​Człowiek, który otworzył światu oczy na Wschód
Tiziano Terzani był obrońcą wschodnich wartości w zachodnim świecie i postacią niejednokrotnie porównywaną do Ryszarda Kapuścińskiego. Ten wielki dziennikarz udowodnił, że życie może stać się piękną, choć nierzadko niebezpieczną podróżą.

Świat, który nas otacza, z roku na rok pędzi coraz bardziej. Oprócz niewątpliwych korzyści, które przynosi postęp cywilizacyjny, należy pamiętać także o kosztach, które ponosimy w wyniku przyspieszonego tempa życia. Stres, depresja, nieustanna żądza zaspokajania materialnych potrzeb to tylko niektóre z negatywnych skutków, które przynosi konsumpcjonizm. Z tego powodu coraz częściej wielu z nas zastanawia się, czy możliwe jest wyrwanie się ze schematu, który niejako wymusza na nas obecny świat. Niejednokrotnie rozważania na ten temat podejmował Tiziano Terzani – korespondent wojenny, podróżnik i autor bestsellerowych książek. Włoski dziennikarz stanowi jednocześnie genialną inspirację dla osób, które swoje życie pragną zamienić w przygodę i piękną podróż. Co zabawne, z książkami tego niezwykłego człowieka pierwszy raz spotkałem się podczas własnej podróży do Indii. Biorąc pod uwagę, że jedna z pozycji autorstwa Włocha nosi tytuł „Nic nie zdarza się przypadkiem” – sytuacja ta nabiera symbolicznego znaczenia.

Trudne początki

Tiziano Terzani urodził się w 1938 roku w stosunkowo ubogiej florenckiej rodzinie. Po ukończeniu prawa na Uniwersytecie w Pizie zdołał wyjechać na studia podyplomowe do angielskiego Leeds. Jednak trudna sytuacja ekonomiczna, która zbiegła się z chorobą jego żony, wymusiła szybki powrót do kraju i rozpoczęcie pracy w międzynarodowej korporacji Olivetti. Zatrudnienie w dużej firmie pozwoliło Terzaniemu poznawać świat dzięki zagranicznym wyjazdom biznesowym. Nie przeszkadzało mu to jednak w rozwijaniu dziennikarskich zainteresowań – w międzyczasie podjął współpracę z pismem „L'Astrolabia”. Niedługo potem otrzymał szansę studiowania sinologii na nowojorskim Uniwersytecie Columbia – co miało odegrać ogromne znaczenie w jego późniejszym życiu.

Relacje z czasów wojny i otarcie się o śmierć

W latach siedemdziesiątych dziennikarska kariera Tiziano Terzaniego nabrała niebotycznego rozpędu. Dzięki swojej wiedzy, a także znajomości języka chińskiego udało mu się nawiązać współpracę z redakcją „Der Spiegel”. W wyniku tej kolaboracji Włoch udał się do Singapuru i stamtąd jako reporter podróżował do pogrążonego wojną Wietnamu, zdając niezwykle poruszające i emocjonalne relacje z upadku Sajgonu. Terzani współpracował także z uznanymi włoskimi dziennikami „Corriere della Sera” i „La Repubblica”.

Wyrazisty dziennikarz wyprowadził się do Azji razem z żoną i dwójką dzieci, co w dużym stopniu wpłynęło na jego postawę życiową. Krytycznie odnosił się do kapitalistycznego świata zachodniego nastawionego na zysk. Prostota egzystencji ludzi, których spotkał we wschodniej części globu, wydawała mu się słuszna i szlachetna.

Jednakże w miarę upływającego czasu i zgłębianiu informacji na temat zmian zachodzących na kontynencie azjatyckim – włoski dziennikarz dochodził do rozczarowujących wniosków, że rzeczywistość oparta na tradycyjnych wartościach zmierza ku nieuchronnej autodestrukcji.

Szalę goryczy przelały doświadczenia zdobyte podczas relacjonowania działań wojennych w Kambodży. Zbierając wstrząsające informacje dotyczące bestialskich działań Czerwonych Khmerów, początkowo zachowywał w swej ocenie relatywnie duży dystans. Jednak stając się naocznym świadkiem zbrodni ludobójstwa dokonywanej przez rewolucjonistów, włoski korespondent stracił złudzenia i nadzieję, że świat, który pokochał, na Wschodzie przetrwa okupione krwawą rzezią zmiany.

Warto podkreślić, iż właśnie podczas tamtych wydarzeń dziennikarz otarł się o śmierć. Terzani w trakcie pobytu w oblężonym mieście Poipet został wzięty za amerykańskiego szpiega. Włoch w odpowiedzi na wymierzoną w swoim kierunku broń ze strony kilkunastoletniego żołnierza krzyczał w znanym przez siebie języku chińskim, że jest jedynie europejskim dziennikarzem. Ku jego szczęściu ktoś ze zgromadzonego tłumu zrozumiał jego komunikat, co prawdopodobnie uratowało mu życie. Wstrząsający reportaż z tej wojny opublikował w książce zatytułowanej „Duchy – korespondencja z Kambodży”.

Wyrzucenie z Chin i relacja z upadku Związku Radzieckiego

Ta dramatyczna sytuacja nie zmieniła odważnej postawy Terzaniego w poszukiwaniu prawdy. W 1980 roku stał się jednym z pierwszych europejskich korespondentów mieszkających w Pekinie. Zauroczony kulturą Państwa Środka starał się żyć w sposób typowy dla chińskiego społeczeństwa i w relatywnie dużym stopniu zgłębiał lokalne zwyczaje. Nie unikał jednak tematów trudnych, analizował wpływ reżimu maoistycznego na życie zwykłych ludzi, na których bardzo mu zależało. Nie bał się pytać o okupowany Tybet. Taki stan rzeczy ostatecznie doprowadził do przymusowej reedukacji i wydalenia go z kraju – co stanowiło dla Terzaniego ogromny ból, który opisał w książce „Zakazane wrota”.

Terzani nieustannie poznawał kulturę państw azjatyckich – takich jak Japonia czy Indie – podejmując w swych tekstach tematykę związaną z duchowością, sensem życia i śmierci.

W dalszym okresie swojego życia Terzani nieustannie poznawał kulturę innych państw azjatyckich – takich jak Japonia czy Indie – niejednokrotnie podejmując w swych tekstach tematykę związaną z duchowością, sensem życia i śmierci. Należy jednak zaznaczyć, że nie odchodził tym samym od relacjonowania istotnych dla świata wydarzeń politycznych. Tak było chociażby w latach dziewięćdziesiątych, gdy relacjonował upadek Związku Radzieckiego. Efektem jego pracy w tamtym okresie jest reportaż „Dobranoc, panie Lenin”.

Przepowiednia wróżbity i „Listy przeciwko wojnie”

W 1993 roku Terzani podjął niecodzienną decyzję o rezygnacji z poruszania się drogą lotniczą – co w przypadku korespondenta zagranicznego musiało być zgoła problematyczne. Taki stan rzeczy wynikał z przepowiedni, którą otrzymał od sędziwego wróżbity z Hongkongu, który przestrzegł Terzanigo przed lataniem samolotami. Ku jego niezmiernemu szczęściu redakcja „Der Spiegel” okazała zrozumienie i zaakceptowała prośbę.

W 1993 roku Terzani podjął niecodzienną decyzję o rezygnacji z poruszania się drogą lotniczą – co w przypadku korespondenta zagranicznego musiało być zgoła problematyczne.

W odpowiedzi na antyislamskie hasła głoszone po ataku terrorystycznym dokonanym 11 września 2001 roku, włoski korespondent opublikował jedno z najważniejszych dzieł swojego życia „Listy przeciwko wojnie”. Jeden z nich był skierowany bezpośrednio do Oriany Fallaci znanej z radykalnych poglądów względem społeczności imigranckiej. Terzani oponował za dialogiem i próbą zrozumienia społeczności arabskiej. Apelował o zaprzestanie działań wojennych. W jego przekonaniu polityka oparta na odwecie jedynie pogłębia spiralę nienawiści i agresji.

Ostatnia podróż

Podjęcie decyzji o przejściu na emeryturę wymusiło na Włochu wykrycie choroby nowotworowej. Swoje leczenie w amerykańskiej klinice połączył z niekonwencjonalnymi metodami stosowanymi przez azjatyckich mędrców. Odbył tym samym kolejną podróż – tym razem w głąb siebie. Rozmyślał nad wynalezieniem skutecznego leku na raka i starał się konfrontować swoje przemyślenia dotyczące życia i śmierci. Efektem jego ostatniej wędrówki była poruszająca relacja zawarta w książce „Nic nie zdarza się przypadkiem”.

W ostatnim okresie swojego życia włoski podróżnik powrócił do rodzinnego kraju. W tym czasie jego syn Folco spisał wspomnienia ojca, które zostały opublikowane w książce „Koniec jest moim początkiem”.

Nie po raz pierwszy widziałem siłownię, ale obraz tych wszystkich młodych ludzi, którzy po wyjściu z pracy biegali, żeby zrzucić z siebie frustrację i tłuszcz, wydawał mi się kwintesencją owej cywilizacji: biec, żeby biec, iść, żeby nigdzie nie dotrzeć – ten wyśmienity cytat zaczerpnięty z książki „Nic nie zdarza się przypadkiem” obrazuje krytyczne podejście włoskiego dziennikarza wobec standardów ustalonych przez obecną rzeczywistość. Jednakże swoim życiem Tiziano Terzani udowodnił, że niekoniecznie każdy z nas jest zmuszony do brania udziału w tym wyścigu, bowiem wszyscy otrzymujmy szansę na to, by odnaleźć swoją własną ścieżkę prowadzącą do szczęścia. Tiziano Terzani zmarł w 2004 roku w toskańskiej Orsigni.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP