Big Trup
Ależ to było wydarzenie. Przez kilka miesięcy Polska żyła nim bardziej niż dziś awanturą o LGBT+. Siedem lasek i ośmiu facetów zamkniętych w baraku w Sękocinie, wszystko obwieszone kamerami, dokładnie według instrukcji przesłanej przez Holendrów.

Prowadziły to istne tuzy dziennikarstwa: Martyna Wojciechowska i Grzegorz Miecugow. – To wielka naukowa lekcja – przekonywał „naukowy opiekun” programu, dziś już mocno zapomniany, a wówczas topowy autor podręczników z tak zwanej psychologii stosowanej Jacek Santorski.

Pierwszą edycję Big Brothera i przygotowania do niej, osiemnaście lat temu, śledziłem bardzo uważnie. Nie żeby mnie to jakoś szczególnie kręciło, ale pisałem o tym jako młody dziennikarz. Raczej krytycznie, a przynajmniej z mocnym powątpiewaniem w owe szczególnie terapeutyczne efekty spektaklu. Pan Jacek nawet powiedział mi kiedyś przez telefon, że rozmawia ze mną w obecności prawnika, który domaga się ode mnie „autoryzacji kontekstualnej” mojej rozmowy.

Nie ma w prawie prasowym czegoś takiego jak autoryzacja kontekstualna, a narodowa lekcja sprowadziła się do tego, że lud wyczekiwał, aż wreszcie któraś z którymś. Ponieważ uczestniczki pierwszej edycji programu zawarły złowrogo rozczarowującą zmowę, że żadna z żadnym do końca trwania audycji, wygłodniałe społeczeństwo musiało się zadowolić scenami spod prysznica i pikantnymi nocnymi rozmowami w sypialni. Dopiero potem – w którejś z kolejnych audycji – niejaka Frytka i Ken poszli na całość. Ona zrobiła dalszą karierę, a on nie. Jest to dowód na to, że nie wystarczy bzyknąć się w jacuzzi na oczach milionów ludzi, by potem się utrzymać na topie, ale dobrze przy okazji pochodzić ze znanej i poustawianej w biznesie rodziny.

Byli znani jak dziś ekipa Abstrachuje albo Maffashion. Dziś, mówiąc za Muńkiem – nikt o nich już nie mówi, nikt o nich nie pamięta.

Bohaterowie pierwszej serii zostali bohaterami narodowymi, co prawda na krótki czas. Zwycięski Janusz został posłem. Klaudiusz prowadził programy w TVN-ie. O Gulczasie reżyser kultowego „Czterdziestolatka” nakręcił film, a potem kolejne. Byli znani jak dziś ekipa Abstrachuje albo Maffashion. Dziś, mówiąc za klasykiem Muńkiem - nikt o nich już nie mówi, nikt o nich nie pamięta.

Nieco zdziwiło mnie, że po prawie dwudziestu latach, TVN-owski koncern znowu zdecydował się na powtórkę cokolwiek żenującego show. W 2001 roku nie było jutiubów, instagramów, fejsbooków, internet był w powijakach, nie było smartfonów. Ale teraz? Są ludzie, którzy z upodobaniem informują cały świat, co zjedli na śniadanie, co mają w lodówce, i na co cierpi ich kot. Sławę robi się, porywając ludzi kanałami tematycznymi w internecie, ale nie w baraku w Sękocinie. A fani mocniejszych wrażeń mają miliony stron xxx i sekskamerki, których pracownice w niektórych krajach założyły już związki zawodowe.

W pierwszym odcinku najnowszej serii Big Brothera zagłosowało 750 osób. Tyle przyciąga sonda tłiterowa wrzucona przez przeciętnego użytkownika. Big Brother zmarł. Nie płaczę po nim. A zombiak okazuje się niestraszny.


not. ES

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP