Alfabet starupowca
W najbliższych dwóch wydaniach „Konceptu” chcemy z lekkim przymrużeniem oka przyjrzeć się terminologii używanej z ogromnym zapałem przez środowisko startupowe. Po wielkim, i jakże głęboko wchodzącym w naszą codzienną komunikację, zjawisku „korpogadki”, niektórzy widzą, że mamy do czynienia z następną falą.

Ten swoisty kod używany przez część dziennikarzy czy naszych znajomych nie jest zrozumiały dla wszystkich. Po „wysmartowaniu” celów i „zczelendżowaniu” kolegów z działu obok wkraczamy w świat „pivotów”, „emwipi” czy „skalowania”. Przedstawiamy pierwszą część alfabetu startupowca. Trzymamy się kolejności alfabetycznej.

A jak akceleracja: fanom piłkarskich gier komputerowych (zwłaszcza tych, gdzie wcielić się można w rolę menadżera) może się kojarzyć z jednym z najważniejszych parametrów pomocnych w wyborze skrzydłowych i napastników. Czyli z przyspieszeniem. I jest to trafne skojarzenie. Bo akceleracja to działania, często prowadzone równolegle, które mają rozwinąć produkt czy usługę startupu do takiego stanu, by możliwa była ich sprzedaż klientom. Ale przyspieszenie to nie ogranicza się tylko do tej kwestii. Dotyczy też kompetencji, doświadczenia i know-how tworzących firmę ludzi. W realiach rynkowej inwestycji akceleracja dzieje się dzięki środkom od inwestora. Inną formą są specjalne programy tworzone przez firmy czy instytucje publiczne. W Polsce do najbardziej znanych należy Scale Up, Innvento czy Orange Lab. Na świecie przykładem jest amerykański 500 startups. Akceleracja wymaga dużych nakładów i pełnego oddania się ludzi rozwojowi usługi/produktu. Często finiszem udanej akceleracji jest pozyskanie kolejnych inwestorów i debiuty rynkowe.

B jak business model canvas, czyli koncepcja autorstwa niejakiego Aleksandra Osterwaldera. Dziś prawie wszyscy „pracują na canvasie” lub „traktują startupy canvasem”. No dobrze, ale o co w tym chodzi? Osterwalder w swojej książce twierdzi, że najlepszy jest taki model biznesowy, który opisuje, w jaki sposób organizacja tworzy wartość oraz zapewnia i czerpie zyski z tej wartości. Opisanie naszego startupu metodą Business Model Canvas to poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jak informuje portal www.pi.gov.pl, na taki model składa się 9 elementów: kluczowi partnerzy (Key Partners), kluczowe aktywności (Key Activites), kluczowe zasoby (Key Resources), wartość dodana (Value Proposition), kanały dystrybucji (Channels), struktura kosztów (Cost Structure), struktura przychodów (Revenue Streams), segmentacja klientów (Customer Segment) oraz relacje z klientami (Customer Relationships).

B jak bootstrapping, czyli rozwijanie startupu na bazie własnych zasobów, doświadczeń, wiedzy, relacji. Organicznie, oddolnie, własnymi rękami. Z wykorzystaniem bezpłatnych narzędzi, aplikacji, kursów, szkoleń. Czysta weryfikacja bez obcego kapitału czy dotacji. Trudniej wtedy o szybki rozwój, ale jest on na pewno zdrowszy. A w kolejnym etapie może przynieść pewniejszego inwestora. To model oparty na idei „zrób to sam”.

I jak inkubator to miejsce, gdzie hoduje się startupy i gdzie mogą wykluwać się z jajek. Bezpiecznie, w przyjaznym otoczeniu, bez zagrożenia ze strony drapieżników czy chorób. Krytykiem inkubatorów jest na przykład profesor Janusz Filipiak, właściciel i twórca polskiego informatycznego giganta Comarch. Uważa, że w inkubatorze startupy nie funkcjonują w prawdziwym świecie i że zbyt długie przebywanie w nim może rodzić postawę roszczeniową startupowców.

L jak lean management, czasem stosuje się zamiennie sformułowanie lean startup. Ta metoda Erica Riesa polega w głównej mierze na odwróceniu tradycyjnego podejścia; czyli nie skupianiu się na rozwoju produktu do stanu umożliwiającego włożenie go na sklepową półkę, lecz na stworzeniu przestrzeni do oddania produktu do testowania docelowym klientom. A potem, gdy skrytykują go na wszystkie możliwe sposoby, dopracowaniu go tak, by chcieli go kupić.

Ciąg dalszy w kolejnym numerze.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP