Zrozumieć krainę smutku
„Kiedyś wydawało mi się, że japońskie realia są wyjątkowe w skali świata. Dziś im lepiej znam Azję, tym wyraźniej widzę podobne mechanizmy także u nas”.

Z Rafałem Tomańskim, japonistą, dziennikarzem i autorem książek o krajach Azji, rozmawia Oliwia Kacprzak.

Z wykształcenia jesteś japonistą – co zadecydowało o takim wyborze życiowej drogi?

O Japonii chciałem dowiedzieć się więcej po przeczytaniu „Na uwięzi” Yukio Mishimy. Był to przykład niezwykłej literatury i myślenia tak nietypowego, tak innego od tych, z którymi miałem wcześniej do czynienia, że musiałem lepiej poznać kraj, z którego pochodził.

1

W swoich książkach o Japonii – „Tatami kontra krzesła” i „Made in Japan” – ukazujesz niezwykłe kontrasty tego kraju, dzielisz się swoimi spostrzeżeniami, ale też obnażasz społeczne wady. Czy pomysł na pisanie narodził się w tobie po zetknięciu ze skomplikowanymi japońskimi realiami?

Napisanie książki wydawało mi się kiedyś bardzo trudnym zadaniem, ale któregoś razu spróbowałem i okazało się, że nie jest to aż tak niewyobrażalne. Dobrze jest robić to, co siedzi w środku najmocniej, bo wtedy kolejne tematy rozwijają się właściwie same z siebie. Trzeba jedynie kontrolować źródła i trzymać się faktów, a reszta przychodzi naturalnie.

Kiedyś wydawało mi się, że japońskie realia są wyjątkowe w skali świata. Dziś im lepiej znam Azję, tym wyraźniej widzę podobne mechanizmy także u nas. Chodzi nie tylko o to, że ludzie wszędzie czują czy cierpią tak samo, ale o to, że systemy polityczne, budowanie zależności i relacje międzyludzkie zaczynają wykazywać coraz większe podobieństwa. Na azjatycką rzeczywistość dobrze jest spojrzeć z oddalenia, pod szerszym kątem. Od początku Japonia dawała mi się poznać jako kraina ludzi smutnych i w pewien sposób przegranych, jakby w każdej chwili swojego istnienia i tak myślała o śmierci. „Tatami” miało być przewodnikiem i poradnikiem jak w takim świecie nie popełniać podstawowych błędów i rozumieć możliwie najwięcej. „Made in...” to opowieść o tym samym kraju, ale po nałożeniu filtra z 11 marca 2011 roku, czyli trzęsienia ziemi w Fukushimie. Wówczas Japonia stanęła przed problemem znacznie większym niż wspomniane poczucie rezygnacji – tak zwaną „potrójną katastrofą” sejsmiczno-morsko-atomową – ale ludzie i tak musieli sobie jakoś radzić. To zaś zrodziło kolejne pytania: dlaczego Japończykom udaje się tak szybko przystosować do skrajnie trudnych sytuacji, dlaczego państwo nie przeszło w międzyczasie kilku poważnych rewolucji?

Wojciech Tochman podczas premiery „Made in Japan” zarzucał mi, że tak naprawdę muszę tego kraju bardzo nie lubić, skoro opisuję jedynie jego negatywne aspekty. Jednak powód jest o wiele prostszy – krytyka pod adresem Japonii pomaga ją lepiej zrozumieć.

Pamiętam jak Wojciech Tochman podczas premiery „Made in...” zarzucał mi, że tak naprawdę muszę tego kraju bardzo nie lubić, skoro opisuję jedynie jego negatywne aspekty. Jednak powód jest o wiele prostszy – krytyka pod adresem Japonii pomaga ją zrozumieć i opisać istotę problemów, z powodu których społeczeństwo zmierza ku przepaści.

W twoim życiu zagościła również Korea, co zaowocowało kolejną publikacją – „Piekło-niebo. Zrozumieć Koreę”. Skąd zainteresowanie tą częścią Azji? Czy, zgodnie z tytułem książki, faktycznie zgłębiłeś tajniki koreańskiej mentalności?

Koreańczycy są znacznie bardziej otwarci na kontakt z innymi. Japończycy utwierdzili się w przekonaniu, że żaden cudzoziemiec i tak nigdy ich nie zrozumie, że nie potrzebują pomocy, nie interesuje ich współpraca w działaniach kulturalnych. Żałuję, że takich rzeczy nie uświadamia się na studiach, można by przynajmniej uniknąć w przyszłości kilku poważnych złudzeń. Japonia przez długi czas nie prowadziła żadnych konkretnych działań poprawiających jej wizerunek na świecie. Wpadła w pułapkę myślenia, że skoro wszyscy kojarzą samurajów, wojowników ninja czy Hello Kitty, jej marka obroni się sama. Po latach okazało się, że ludzie lubią poznawać nowe rzeczy i do odkrywania świata potrzebują kompetentnych przewodników. Koreańczycy postawili zatem na promocję zwaną miękką dyplomacją i nagle okazało się, że najpopularniejszym utworem Internetu jest koreański „Gangnam Style”, że w Korei jest znakomita kuchnia oparta na niespotykanej zasadzie kiszenia i fermentowania praktycznie każdego składnika, że Koreańczycy muszą mieć żelazne przekonanie o własnej wyjątkowości, skoro przez wieki podbojów nie stracili charakteru. W koreańskim centrum kultury w Warszawie można znaleźć na przykład ulotki, które uczą, że koreański strój narodowy to nie kimono, choć wygląda na pierwszy rzut oka podobnie. Ten kraj nie bał się eksperymentowania z japońskimi pomysłami i robienia na nich pieniędzy.

Japończycy utwierdzili się w przekonaniu, że żaden cudzoziemiec i tak nigdy ich nie zrozumie, że nie potrzebują pomocy, nie interesuje ich współpraca w działaniach kulturalnych.

Młodzieżowe zespoły spod znaku K-popu to kopie japońskich pomysłów. Koreańskie seriale, tak zwane dramy, również opierają się na japońskich odpowiednikach. Widać było coraz wyraźniej, że te pomysły podobają się w kraju, że można nimi zainteresować ogromny rynek w Chinach, że koreański taniec boys- i girlsbandów może się przyjąć w akademiach w Meksyku czy Iranie. Po latach okazuje się, że ten mechanizm oparty był w pewnej części na nie do końca transparentnych powiązaniach wielkiego biznesu i polityki. Koreańska soft diplomacy jest teraz na liście potencjalnych ofiar skandalu z udziałem prezydent Park Geun-hye, jednak nie może to przysłonić obrazu całości kraju, który w taką muzykę i produkcje filmowe uwierzył. W największym skrócie można stwierdzić, że Korea robi to samo, co Japonia, tyle że z pewnym opóźnieniem i z lepszym efektem. Pod względem kulturalnym te kraje wzajemnie przenikają się od wieków i choć uważają się za odwiecznych wrogów – Japończycy gardzili rzekomo niższymi pod względem rozwoju Koreańczykami, a ci z kolei nie chcą Japończykom zapomnieć okrucieństwa z czasów kolonialnej zależności i koszmaru II wojny światowej – miały na siebie niezaprzeczalny wpływ. Korea niestety także podąża japońską drogą do wewnętrznego smutku i poczucia nieodwracalnej przegranej. Nawet śmierć z przepracowania czy samobójstwa ze względu na brak perspektyw w życiu nie są już tylko japońską domeną, a Korea wręcz zaczyna wygrywać w rankingach.

1

Teraz pytanie praktyczne – z jakimi trudnościami wiąże się podróżowanie po Azji? Co mógłbyś poradzić ludziom marzącym o poznaniu Dalekiego Wschodu?

Problemem mogą być jedynie pieniądze na opłacenie lotu. Korea nie jest tanim krajem, Japonia jeszcze droższym, ale w dobie serwisów hotelarskich i ekonomii współdzielenia można bez żadnych problemów z poziomu kanapy we własnym domu zarezerwować sobie świetne miejsce na drugim końcu świata. Wystarczy jedynie internet i przełamanie strachu. Azjaci są bardzo miłymi i serdecznymi ludźmi. Nie trzeba bać się nieznajomości języka, bo nawet po nauce języka konkretnego kraju Azji i tak lokalna wymowa i tempo mówienia mogą znacznie utrudniać porozumienie. Wystarczy jednak kilka słów po angielsku i – powtarzam – brak lęku, że się nie uda.

Z Azją wiąże się wiele stereotypów, a z jakimi może spotkać się w Azji Europejczyk? Czy Japończycy lub Koreańczycy mają jakieś skojarzenia z Polską?

Teraz stereotyp może sprowadzić się do tego, że miejscowi będą dla nas o wiele bardziej mili niż dla siebie samych. W Japonii będzie to wprawdzie jedynie pozorny obraz – tam cudzoziemców wciąż uważa się za tych, którzy najczęściej robią niedozwolone rzeczy i oczywiście kompletnie nie rozumieją tego kraju. Nigdzie indziej w regionie nie doświadczy się czegoś podobnego. Koreańczycy sami z siebie w metrze podają plastikowe torby, gdy widzą, że wracamy z miasta obwieszeni zakupami. Chińczycy dołożą wszelkich starań, żeby wskazać nam drogę, chociaż w 99% przypadków na nic nam się to nie przyda. Wietnamczycy otoczą nas opieką i pomogą ze wszystkim, o co poprosimy. Najwięcej załatwia uśmiech i szczerość. Korea i Japonia mają jeszcze jeden wspólny mianownik – nie wyobrażam sobie sytuacji, by mogło nam się tam stać coś złego . W Korei można zostawić na stoliku w kawiarni portfel i iść do toalety, w Japonii – zasnąć w dowolnym miejscu z dowolnym sprzętem elektronicznym i obudzić się bez żadnej straty. To wyjątkowo rzadki komfort, którego w naszej części świata nie ma.

Azjaci kojarzą nas z Chopinem, Janem Pawłem II i Wałęsą, w dodatku coraz chętniej sami przyjeżdżają do Polski. Dobrym sposobem na dodatkową promocję byłoby pokazanie w Azji filmu rozgrywającego się w polskim mieście, na polskiej wsi, na Mazurach, nad morzem i w Tatrach. Takie realia przyciągnęłyby z pewnością jeszcze więcej fanów.

Korea i Japonia mają jeszcze jeden wspólny mianownik – nie wyobrażam sobie sytuacji, by mogło nam się tam stać coś złego.

Pracujesz nad kolejną książką?

Oczywiście, ale na razie nie mogę niczego zdradzić.

Wywiad przeprowadzony został w ramach cyklu spotkań „Orient Express” organizowanego przez Studenckie Koło Naukowe Azji Wschodniej i Pacyfiku przy Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego pod patronatem „Konceptu”.

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP