Zorganizujmy Mikołajki dla polskich dzieci w Naddniestrzu!
– Tutaj zawsze była Ukraina! Ale ja mam wpisane w paszporcie Polka – mówi Mirosława płynną ukraińską mową.

Tomasz Grzywaczewski


W paszporcie mam Polka

Krąg trzeci Rzeczpospolitej w Naddniestrzu leżał jakieś dziesięć kilometrów od Raszkowa. Autobus dojeżdżał tam tylko raz w tygodniu. Podziurawiona jak sito asfaltowo-szutrowa szosa wrzynała się w obłędne słonecznikowe pola, mijała posterunek celników pilnujących przejścia granicznego z Ukrainą i wypluwała podróżnych w kłębowisku drewnianych chat o malowanych na niebiesko okiennych ramach. W środku kręgu trzeciego mieszkała pani Mirosława.

 

Do bielonego domku szło się przez swojskie podwórko odgrodzone od świata odrapanym drewnianym płotem. Brakowało tylko strzechy albo czerwonej ceglanej dachówki, którą zeżarł ponury szarobury eternit. Ale w środku nie było już po nim śladu. W pokoju o drewnianym niebieskim suficie stał wysoki tapczan nakryty wyszywaną kapą, usłany puchowymi poduszkami w haftowanych poszewkach. Ścianę przyozdobiono grubym brązowym dywanem w kwieciste wzory. Z zakamarków wychodziły święte obrazki i obrazy. „Jezu, ufam Tobie”, Maryja trzymająca na rękach Dzieciątko, pobożny ksiądz w aureoli chylący czoła przed monstrancją. Zaplątała się też ikona, choć to dom katolicki, a nie prawosławny. A obok nich czarno-białe pozowane zdjęcia krewnych. Jest nawet monidło przedstawiające – o dziwo – nie nowożeńców, lecz młodą panienkę z kokardami upinającymi skromną fryzurę.

 

Gospodyni tego mikroświata była absolutnie zjawiskowa. Wręcz archetypiczna. W zielonej sukience przepasanej fartuszkiem. W miękkich papciach opatulających stopy. W chuście zakrywającej siwe włosy. Lekko przygarbiona, ale energiczna. Mówiąca cichym, miłym głosem. Pani Mirosława wyglądała tak, jak powinna wyglądać każda babcia z ludowych podań i opowieści.

 

A teraz siedzi za solidnym drewnianym stołem i próbuje zwalić nas z nóg. Nakryty ceratą w słoneczniki blat zastawiony jest jedzeniem. Solianka, smażone jajka, zimne nóżki, sałatka ze świeżych pomidorów i ogórków, pachnące morele. Pośród tych przysmaków gospodyni położyła narzędzia zbrodni. Plastikowe butelki wypełnione domowym czerwonym winem, proste flaszki po wódce skrywające siedemdziesięcioprocentowy samogon, bardziej wykwintne flakony zalane ciemnobursztynowym koniakiem pędzonym z rosnących w ogródku winorośli. Pani Mirosława z babciną gorliwością nakłada nam kolejne porcje jedzenia, nie mogąc uwierzyć, że brzuchy mamy wypchane do granic możliwości. Każdą dokładkę okrasza toastem. A to koniaczku, a to samogonu. W przerwach od mocnych trunków dolewa wina i opowiada o swojej rodzinie. Im więcej opowiada, tym więcej dolewa. Im więcej dolewa, tym trudniej jest skupić się na tej opowieści. Czuję, jak głębiej i głębiej zapadam się w miękkie obicie krzesła.

 

– Tutaj zawsze była Ukraina! Ale ja mam wpisane w paszporcie Polka – mówi Mirosława płynną ukraińską mową. Po polsku potrafi się pomodlić i zaśpiewać pieśni religijne. – Za Sowietów nie mogliśmy uczyć się polskiego, dlatego pamiętam tylko modlitwy, których nauczyła mnie mama. Dobrze, że teraz młodzi znają mowę swoich przodków – wyznaje. W Słobodzie działa jedyna w cały Naddniestrzu szkoła z obowiązkowym językiem polskim. Misjonarze organizują dla młodzieży wyjazdy do ojczyzny.

 

– A co słychać u mojej rodziny w Polsce? Jejku, tak się cieszę, że nas odnaleźliście! Ile to już lat minęło, jak ostatni raz widziałam Piotra – starsza pani ma łzy w oczach. Kręci z niedowierzaniem głową, kiedy opowiadamy historię, która doprowadziła nas do jej stołu. Jeszcze w Polsce zupełnie przypadkowo poznałem Andrzeja, który na wieść o podróży do Naddniestrza oznajmił, że Piotr, jego dziadek od strony ojca, pochodzi z państwa-widma.

 

Do domku Pani Mirosławy trafia się przez kościół. Na mszy świętej gromadzi się prawie cała żeńska część wioski. Mszę koncelebruje sercanin, ksiądz Marcin Januś. Nabożeństwo trwa grubo ponad dwie godziny i prowadzone jest w trzech językach. Wierni modlą się po ukraińsku, kazania słuchają po rosyjsku, a śpiewają po polsku. Tak jakby w tych murach wykuwała się przedziwna, ale uniwersalna lingua slavica. Kościół w Słobodzie to, jak w wiekach średnich, nie tylko miejsce spotkania z Bogiem, lecz także bastion. Przez kilkadziesiąt lat broniono się w nim przed ateizacją i sowietyzacją. Wioska pierwotnie nazywała się Księdzówka, bo założył ją pod koniec XVII wieku ksiądz Wardieriesowicz, proboszcz parafii w pobliskim Raszkowie, który osiedlił tutaj chłopów z, jak podają źródła, „dalekich stron”. Prawdopodobnie byli to włościanie z południowej Rzeczypospolitej. Dopiero w 1927 roku zdecydowanie zbyt katolicką nazwę wsi zastąpiono Słobodą Raszków. Kilka lat później raszkowski kościół zamieniono na magazyn i stolarnię. Pozbawieni swojego duszpasterza mieszkańcy Słobody zaczęli organizować religijną partyzantkę. Chcieli wznieść swój własny kościół, ale władze nie wydawały na to zgody i dwukrotnie siłą burzyły zaczątki nowej świątyni.

 

– W Słobodzie żyje twardy naród. Komuniści byli zawzięci, ale słobodzianie jeszcze bardziej. Nie da się zgodnie z prawem, nie idzie siłą, to trzeba podstępem. Totalitarny ustrój nauczył nas sztuki kombinowania – śmieje się ojciec Dima. – Obecny kościół powstał na bazie prywatnego domu. Jego właścicielka systematycznie dobudowywała kolejne pomieszczenia, aż wreszcie powstała kaplica z prawdziwego zdarzenia. Nawet wieżę wierni wznieśli własnym sumptem.

 

W pobliskim Raszkowie na jednym z domów wisi mosiężna tablica: „Dom Polski „Wołodyjowski” w Raszkowie”. – Chciałabym, żeby przyjeżdżało do nas jak najwięcej rodaków. Powiedzcie wszystkim swoim znajomym, że u nas w Naddniestrzu też mamy swój skrawek Polski – mówi pani Natalia, założycielka Domu.

Fragment książki Tomasza Grzywaczewskiego poświęconej państwom nieuznawanym, która ukaże się w 2017 roku nakładem Wydawnictwa Czarne


O PROJEKCIE

Towarzystwo Kultury Polskiej „Jasna Góra” tzw. w Mołdawskiej Republice Naddniestrzańskiej, powstałe z inicjatywy Polaków zamieszkujących tamte tereny, wraz z Horizon Agency, niezależną grupą reporterów oraz osób związanych z działalnością charytatywną, organizuje MIKOŁAJKI dla dzieci polskiego pochodzenia mieszkających w najbiedniejszych miejscowościach Naddniestrza.

Naddniestrze jest nieuznawanym na arenie międzynarodowej parapaństwem, stanowiąc formalnie integralną część Mołdawii z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Jednocześnie, to izolowany i najuboższy region Europy, w którym mieszka ponad 8 tysięcy osób polskiego pochodzenia. Działania Towarzystwa aktywnie dążą do zachowania kultury, tradycji i mowy polskiej poprzez sięganie do korzeni swoich przodków.

 

Obecnie sytuacja polityczna całkowicie ograniczyła zainteresowanie tym regionem i dostarczanie jakiejkolwiek pomocy jest prawie niemożliwe z powodu ogromnych trudności w uzyskaniu zgody na przewóz darów przez "granicę" mołdawsko-naddniestrzańską i ukraińsko-naddniestrzańską.

 

Zadbajmy o dzieci

 

Dzięki wsparciu różnych organizacji i osób prywatnych akcja mikołajkowa dla polskich dzieci jest organizowana już od kilku lat. Dlatego i w tym roku chcielibyśmy przygotować drobne upominki ze słodyczami, żywnością, a także podstawowymi środkami czystości, które zostaną przekazane rodzinom polskim w ramach pomocy przedświątecznej. Produkty mogą zostać zakupione na fakturę tylko w Naddniestrzu. Paczki zostaną rozdystrybuowane dzieciom w jednym z trzech miast: Tyraspol, Raszków i Słoboda-Raszków.

 

Zostanie przygotowany materiał filmowy i fotograficzny z akcji.

 

 O Towarzystwie Kultury Polskiej „Jasna Góra" 

 

Towarzystwo Kultury Polskiej „Jasna Góra” powstało w 2004 roku z inicjatywy Polaków zamieszkujących Naddniestrze. Organizacja posiada trzy oddziały – w Tyraspolu, Raszkowie i Słobodzie-Raszkowie. Siedziba Towarzystwa znajduje się przy kościele rzymskokatolickim w Tyraspolu. Do najważniejszych projektów Towarzystwa należą:

  • utworzenie Domu Polskiego „Wołodyjowski” w Raszkowie (wydarzenie wyjątkowe na skalę całej Europy Wschodniej);
  • systematyczna renowacja polskiego cmentarza w Raszkowie z XVIII wieku, który jest unikalnym pomnikiem polskiej kultury w Naddniestrzu;
  • organizacja cyklicznych spotkań z polską kulturą i sztuką, podczas których wielokrotnie gościliśmy znanych i cenionych twórców z Polski i zza granicy;
  • nawiązanie współpracy na płaszczyźnie kultury, nauki i medycyny z polskimi organizacjami sektora publicznego, w tym Wojewódzkim Szpitalem w Przemyślu, Centrum Nauki i Kultury, Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie;
  • zorganizowanie edukacyjnych, profilowanych obozów letnich w Polsce dla dzieci i młodzieży;
  • założenie dziecięcego zespół Koraliki i zespołu Słobodzianki; Towarzystwo ściśle współpracuje z chórem Harmonia oraz z zespołem tanecznym Alians;
  • organizacja akcji medyczno-humanitarnej z polskimi lekarzami w Naddniestrzu w maju 2015 roku.

Organizatorzy:

Partnerzy medialni:

 

Środki można wpłacać na konto:

BANK PKO BP SA O/1 w PRZEMYŚLU

Nr rachunku: 07 1020 4274 0000 1102 0056 3643

Towarzystwo Polskiej Kultury „Jasna Góra”

 

Więcej informacji na www.dompolskiwraszkowie.cba.pl


Kontakt:

Marta Rybicka

marta.rybicka@gmail.com

tel. 606 619 589

 

Zaufali nam

© 2017 Koncept All rights reserved. Made by ORDER GROUP