tyle Michał słyszał tylko wokoło, że biznes może nie wypalić. “Na szczęście ja byłem od początku nastawiony optymistycznie” - mówi. Żeby ruszyć, musiał wziąć kredyt. Między innymi dlatego od początku pracował pełną parą. “Miałem sporo do stracenia, więc odpuściłem zabawę na dobre 3-4 lata. Bywało trudno, ale dziś wiem, że się opłacało” - opowiada. Sklep zaczął przynosić niezłe zyski; silna konkurencja ulokowana po drugiej stronie ulicy niebawem musiała się zwijać.

 

Beacie pomógł chłopak i dotacje z gminy. “Długo szukałam miejsca na swój salon - bardzo zależało mi na parkingu. Za pożyczone od Darka pieniądze dostosowałam lokal do swoich potrzeb. Z dotacji kupiłam niezbędny sprzęt” - opowiada. Okazało się, że większość klientek nie zrezygnowała z jej usług i choć do nowego miejsca było trochę dalej, magia “pani Beatki” zadziałała. “Wiedziałam, że mały parking jest absolutnie konieczny” - śmieje się. “Przyznaję bez bicia - ja dostałem wędkę” - mówi Krzysztof. Pierwszy samochód na rozkręcenie firmy podarował mu ojciec. “Dostałem też know-how” - opowiada. To wszystko nie oznaczało, że Krzysztof nie musiał ciężko pracować. “Harowałem jak wół, na kolejne samochody brałem kredyty, w domu byłem gościem” - wspomina. Nie pamięta, żeby na początku swojej działalności wyjechał choćby na krótkie wakacje.

 

Wygospodarowanie czasu wolnego to zresztą bolączka większości młodych biznesmenów. “Oko pańskie konia tuczy. Żeby firmę rozkręcić, trzeba się jej poświęcić, przynajmniej na początku, bez reszty” - mówi Krzysztof. “Pracownik, nawet najlepszy jest tylko pracownikiem” - wtóruje mu Michał. “Nie pracuję, nie zarabiam - kalkulacja jest prosta” - dodaje Beata. Nie lepiej więc iść na etat, o 18 wyłączać komórkę i mieć pracę w nosie? “Po pierwsze tak pracuje się już chyba tylko w urzędach, a po drugie we własnej firmie sam jesteś sobie sterem, żeglarzem, okrętem. A to jest sytuacja nie do przecenienia” - mówi Krzysztof. “Dla mnie superważne jest zadowolenie klientów. Mam nawet takich, którzy przychodzą do mnie od początku. Firma od 9 lat z roku na rok się rozwija. To mi daje ogromną satysfakcję” - podkreśla Michał. Beata w ciągu kilku miesięcy rozszerzyła działalność. W salonie udało jej się wygospodarować miejsce dla fryzjera. Baza klientów cały czas się więc powiększa. “Gdzie ja bym mogła tak rozwinąć skrzydła?” - pyta retorycznie.  Recepta na własny udany biznes? “Wiara w siebie, zaangażowanie i ciężka praca” - mówi Michał. “Odrobina szczęścia też nie zaszkodzi” - śmieje się Beata.  

 

Wszyscy narzekają jednak na warunki prowadzenia biznesu w Polsce. “Dużo mówi się o trudnościach przy zakładaniu firmy. Ale firmę - choćby nie wiem jak było to trudne - zakłada się tylko raz, a potem trzeba się szarpać ze wszystkimi dokumentami” - mówi Beata. Choć i ona, i Michał prowadzą mikroprzedsiębiorstwa, obydwoje korzystają z usług biura rachunkowego. “Przepisy, podatki powinny być prostsze. Zanim dokumenty dostarczę do księgowej, ich przygotowanie to droga przez mękę” - dodaje Michał.  Prowadzenie własnego biznesu, szczególnie w usługach to też często konfrontacja z przeróżną klientelą. “Staram się jak mogę, a czasem ludzie robią takie świństwa, że szkoda gadać” - opowiada Michał. Krzysztof potwierdza: “Wiadomo: klient nasz pan, ale zdarza mi się zakląć wcale nie pod nosem”. Mimo wszystko żadne nie żałuje przejścia na swoje. Cała trójka za żadne skarby nie zamieniłaby się z etatowcami.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP