Ajerkoniak władzy
Bej grochowski, jak mawia się u nas na żula, ma więcej władzy niż niejeden prezes.

W żydowskim Talmudzie zauważono, że ludzie, którzy chcą władzy, w nieskończoność za nią gonią, a tych, co jej nie chcą, w końcu ona dopada. Czytając to, na początku pomyślałem, że to kompletna brednia, a po namyśle doszedłem do wniosku, że czasem prawda, przypominając sobie losy ludzi, których znam, a którzy do władzy bardzo się zawsze rwali.

Czasem, bo przecież nie zawsze. Hitler i Stalin chcieli mieć władzę i ją mieli, choć ten pierwszy marnie skończył. Ale w naszych czasach różnie z tym bywa.

Przykład pierwszy z brzegu. Jeden z wysokich menadżerów polskich, których znam. Na wizytówce po polsku „prezes”, po angielsku „president”. Z tysiąc pracowników pod nim lekko. Jakieś ciężkie setki milionów obrotu. Facet uwielbia brylować, przemawiać, spotykać się z ważnymi ludźmi, choć przecież czapkują mu tylko dlatego, że zawsze liczą, że trochę go naciągną. I co? Gość, kiedy go trochę lepiej poznałem, okazał się kompletnie zablokowany, rozedrgany. – A co o mnie mówi ten, a co o mnie mówi tamten? – dopytuje z lękiem w oczach. Nocami chyba nie śpi ze strachu przed właścicielami firmy, radą nadzorczą i tak dalej. Bo go wyrzucą. Bo się zestarzeje, nie będzie nadążał, wszystko straci. Gdzie on wtedy pójdzie. Jak to będzie bez tego. Bez tego gabinetu, samochodu z kierowcą, ludzi, którzy są mili, bo doceniają pozycję i zasób portfela, ale nie człowieka z nimi związanego. Co to za władza? To zwykłe niewolnictwo. Bej grochowski, jak mawia się tu na żula, ma więcej władzy niż taki prezes, choć panem własnego losu nie jest, bo jego losem rządzi alkohol.

Rzeczywiście, ludzie, którzy bardzo rwą się do władzy, często szybko źle kończą. Gdy piszę te słowa, w telewizji właśnie mówią o burmistrzu, którego złapało CBA na łapówkarstwie. Trudno, żeby go nie złapali, skoro facet, samorządowiec zarabiający kilka tysięcy złotych, woził się maserati. Po co to robił? Pewnie bardzo chciał, bez względu na konsekwencje. Tak jest też z częścią tych, którzy strasznie chcą rządzić. Tak bardzo chcą, aż wszystko grzebią.

Ale ci, którzy się nie rwą do rządzenia, też mają niewesoło. Taki Romuald Traugutt nie rwał się do tego, by stanąć na czele powstania styczniowego, ale wiedział, że musi, choć wiedział też, że w końcu go to zaprowadzi na szubienicę. W polskich korporacjach i tacy się zdarzają. Odchodzi menadżer, ludzie proszą kogoś z zespołu, by wziął robotę, bo inaczej „przyślą kogoś z zewnątrz”. To dopiero sztuka, nauczyć się wydawać polecenia swoim kolegom i koleżankom. Z jednej strony nie zachowywać się jak kretyn, który na chwilę dostał władzę, z drugiej potrafić wymusić swoje decyzje na innych. Isaac Asimov, pisarz nie tylko książek fantastycznych, napisał, że dobrzy liderzy to ci, którzy wcale nie chcą być tymi liderami. Coś w tym jest.

Ale jest w tym coś jeszcze. Stare dobre prawa Murphy’ego. Jak nie znosisz jajek, a w pudełku pełnym czekoladek jedna jest z ajerkoniakiem, to na pewno na nią trafisz. Można albo wypluć, albo ajerkoniak polubić. W końcu władza bywa też bardzo przyjemna.

Zaufali nam

© 2020 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP