Będąc młodym intelektualistą
Po czym poznać, że weszliśmy na drogę kultury wiodącą do poznania samego siebie? Tego nie sposób pomylić z niczym innym. Wówczas jak poeta zakrzykniemy: „Nigdy jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej pewności: jestem obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i Rzymian, ale prawie nieskończoności”.

Sytuacja bycia w świecie skłania nas do przyłączenia się do tej inspirującej pracy odkryć i ustaleń trwających od pokoleń. Przez przynależność do danej nam wspólnoty historycznej każdy jej coś przydaje, ale i ona coś nam powierza. Bez konsekwentnego wysiłku nie dotrzemy do przyswojenia, do uczynienia swoim tego wielkiego spadku. Intelektualne bogactwo pozostanie cudze, a my utkniemy uwięzieni w historycznym wyobcowaniu, w miejscu odległym o znaczny kulturowy dystans od naszych poprzedników i nam współczesnych.

Wola jest kluczem do sprawy. To ona w jednoznaczny sposób odpowiada na pytanie: kto? Kto ma podjąć wyzwanie? Kto nawiąże dialog na miarę pokoleń? Kto wzbogaci swą osobowość? Czas zbuntować się przeciwko wszechobecnej atmosferze buntu. I zwrócić się w górę strumienia, do źródła starannie ukrytego w tajemnicy swego początku.

Czas zbuntować się przeciwko wszechobecnej atmosferze buntu.

Powiedzieć: „ja chcę”, to znaczy zarazem: „podjąłem decyzję”, „rozporządzam sobą”. Wysiłek intelektualny jest jak wysiłek mięśni. Uśpione ideały czy twórczość, której nie dano szansy – to dlatego zastępy nieodkrytych talentów chodzą po świecie.

Ludzka myśl potrzebuje światła, by mknąć do przodu. Okręt nie został zbudowany po to, by stał w porcie. Ta zachęta ma praktyczny sens i może mieć takowy skutek. Nie chodzi tu jedynie o poznawczą ciekawość świata, ale o to, by obrać właściwy kurs i cała na przód!

W życiu nie ma aż tak wielu okazji, by tego kroku dokonać. Szkoła średnia dla wielu z nas to jeszcze zbyt wcześnie, żeby zrozumieć i docenić to kulturowe dziedzictwo. Studia są jedną, a dla wielu wręcz jedyną okazją, nim praca zawodowa zaangażuje niemal pełnię naszych sił. Ruszajmy, póki można. Byśmy poniewczasie nie spostrzegli: „Wypłynąłem na suchego przestwór oceanu”.

Intelektualista, jak każdy inny, posiada swój warsztat pracy. Kto raz solidnie w pocie czoła go opanuje, ten zawsze już będzie z niego korzystał. A kto ni razu nie był intelektualistą, tego zawsze już będzie kusić droga łatwizny. Na warsztat składają się: miejsce, czas i asceza. Miejsce to biblioteka lub laboratorium, gdzie ślęczymy godzinami przy szeroko rozumianym biurku. Czas na naukę albo jest precyzyjnie wyznaczony każdego dnia, albo zostanie nam skradziony. Tylko wówczas zadziała prawo narastania, dając na koniec przyjemność zwieńczonego dzieła. Asceza zaś jest konieczna, ponieważ by do czegoś dojść, trzeba umieć przetrwać długo bez gratyfikacji. Walka jest stała, a sukcesy przychodzą nieśpiesznie.

Czeladnik musi polubić trzy rzeczy: papier, ciszę i brak uznania. Papier, ponieważ konieczna jest zażyłość z książkami. Żyjemy w czasach, w których prawdziwa wiedza nie została jeszcze zdigitalizowana i nadal spoczywa w książkach. Intelektualista zna siłę ciszy i nie ulega dyktaturze hałasu. A brak uznania ze strony otoczenia uczy pracy pomimo to.

Wytrwałość w małych rzeczach, zachowanie ładu, uporządkowanie otoczenia, plan dnia i punktualność, zasada golden hour, wytrwanie w pracy i w tej ostatniej minucie przed przerwą położenie na stole obrazka z kimś, kto nas inspiruje.

Czy to wszystko przyda się w życiu? Praca naukowa jest najtrudniejszą formą pracy, wymaga samodyscypliny, prostowania intencji i wyzwalania motywacji. Intelektualiście zostanie człowiekiem pracy, homo faber, przyjdzie później bez najmniejszego trudu.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP