100 lat spełniania patriotycznego obowiązku. Historia sportu w niepodległej Polsce.
Według 87 proc. Polaków patriotyzm polega m.in. na kibicowaniu polskim sportowcom. Dziewięciu na dziesięciu z nas czuje dumę, gdy w zawodach wygrywają Polacy. Przy okazji sportowych wydarzeń w oknach wieszamy biało-czerwone flagi.

Wielu sportowców starty z orzełkiem na piersi traktuje jako realizację patriotycznego obowiązku. Tak rywalizację traktował choćby Stanisław Marusarz, który jako 5-latek obserwował narodziny niepodległej Polski, a później robił wszystko, by napawać rodaków dumą.

Marusarz przyszedł na świat w Zakopanem. Jako 10-latek po raz pierwszy postanowił skoczyć na nartach. Wylądował na głowie, poobijał się i niemal wpadł do pobliskiego strumyka. Niepodległa Polska była pięciolatką. Na swoich pierwszych wielkich sportowców, których podziwiać będzie mógł mały Staś, nie musiała jednak długo czekać.

Królowie międzywojnia

Jako 13-latek Marusarz wystartował w pierwszym oficjalnym konkursie skoków. Gdy odbywały się igrzyska olimpijskie w 1928 roku, był już członkiem klubu. W krainę pięknych sportowych marzeń mógł uciekać, słysząc o wyjątkowym pierwszym razie, do którego doszło w oddalonym o 1200 kilometrów Amsterdamie.

Ów pierwszy raz odbył się za sprawą Haliny Konopackiej. 31 lipca Polka ustanowiła rekord świata w rzucie dyskiem, tym samym wygrywając olimpijskie zmagania. W Holandii odegrano Mazurka Dąbrowskiego. Po czterech latach, w Los Angeles, koleżance pozazdrościł biegacz Janusz Kusociński. Niedługo później do listy chwały dopisała się Jadwiga Jędrzejowska. Tej do zapisania się na kartach historii nie był jednak potrzebny olimpijski krążek.

Jędrzejowska wprowadziła na światowe salony polski tenis. W 1937 roku dotarła do finału wielkiego Wimbledonu. Była mniejsza od rywalek, ale braki fizyczne nadrabiała sprytem i wspaniałą techniką. Zdaje się być pierwowzorem kolejnej wielkiej polskiej tenisistki, Agnieszki Radwańskiej, której przyszło powtórzyć jej sukces. Stało się to jednak dopiero po 79 latach…

Jędrzejowska wprowadziła na światowe salony polski tenis. W 1937 roku dotarła do finału wielkiego Wimbledonu.

Jadwiga na status królowej zasłużyła podwójnie. Gry bez niej nie wyobrażał sobie bowiem sam król Szwecji – Gustaw V, jej partner w mikście. Doszło do tego, że używał on swojej politycznej władzy, by ściągać ją na turnieje. Ta wreszcie przestała jednak przyjeżdżać. W kraju działy się rzeczy znacznie ważniejsze.

Stanisław Marusarz został wicemistrzem świata skoczków, Niepodległa Polska miała 21 lat, a całe rzesze naszych genialnych sportowców musiały złapać za broń.

Skok po życie

Marusarz srebrny medal na mistrzostwach w Lahti wywalczył w 1938 roku. Najważniejszy skok w swoim życiu wykonał jednak dwa lata później. Skazany za działalność konspiracyjną i pracę tatrzańskiego kuriera, który pomagał uciekać ludziom przed Niemcami, musiał ratować się skokiem z okna, by w ostatniej chwili wyrwać się sprzed muszek plutonu egzekucyjnego. Został postrzelony, ale przeżył. Niedługo później znów założył narty.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia co on. W 1940, w Palmirach, został rozstrzelany przez gestapo Kusociński. Ten sam los spotkał srebrnego medalistę z igrzysk w Paryżu, Tomasza Stankiewicza. Rok wcześniej zabito brązowego medalistę z Amsterdamu, Edmunda Jankowskiego. Podobne przykłady można mnożyć.

Marusarz srebrny medal na mistrzostwach w Lahti wywalczył w 1938 roku. Najważniejszy skok w swoim życiu wykonał jednak dwa lata później.

Marusarz odnalazł się na Węgrzech, gdzie szkolił tamtejszych skoczków. Pod koniec wojny kolejny raz musiał wydzierać się ze szponów śmierci. Gdy tylko było to możliwe, wrócił do ojczyzny. Wtedy Polskę czekała odbudowa. Podobnie, jak cały nadwiślański sport.

Nowy początek

Dawny tatrzański kurier i wicemistrz świata zajął się prowadzeniem schroniska na Ornaku. Jednak ani myślał zapomnieć o skakaniu. Złote medale dla najlepszego zawodnika w kraju zdobywał seriami. Błyszczał też za granicą. W 1948 i 1952 roku niósł polską flagę podczas ceremonii otwarcia igrzysk. To te drugie okazały się dla Biało-Czerwonych szczęśliwsze.

W Helsinkach pierwsze olimpijskie złoto po wojnie zdobył dla nas pięściarz Zygmunt Chyłka. Były członek armii gen. Andersa rozpoczął świetną serię polskiego boksu, który medale przynosił nam również cztery lata później w Melbourne i osiem – w Rzymie. Tym, który na dobre zapisze się w księgach polskiego sportu, okazał się złoty medalista z igrzysk w 1964 roku w Tokio i w 1968 w Meksyku – Jerzy Kulej.

– Rozbrajaliśmy z kolegami pociski, sprzedawaliśmy proch i w ten sposób zarabialiśmy pierwsze pieniądze. Mogliśmy kupić sobie prawdziwą piłkę i grać pod szczytem Jasnej Góry, jedynym bezpiecznym miejscu – mówił wiele lat później o swoim wychowaniu w biednej, częstochowskiej dzielnicy. W 1968 roku, w centrum polskiego sportu, nie było jednak jeszcze wspomnianej przez niego piłki. Oprócz Kuleja królowała wspaniała lekkoatletka Irena Szewińska. Czasy futbolowego prosperity miały dopiero nadejść.

Stanisław Marusarz tymczasem był dwa lata po wyczynie, o którym mówił cały narciarski świat. Emerytowany już wtedy skoczek otworzył dwa kolejne konkursy Turnieju Czterech Skoczni, oddając swoje próby w… garniturze i pod krawatem. „Niesamowity człowiek, fenomenalny Polak! To żywa legenda światowych skoków!” – zachwycały się niemieckie gazety. Marusarz, który wcześniej wielokrotnie lądował na celownikach faszystowskich karabinów, mógł się tylko uśmiechnąć. Los bywa przewrotny.

Gdy spoglądam wstecz, wydaje mi się, że osiągnąłem wiele. Dla siebie i dla naszego sportu. Walkę i rywalizację z najlepszymi o najwyższe trofea dla polskich barw zawsze uważałem za swój patriotyczny obowiązek.” Stanisław Marusarz

Orzeł w pełnym locie

W 1971 roku Marusarz otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Nikt nie zapominał o jego dokonaniach. Prawdziwą radość Polakom mieli jednak przynieść wtedy nie narciarze, lekkoatleci czy bokserzy, a dość nieoczekiwanie – piłkarze.

Drużyna pod wodzą legendarnego selekcjonera Kazimierza Górskiego kolekcjonowała kolejne sukcesy. W 1972 roku, po raz pierwszy i jak dotychczas ostatni w historii, wygrała piłkarski turniej na igrzyskach olimpijskich. To, że w tym samym roku po medal z tego samego kruszcu sięgnął skoczek Wojciech Fortuna, pewnie bardziej ucieszyło Marusarza, ale w skali całego kraju nie mogło rywalizować z sukcesem piłkarzy.

Po olimpijskim sukcesie Górski poprowadził Biało-Czerwonych w bodaj najbardziej historycznym piłkarskim spotkaniu w dziejach narodu, zakończonym remisem meczu z potężnymi Anglikami na Wembley (1973). Rok później polscy piłkarze byli już brązowymi medalistami mistrzostw świata.

W 1982 roku sukces ten powtórzyli pod wodzą Antoniego Piechniczka. W kolejnych dziesięcioleciach zdołali zagrać w finale igrzysk olimpijskich i zaliczyć ćwierćfinał mistrzostw Europy. Większe sukcesy, w tym dwa kolejne mistrzostwa świata (2014, 2018), wywalczyli dla Polski już specjaliści od innej dyscypliny drużynowej – siatkówki.

Siatkarskich sukcesów Marusarz nie doczekał. W 1979 roku, jako 66-latek, oddał swój ostatni skok. Namówił go do tego dziennikarz i dokumentalista Janusz Zielonacki. Rok później mógł szeroko się uśmiechnąć, gdy Władysław Kozakiewicz, złoty medalista igrzysk w skoku o tyczce, pokazał w Moskwie, co myśli o Sowietach. W 1993 roku miał przemawiać podczas pogrzebu przyjaciela i dowódcy z czasów wojny. Źle się poczuł, na cmentarz trzeba było wezwać karetkę, a niedługo później kraj obiegła informacja o jego śmierci.

Gdy Robert Korzeniowski był już najbardziej ozłoconym chodziarzem globu, pamiątka po Marusarzu pojawiła się w Alei Gwiazd Sportu we Władysławowie. Pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski odznaczono go kilka lat po wielkich sukcesach olimpijskich Otylii Jędrzejczak. W 2013 roku, kilkanaście miesięcy po tym, jak Polacy, wespół z Ukrainą, zorganizowali piłkarskie mistrzostwa Europy, syn Marusarza założył fundację jego imienia, która za cel przyjęła propagowanie sportów zimowych wśród młodzieży. Legendarny skoczek z góry patrzy na sukcesy kolejno Adama Małysza, Kamila Stocha, a teraz ich kolejnych naśladowców.

Polska niepodległa ma 100 lat, polski sport ma się co najmniej dobrze. Marusarz powinien być szczęśliwy. Choć, jak go znamy, pewnie chętnie oddałby jeszcze ten jeden, ostatni skok. Wszystko w ramach spełnienia patriotycznych obowiązków.

Zaufali nam

© 2018 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP