Alfabet startupowca - część II

E jak exit – czyli wyjście z inwestycji. Oczywiście w takim momencie, by osiągnąć duży zysk. Exit ma przynieść korzyść inwestorowi a nie startupowi czy pozostałym właścicielom. Najtrudniejszą rzeczą jest wiedzieć… kiedy wyjść. Aby zgłębić ten temat, warto poczytać historyczne dane pokazujące średni czas inwestycji w startupy z danych branż. Pokazują one horyzont czasowy inwestora, funduszu. Inny będzie on dla firmy wchodzącej w świat zaawansowanej medycyny, a inny dla producenta komputerowych aplikacji, nietypowej żywności czy odzieży. Różne branże wymagają różnych nakładów. Dane prezentowane przez portal TechCrunch pokazują przykłady większych amerykańskich startupów: pierwsze wyjście z Amazona miało miejsce już po trzech latach od inwestycji, a w przypadku Twittera – po sześciu.

M jak MVP – męskiej części czytelników w pierwszym momencie kojarzyć się to może z określeniem najbardziej wartościowego zawodnika meczu czy sezonu w amerykańskiej lidze NBA czy NHL. Skrótem tym startupowcy określają Minimum Viable Product, czyli podstawową wersję produktu. Taką, którą można już komuś pokazać, a nawet kazać, by spróbował ją użyć. Wersja ma po prostu działać na najprostszym możliwym poziomie, bez żadnych „fajerwerków” i ładnego designu (te przyjdą w następnych krokach). Po co wypuszczać na światło dzienne MVP? Choćby po to, by przetestować, czy pomysł realnie działa, i sprawdzić, jak jest odbierany. By sprawdzić, w jakim stopniu nasze założenia pokrywają się z reakcjami odbiorców. I by zadać testującym najważniejsze pytanie: czy byliby w stanie za niego zapłacić? Jeśli tak, to ile?

M jak Medicalgorithmics – polska firma, która sprzedaje w 13 krajach (większość przychodów notuje w USA). Dlaczego wspominamy o tym producencie usługi PocketECG, czyli zdalnej diagnostyki arytmii serca, dającej lekarzowi wgląd w pogłębione dane? Po pierwsze działa na trudnym i bardzo konkurencyjnym rynku „med & lifescience”, a po drugie jesienią 2016 roku wycena jego akcji na warszawskim parkiecie GWP przekroczyła na pewien czas 1 mld PLN. Niektórzy twierdzą dziś, że gdyby trzymać się kryterium naszej waluty, to spółka ta byłaby pierwszym polskim „jednorożcem”.

P jak pivot – to nie jeden z podstawowych kroków w koszykówce, lecz ten moment, gdy po otrzymaniu wyników w omawianym wcześniej MVP decydujemy się na daleko idącą lub całkowitą zmianę naszego produktu lub usługi. Zmianę podyktowaną zebraniem opinii i informacji od potencjalnych klientów. Zmieniamy koncepcję, by do kogoś trafić, by ktoś był gotowy nam zapłacić. Bez zmiany prawdopodobieństwo opracowania nikomu nieprzydatnej (ale funkcjonalnej i ładnej) rzeczy, która wyląduje ostatecznie w szufladzie, jest bardzo wysokie. Doświadczeni inwestorzy i startupowcy radzą, by nie obawiać się pivotów. By nie traktować ich jako porażki, lecz uznać za dobrą lekcję. Stare powiedzenie startupowców, mówi, że nie można być prawdziwym startupowcem bez przynajmniej jednego pivota w życiu.

R jak Ron Conway – anioł biznesu nazywany ojcem chrzestnym Doliny Krzemowej. Miano takie zyskał dzięki inwestycjom w Google, Paypal, Facebooka, Twittera czy Pinteresta. Jego metodą było inwestowanie relatywnie mniejszych kwot w wiele firm, a nie skupianie się na jednej. Miał opinię człowieka, z którym znajomość otwiera wiele zamkniętych drzwi w siedzibach firm, korporacji i funduszy. Jego credo brzmi: „Inwestuję, ponieważ uwielbiam pomagać przedsiębiorcom i obserwować, jak się uczą i odnoszą sukcesy”.

S jak Silicon Valley – tym, czy dla początków XX wieku w USA było Detroit, dla XXI w. jest Dolina Krzemowa. Wtedy na jednej przestrzeni zebrali się świetni inżynierowie, dalekowzroczni inwestorzy i sprawni organizatorzy. A że historia lubi się powtarzać, to niecałe 100 lat później podobne rzeczy zadziały się na drugim amerykańskim wybrzeżu (Stanford, San Francisco, San Jose, Palo Alto i inne miejsca w Kalifornii). Powstało centrum przemysłu komputerowego oraz modelu gospodarczego opartego o startupy. Fenomen doliny poddawano licznym badaniom naukowym i próbowano powielić w innych miejscach na świecie. Są różne teorie tłumaczące ten sukces. Z pewnością przyczyniło się do tego nagromadzenie uczelni, ośrodków badawczych, kapitału, a także podejście biznesowe nastawione na odbiór produktu/usługi ze strony klienta.

V jak venture capital – tym terminem w dużym skrócie określa się inwestowanie w przedsięwzięcia na wczesnym etapie rozwoju. Po to, by po czasie odsprzedać udziały czy akcje z zyskiem. To inwestowanie obarczone dużym stopniem ryzyka. Oprócz gotówki fundusze venture angażują swoje zasoby, relacje i doświadczenie w rozwój startupu. Średni okres inwestowania to od 3 do 8 lat, ale faktyczny czas zależy od branży.

Zaufali nam

© 2019 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP