​Co wybrać – korporację czy bycie na swoim?
Codziennie ludzie starają się udowodnić swoją rację – ser kładzie się na szynkę, najpierw mleko potem płatki, pomidorowa tylko z makaronem. I tak w tym gąszczu dylematów i rozterek swoje miejsce znalazła spędzająca sen z powiek wielu ludziom decyzja związana z życiem zawodowym. Co wybrać – korporację czy bycie na swoim?

Pracownicy międzynarodowych korporacji, w przerwach od Excela i kolejnego 1tol, wyglądają z tęsknotą przez jedno z tysięcy okien gigantycznego, przeszklonego biurowca. Odpływają myślami w kierunku własnego biznesu. „Boże, ile ja bym dała za to, żeby teraz móc pracować na siebie, móc realizować marzenia i wszystko to, co wpadnie mi do głowy” – szepczą sami do siebie. Myśli coraz szybciej galopują, przez głowę przelewają się setki obrazów.

Nagle korpoczłowieka z transu wyrywa jakiś mały punkcik na trawniku obok głównego wyjścia z biurowca. Z daleka wygląda jak mrówka, która z zadartą głową patrzy na szczyt wieżowca. To przedsiębiorca, który w drodze do Urzędy Skarbowego postanowił na chwilę się zatrzymać i pomarzyć. „Boże, ile ja bym dał za to, żeby mieć stabilny przychód, wsparcie bardziej doświadczonych ludzi, stały harmonogram dnia i te cholerne owocowe czwartki” – mruczy.

Choć ta historia jest zmyślona, to bardzo dobrze obrazuje pewną zależność – człowiek ma skłonność do gloryfikowania tego, czego nie ma. Najczęściej żyje iluzją zbudowaną na opinii innych. Mogą to być artykuły branżowe, mogą to być rozmowy z przyjaciółmi, może to być najbliższa rodzina. Możliwości do tego, aby zbudować sobie obraz czegoś, czego nie ma, jest mnóstwo. Dlatego jedynym rozwiązaniem, aby naprawdę przekonać się o tym, czy lepszy jest majonez Kielecki, czy Winiary, czy lepsza jest praca w korporacji, czy założenie własnego biznesu, jest spróbowanie obydwu rzeczy. Tylko tak człowiek będzie w stanie podjąć możliwie najbardziej rozsądną i przemyślaną decyzję.

8 godzin vs no-limits

Kwestią, która idzie na pierwszy ogień w dyskusjach odnośnie do najlepszej drogi zawodowej, jest czas pracy. Nic dziwnego, bo według szacunków spędzamy w niej dużą część naszego życia. Skoro można „optymalizować” tę zmienną, to czemu by rzeczywiście tego nie zrobić?

W korporacjach (na umowie o pracę, chcąc być jak najbardziej precyzyjnym) czas pracy jest normowany prawnie, co już jest bardzo duża zaletą. Pełen etat to 160 godzin w miesiącu, co daje 8 godzin dziennie. Przysłowiowe „od 9 do 17” jest bardzo kuszącą opcją dla ludzi, którzy mają swoje pasje, i rozwijają je najczęściej po pracy, lub też chcą skupić się na rodzinie. Niestety, bardzo często zdarza się tak, że firmy nie przestrzegają tych wytycznych i pracownicy siedzą po nocach nad dopinaniem projektów, przygotowywaniem proposali i klejeniu prezentacji dla klienta. Ma to też jednak swoje plusy, szczególnie jeśli nadgodziny są płatne. Wtedy pracownik jest w stanie zarobić nawet drugą pensję w ciągu miesiąca.

Pracując „na swoim” znacznie trudniej jest utrzymać pewną dyscyplinę i osławiony już „work-life balance”.

Inaczej jest w przypadku własnego biznesu. Po pierwsze, „na swoim” jest znacznie trudniej utrzymać pewną dyscyplinę i osławiony już w ostatnich latach „work-life balance”. W pracy jest się praktycznie non-stop. Natomiast dużą przewagą nad korporacją jest elastyczność – możesz przez tydzień nie pracować, możesz pracować tylko dwa dni w tygodniu albo możesz pracować 16 godzin dziennie. To ty decydujesz o swoim losie. Oczywiście, nie pracujesz – nie zarabiasz, ale prowadzenie własnej działalności gospodarczej daje ogrom upragnionej przez wielu elastyczności. Niestety, za tym idzie wspomniany już wcześniej częsty brak umiejętności oderwania się od pracy. Skoro od pracy zależy wysokość przychodu, to przecież jeszcze dwie godzinki w sobotę krzywdy nie zrobią, a wpadnie trochę grosza. I tak człowiek wpada w błędne koło i coraz częściej łapie się na tym, że znowu usnął w środku nocy przy biurku z głową wbitą w klawiaturę.

Zjeżdżalnia vs deska do prasowania

Drugą kwestią sporną jest miejsce pracy. Oczywiście, co firma to inne warunki i otoczenie, ale bez wątpienia zauważalne są pewne ogólne różnice.

Korporacje, szczególnie z branży technologii, kuszą pracowników biurami, które przypominają pięciogwiazdkowe hotele. Google w swoim kampusie oferuje wszystko, o czym człowiek zamarzy. Jest basen, jest zjeżdżalnia, jest siłownia, jest biblioteka, jest masażysta, jest kucharz i pełne wyżywienie w ciągu dnia, jest nawet pokój z łóżkami, w których zmęczony pracownik może się zdrzemnąć. Do tego drogie, ergonomiczne fotele, w pełni regulowane biurka, sprzęt najwyższej klasy i widok na panoramę miasta. Czy to nie jest kuszące?

Z roku na rok coraz większą popularnością cieszą się coworki, które są namiastką biurowego życia.

Na to wszystko patrzy początkujący przedsiębiorca, który w swojej małej sypialni musiał wstawić biurko, krzesło i monitor, co sprawiło, że do łóżka wskakuje na szczupaka. Niektórzy dają się ponieść fantazji i zamiast biurka używają deski do prasowania, a zamiast fotela sedesu. Owszem, ten przykład to ekstremalna wersja survivalowego przedsiębiorcy. Na szczęście dużo się zmienia w tej kwestii. Z roku na rok coraz większą popularnością cieszą się coworki, które są namiastką biurowego życia. Tam, za określoną miesięczną opłatę, osoba z wykupionym abonamentem ma dostęp do sal konferencyjnych, przestrzeni kreatywnych, nielimitowanej kawy i herbaty oraz rożnego rodzaju wydarzeń i szkoleń. I nagle miejsce pracy przestaje odgrywać aż tak kluczową rolę podczas wyboru odpowiedniej formy zatrudnienia.

Stabilność vs jazda bez trzymanki

Trzecią, aczkolwiek niemniej ważną, o ile wręcz nie najważniejszą kwestią jest płynność finansowa i poczucie bezpieczeństwa.

W korporacji jedno jest pewne – stała, comiesięczna wypłata. Do tego dochodzi płatny urlop, L4, premie, wyjścia na kolacje. Człowiek, trafiając na pracę, w której respektuje się 8-godzinny dzień pracy może z czystym sumieniem zamknąć komputer o tej 17 i zająć się swoim życiem. Ma pewność, że pod koniec miesiąca dostanie stałe, z góry określone wynagrodzenie za swoją pracę. To na pewno bardzo mocno wpływa na poczucie bezpieczeństwa i możliwość planowania przyszłości.

Własna działalność gospodarcza to bardziej jazda bez trzymanki. Nigdy nie wiesz, co przyniesie następny miesiąc. Nie ma płatnego urlopu, nie ma L4, wyjście na kolacje przedsiębiorca funduje sobie sam. Natomiast znów jest znacznie więcej elastyczności. Jeśli chodzi o zarobek, to można w danym miesiącu się spiąć i zarobić tyle, ile ktoś zarobi w ciągu trzech miesięcy pracy w korporacji. To sprawia, że po raz kolejny przedsiębiorca sam decyduje o sobie i znacznie mniej rzeczy go ogranicza.

Język chiński vs home office

Dla wielu ludzi benefity są bardzo dużą przewagą korporacji nad własnym biznesem. To one sprawiają, że już nie tylko pensja się liczy. Dzięki nim pracodawca może się wyróżnić na tle innych firm i skusić pracownika swoją ofertą.

Korporacje prześcigają się w oferowanych benefitach. Multisport, prywatna opieka medyczna czy owocowe czwartki to już standard, a przecież jeszcze kilka lat temu był to ogromny powód do dumy. Dziś pracownik może korzystać z bezpłatnych lekcji języka chińskiego, z karnetu do kina czy teatru, z darmowych książek, funduszu na szkolenia, darmowych obiadów firmowych czy też corocznego wyjazdu na Malediwy. W tej kwestii tylko wyobraźnia (no i oczywiście budżet) jest ograniczeniem.

Będąc na swoim, o ile świadomie nie przeznaczy się pewnej sumy na benefity, można zapomnieć o masażyście czy kucharzu. Jednak tym, czego wielu ludzi zazdrości przedsiębiorcom, to home office, czyli praca zdalna. W korporacjach niechętnie podchodzi się do tego tematu (szczęście w nieszczęściu COVID-19 dużo zmienił w tej kwestii) i pracę zdalną traktuje się jako mocny benefit. A będąc na swoim, ma się go codziennie, i to bez niczyjej łaski i dobrej woli. Innymi słowy, taki grafik freelancer może równie dobrze pracować z Radomia, jak i Los Angeles.

To tylko kilka głównych różnic pomiędzy pracą w korporacji a własną działalnością gospodarczą, a i tak sprawiają, że nieustannie szala przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę. Bo najwięcej zależy od człowieka, jego charakteru i oczekiwań. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby pracować w zgodzie ze swoimi wartościami i celami. Wtedy naturalnie człowiek wybierze to, co jest najbliższe jego sercu. Warto na pewno spróbować zarówno pracy na etacie, jak i bycia na swoim, aby móc w pełni stwierdzić, co tak naprawdę w duszy gra.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP