Życie na lekkim rauszu
Nie jeden Noe lubił się napić. U progu lata „Koncept” przypomina kilka barwnych alkoholowych perypetii.

Mateusz Zardzewiały


„Zastanów się nad tym faktem, że Bóg stworzył świat na pierwszej stronicy Pisma Świętego, a już na czwartej Noe leży urżnięty w pień” – radzili swoim czytelnikom redaktorzy „Cyrulika Warszawskiego”. Nie jeden Noe lubił się napić. U progu lata „Koncept” przypomina kilka barwnych alkoholowych perypetii.

 

Inteligenci gorszego sortu lubią pokrzykiwać, że alkohol to zło. Ale kto by chciał ich słuchać? Chętnych raczej nie ma. Co więcej – są ludzie, którzy potrafią skutecznie odeprzeć tę wrogą propagandę. Na przykład Jan Himilsbach. Pewnego razu ten popularny aktor udał się do kawiarni SPATiF w stanie, który pozwalał posądzić go o pewną zażyłość z napojami wyskokowymi. Zapewne to właśnie buzujące w jego krwi procenty przejęły nad nim władzę, gdy w dosadnych słowach „Inteligencja, wypierd****!” poprosił jasno zdefiniowane grono gości o możliwie sprawną zmianę lokalu. Na wezwanie odpowiedział Gustaw Holoubek, który wstał od swojego stolika, rozejrzał się po sali i poinformował biesiadników: „Nie wiem, jak państwo, ale ja będę wypierd****”.

Czytelnikom, którzy tu ze mną zostali, opowiem kilka historii – ich bohaterowie, jak to poetycko określił Himilsbach, „wprowadzili bajkowy nastrój do organizmu”.

 

PRZYCZYNY PICIA

Ale w zasadzie – po co alkoholizacja? Powodów może być wiele, ale jednym z najczęstszych jest fakt, że świat na trzeźwo jest nie do zaakceptowania. Doskonale wiedział o tym poeta Bolesław Leśmian, który część swojego życia spędził w Kijowie. Gdy wrócił do Warszawy, nie dało się nie zwrócić uwagi na bijącą od niego melancholię. No ale jak ma wyglądać cierpiący na depresję i myślący o odebraniu sobie życia człowiek? Tej okazji nie mógł przepuścić Stanisław Przybyszewski. Kierując się wątpliwym moralnie kodeksem etycznym postanowił pomóc i przyniósł planującemu samobójstwo Leśmianowi… rewolwer! Jednak są w życiu sprawy ważne i ważniejsze. Dlatego gdy poeta miał już w ręku broń, od razu zweryfikował swoje priorytety. Zamiast pociągnąć za spust, rewolwer sprzedał, a uzyskane w ten sposób pieniądze natychmiast przepił z przyjaciółmi. Czyli prawdą jest, że alkohol może być zbawieniem.

 

WYJDŹ POZA SCHEMAT

Trzeba jednak pamiętać, że są też ludzie w sposób wytrwały dążący do postawionych sobie celów. Nawet gdy ich realizacja niesie za sobą tragiczne skutki. W tym kontekście przypomnę innego miłośnika wysokoprocentowych płynów, Edwarda Stachurę. Nie miał on tyle szczęścia, co Leśmian. Prawdę mówiąc, w ogóle go nie miał. Wszystko wskazuje na to, że usilnie próbował zapić się na śmierć. Bezskutecznie. Wobec fiaska tego cokolwiek kosztownego planu, postanowił skorzystać z metody może mniej wyrafinowanej, ale znacznie bardziej skutecznej – powiesił się na jedwabnym sznurze.

Wiernym kompanem od kieliszka był dla Stachury pisarz Ireneusz Iredyński, równie wielki entuzjasta bajkowych nastrojów. Iredyński znany był między innymi z tego, że wszędzie zabierał ze sobą flaszkę wódki, z której od czasu do czasu pociągał sążnisty łyk – tak, by stale być na rauszu. Nic więc dziwnego, że gdy Ireneusz dowiedział się o tragicznej śmierci Stachury, był nieco pod gazem. Dzięki temu dostarczył koronny argument na potwierdzenie tezy o zbawiennym wpływie alkoholu na kreatywność. Gdy bowiem smutna informacja o samobójstwie przyjaciela dotarła do Iredyńskiego, ten zamyślił się, powtórzył raz jeszcze jej treść, po czym zadał absolutnie niecodzienne pytanie: „A skąd ten skurwysyn wziął jedwabny sznur”? To świetny przykład wyłamania się ze schematów, idealny przypadek myślenia „out of the box” postulowanego przez większość szarlatanów tzw. rozwoju osobistego. Więc, zamiast czytać te idiotyczne poradniki o samodoskonaleniu, można sobie polać. Efekty będą zbliżone.

 

PIJ JAK WITKACY

Lecz nie jest tak, że wystarczy się solidnie napić, by od razu wprowadzić swój mózg w podobny stan twórczego fermentu. Tu raczej należy przyznać rację starej, ludowej mądrości: pić to trzeba umieć. Jak więc powinna przebiegać alkoholizacja, jeśli wolimy spędzać czas konstruktywnie? Okazuje się, że kluczem do zagadki jest nie tylko dobór odpowiedniego trunku, lecz także jego umiejętne dozowanie. Oddajmy głos specjaliście. Jakich wskazówek udzieli nam ekscentryczny Stanisław Ignacy Witkiewicz? „Piwo tylko pite nałogowo (po kilka bomb, do kilkunastu nawet dziennie) daje niebanalne wyniki: ożywienie i wzmożenie wytwórczości (w przeciwieństwie do senności, którą wywołują małe dawki u początku piwozy)”. Dlatego idąc na zupę chmielową, pamiętajcie o starej zasadzie: jedno piwo to pół piwa, dwa piwa to dopiero piwo i dalej w zgodzie z tym równaniem.

KU CHWALE OJCZYZNY

Jak w praktyce działa metoda kilkunastu bomb? Z góry muszę przyznać, że źródła historyczne nie obfitują w relacje ludzi podążających za wskazówkami Witkacego. Jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa można uznać, że popularny w XX wieku polski aktor Władysław Grabowski osiągnął zbliżony efekt wzmożonej twórczości. Opracował prosty, a zarazem genialnie skuteczny sposób na ożywienie gospodarki. Jak wygląda jego zbawienna dla finansów recepta? Aby to przestawić, zacytuję fragment książki „Alkohol i Muzy” autorstwa Sławomira Kopra: „Grabowski, wracając kiedyś rano z pewnej mocno zakrapianej imprezy, wdał się w dyskusję ze szklarzem niosą- cym na plecach ramę z szybami. Szklarz żalił się na brak zamówień, wobec czego Grabowski postanowił mu pomóc. Rozbił laską najbliższą szybę wystawową, po czym zniknął w bramie swojego domu”. Choć mam mgliste pojęcie o ekonomii, muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka wszystkie elementy powyższego rozwią- zania współgrają idealnie.

 

CUDZE ŻONY

Oczywiście wiele osób żyje na bakier ze specjalnością profesora Balcerowicza. Na przykład komuniści mają tak błędne pojęcie o działaniu rynku, że po mieście krążą takie oto pogłoski: gdyby uczniowie Marksa rządzili na Saharze, już po trzech latach zabrakłoby tam piasku. Nic więc dziwnego, że ludzie z wyższym wykształceniem salonowym nie traktują tej czerwonej zarazy z poważaniem. A już szczególnie nikt rozsądny nie darzy sympatią przedstawicieli komunistycznych elit. I tu wracamy do Ireneusza Iredyńskiego, który, rzecz jasna w bajkowym nastroju, w sposób dosadny pokazał Jerzemu Urbanowi, kto tak naprawdę jest samcem alfa. Ten popularny pisarz upokorzył komunistycznego watażkę. Przytoczę relację z pierwszej ręki, oddając głos samemu Urbanowi: „Pewnego dnia wróciłem z terenu i mojej żony nie było w domu. Poszedłem do Bristolu, zastałem ją tam z Iredyńskim. Dołączyłem do towarzystwa. Kiedy zabierałem żonę do domu, Iredyński zapytał, czy może do nas wpaść i zabrać swoją szczoteczkę do zębów”. Relacje damsko-męskie na szczytach władzy są szalenie ciekawe; cofnijmy się do czasów odległych, do epoki starożytnego Rzymu. Na dworze cesarza Kaliguli panowały niecodzienne obyczaje. Jednym ze zwyczajów tego władcy było „zapraszanie” żon wizytujących go dostojników do prywatnych komnat. Gdy mężowie potulnie czekali, władca oddawał hołd Erosowi. Po wszystkim Kaligula wracał do swych gości i omawiał z nimi wady i zalety ich życiowych partnerek. Co prawda nie dam sobie uciąć ręki, czy w czasie tych igraszek był na rauszu, ale zakładam, że nikt trzeźwy raczej nie wpadłby na podobny pomysł.

 

ELIKSIR ŻYCIA

Warto jednak pamiętać o negatywnych skutkach wprowadzania się w bajkowy nastrój. Okazuje się, że jedną z gro niejszych rzeczy związanych alkoholem jest… jego odstawienie! Oto co spotkało człowieka, który zdecydował się na tak drastyczny krok. Relacja Iredyńskiego: „Tylko czysta i broń Boże odstawiać. Taki (...) twórca Tadeusz Kubiak powiedział, że przerzuca się na mleczko. I co? Długo pożył? Góra dwa tygodnie. Organizm nie zniósł wstrząsu”. Wprowadźmy więc kilka zasad zdrowego stylu życia do naszej codzienności i polejmy sobie od czasu do czasu.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP