Bić się, czy się nie bić
Rzadko się zdarza, aby polski film miał tak intensywną, a przy tym całkowicie darmową kampanię reklamową. O „Tajemnicy Westerplatte” zaczęło być głośno latem 2008 roku, gdy wyszło na jaw, że Paweł Chochlew, scenarzysta i reżyser w jednej osobie wymyślił sceny odległe od poetyki szkolnych akademii. Czy żołnierze Września mogli hasać na golasa, rozstrzeliwać dezerterów i oddawać mocz na portret marszałka Śmigłego-Rydza?
Rzadko się zdarza, aby polski film miał tak intensywną, a przy tym całkowicie darmową kampanię reklamową. O „Tajemnicy Westerplatte” zaczęło być głośno latem 2008 roku, gdy wyszło na jaw, że Paweł Chochlew, scenarzysta i reżyser w jednej osobie wymyślił sceny odległe od poetyki szkolnych akademii. Czy żołnierze Września mogli hasać na golasa, rozstrzeliwać dezerterów i oddawać mocz na portret marszałka Śmigłego-Rydza? Oczywiście, że nie mogli – orzekła patriotyczna większość. Media prześcigały się w publikowaniu oświadczeń i kontroświadczeń, z satysfakcją donosząc o pustkach w kasie producenta filmu i strajku aktorów. Sprawą zainteresowały się najwyższe czynniki, bo o ile historia Polski mało kogo obchodzi, to polityka historyczna kręci prawie wszystkich. Mając w pamięci te awantury wybrałem się do kina z duszą na ramieniu. Tymczasem czekało mnie miłe zaskoczenie. Film Chochlewa nie jest ani zły, ani skandalizujący, choć większość inkryminowanych scen pozostała w scenariuszu. Wojacy zamiast konterfektu marszałka obsikują plakat „Silni, zwarci, gotowi”. W kategoriach technicznych „Tajemnica Westerplatte” też się broni. Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał zresztą batalistyki na miarę „Szeregowca Ryana”. Nawet zastępstwo Michała Żebrowskiego wyszło na dobre, bo ile razy można oglądać dekonstrukcję twardziela w wykonaniu Bogusława Lindy? Osią fabuły jest psychologiczny pojedynek kapitana Franciszka Dąbrowskiego z majorem Henrykiem Sucharskim. Chochlew przyjął wersję, że obroną Wojskowej Składnicy Tranzytowej faktycznie kierował ten pierwszy. Sucharski chciał stawić jedynie symboliczny opór i po 12 godzinach poddać się Niemcom, by „przerwać rzeź”. Takie ujęcie sprawy czyni z filmu kolejny głos w odwiecznej dyskusji „bić się, czy się nie bić?”. Racje nie zostały jednak rozdzielone równo. Ekranowy major łatwo się rozkleja. W dodatku jest człowiekiem chorym. Czy to możliwe, by panikarzowi powierzono obronę tak prestiżowej placówki? Chochlew sugeruje, że wyższa szarża nie miała żadnych złudzeń co do wyniku starcia z III Rzeszą. Ukrywała jednak prawdę przed żołnierzami, aby ci nie stracili ducha bojowego. W rezultacie „załoga śmierci” walczyła do upadłego, wierząc w rychłe nadejście odsieczy. Obawiam się, że rzeczywistość była bardziej okrutna – nasi wodzowie sami uwierzyli w mocarstwową propagandę, tworzoną na użytek maluczkich. Intuicja podpowiada, że poświęcenie zwykle graniczy z fanfaronadą, patos z trywialnością, a realizm z tchórzostwem. W tym sensie wizja Chochlewa jest bliska prawdy, może nie o Westerplatte, lecz o wojnie w ogóle.   Tajemnica Westerplatte reż. Paweł Chochlew, obsada: Michał Żebrowski, Robert Żołędziewski, Piotr Adamczyk, Borys Szyc

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP