Boeing kontra Airbus
Ernst i Willy nigdy za sobą nie przepadali. A kiedy w latach 30. i 40. ubiegłego wieku kierowali swoimi fabrykami, ich rywalizacja napędzana już była wzajemną nienawiścią. Ernst Heinkel i Willy Messerschmitt byli utalentowanymi niemieckimi konstruktorami lotniczymi. Ich nazwiska stały się symbolami śmiercionośnych maszyn w służbie III Rzeszy. Ernst specjalizował się w produkcji bombowców, Willy – myśliwców. Na początku II wojny światowej Heinkel popełnił jeden błąd – chciał wejść w działkę Messerschmitta i zaczął produkować myśliwce. Lepiej ustosunkowany w środowisku nazistowskich decydentów Willy Messerschmitt sprawił, że trzy prototypy Heinkla nie znalazły uznania w Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy i nigdy nie trafiły do masowej produkcji.
Ernst i Willy nigdy za sobą nie przepadali. A kiedy w latach 30. i 40. ubiegłego wieku kierowali swoimi fabrykami, ich rywalizacja napędzana już była wzajemną nienawiścią. Ernst Heinkel i Willy Messerschmitt byli utalentowanymi niemieckimi konstruktorami lotniczymi. Ich nazwiska stały się symbolami śmiercionośnych maszyn w służbie III Rzeszy. Ernst specjalizował się w produkcji bombowców, Willy – myśliwców. Na początku II wojny światowej Heinkel popełnił jeden błąd – chciał wejść w działkę Messerschmitta i zaczął produkować myśliwce. Lepiej ustosunkowany w środowisku nazistowskich decydentów Willy Messerschmitt sprawił, że trzy prototypy Heinkla nie znalazły uznania w Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy i nigdy nie trafiły do masowej produkcji. Przykładając oczywiście stosowne proporcje – Boeing i Airbus też za sobą nie przepadają. Nic w tym dziwnego, to dwa koncerny, które konkurując, niepodzielnie rządzą światowym rynkiem produkcji samolotów pasażerskich. Papryczki chili ich ry walizacji dodaje fakt, że to symboliczny wyścig nowoczesności między Ameryką (Boeing) a Europą (Airbus). Jest jednak kilka wspólnych elementów między tymi gigantami przestworzy. Primo – oba mają ostatnio spore problemy. Dreamlinery Boeinga zostały uziemione zaraz po wejściu na ry nek. Nie latają żadne z floty USA, Japonii, Indii, Chile i państw UE (w tym dwa LOT-owskie). Airbusowskie A380 też zaliczyły kilka wtop z silnikami, a premiera europejskiej odpowiedzi na Dreamlinera, czyli A350 już dwukrotnie była przekładana. Secundo – zarówno Boeing, jak i Airbus są de facto koncernami państwowymi. Amerykański Boeing jest kontrolowany przez waszyngtońską administrację, a Airbus – przez rządy trzech państw europejskich (Niemcy, Francja i Wlk. Brytania). Tertio – to w dużej mierze fabryki zbrojeniowe. Boeing to producent myśliwców, transportowców, powietrznych tankowców i satelitów wojskowych. Z kolei o Airbusie dużo mówi już sama nazwa jego głównego udziałowca EADS (European Aeronautic Defence and Space Company). Airbus ma też swoją odnogę w postaci Airbus Military (transportowce i tankowce powietrzne). Może zatem jest tak, że największy potencjał obu koncernów skupia się w militarnych fabrykach, zatrudniających właśnie tam, a nie w „pasażerce” najlepszych fachowców? I stąd nie mają wystarczających sił i czasu na pracę dla cywili? Trochę tak, jak w czasach komunistycznych było w przypadku radomskich zakładów Łucznik. Przeciętny Polak znał łucznikowskie maszyny do szycia i pisania (tak, tak, były takie maszyny). Ale miał blade pojęcie o tym, że w Radomiu produkuje się miliony sztuk broni dla wojsk Układu Warszawskiego oraz arabskich i afrykańskich satrapów.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP